Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Klasyki Polityki

Wahadło wraca

Po okresie deprecjonowania powstania w PRL, w wolnej Polsce zaczął się okres jego apoteozy. Obecnie wahadło wraca do równowagi.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 7 sierpnia 2013 r.

Siłą okupującą nasz kraj jest Platforma Obywatelska. Uzbrojona po zęby, dysponuje wojskiem, policją, gadzinówkami, zwanymi mediami, a przy tym wszystkim – wsparciem Niemiec i Rosji, wrogich nam mocarstw ościennych. „Jeżeli trzymać się metafory mapy wojennej – czytamy w piśmie „Nowe Państwo” – Polska jest pustą przestrzenią, po której swobodnie przesuwają się obce bataliony. Można wręcz stwierdzić, że doszło do ponownego paktu Ribbentrop-Mołotow, tym razem w zakresie wspólnych interesów polityk historycznych. Polska znów została podzielona między Niemcy a Rosję”.

Dlatego, czytamy z kolei w „Sieci”, „potrzebne jest dziś nowe Powstanie Warszawskie. Bezkrwawe, wolne od militarnych błędów i politycznej naiwności tamtego. Ale równie zdeterminowane, by – wobec kulturowych i gospodarczych inwazji, wbrew zdrajcom, głupcom i otumanionym – ocalić wolną Polskę, która chce być Polską”. To zadanie może spełnić nasza własna, polska polityka historyczna (czytaj: manipulacja przeszłością dla celów współczesnych).

Czy Polska w ogóle ma (i czy powinna mieć?) politykę historyczną, nie jest oczywiste. Ma ją na pewno Prawo i Sprawiedliwość, które ustami swojego najwyższego zwierzchnika skrytykowało już przyszłe Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, zanim jeszcze zostało ono otwarte. Chodzi o polski punkt widzenia. Patriotyczny pancernik oddał pierwszą salwę w kierunku muzeum. Jego dyrektor, prof. Paweł Machcewicz, przeżywa już swoje Westerplatte.

Dr Sławomir Cenckiewicz też uważa, że na froncie historycznym dzieje się źle, bo państwo finansuje politykę wstydu. W felietonie pod wymownym tytułem „Antypolonizm z kasy III RP” (pismo „Historia Do Rzeczy”) czytamy, że czołowym eksponentem polityki wstydu jest Jan Tomasz Gross, który „już w 2006 roku, powołując się na swoich KOLEŻKÓW (podkr. D.P.) z Centrum Badań nad Zagładą Żydów”, ogłosił kategorycznie, że udział Polaków katolików w Zagładzie był rozpowszechniony. Państwo polskie wspiera finansowo „koleżków” z Centrum, którzy wydają czasopismo „Zagłada Żydów”, gdzie publikowane są „WYNURZENIA badaczy ze »szkoły Grossa« na temat polskiego udziału w zagładzie Żydów”. „Obecne władze i ich sojusznicy z »jedwabieńskiej« szkoły historycznej (rozsiani od IPN, przez PAN, aż do Muzeum II Wojny Światowej) uważają, że świetnym pomysłem na promocję Polski w świecie, może być ukazanie nas jako pomocników Hitlera – twierdzi Cenckiewicz i dodaje, że nie można przekopywać „łączki” na warszawskich Powązkach w poszukiwaniu bohaterów, a jednocześnie „wspierać z kasy państwowej tych, którzy nieustannie oskarżają ich o bierność, a nawet o współudział w zagładzie Żydów”.

Dlaczego tak się dzieje? Oczywiście, wszystkiemu winien… kto? Na to pytanie odpowiada Maciej Pawlicki („Sieci”): „Winien jest OSOBNIK będący siódmy rok polskim premierem”. Autor widzi „zmasowaną promocję wstydu z polskiej historii i tożsamości, zabicie pojęcia narodowego interesu i racji stanu, demontaż gospodarki i regres cywilizacyjny, służalczość lub bezradność wobec Berlina i Moskwy. I miliony polskich głów i serc wypłukanych z rozumienia sensu pojęcia narodu”.

Nie zdziwiłbym się, gdyby na takie dictum niejedna sanitariuszka i jej chłopak chwycili za butelkę z benzyną i ruszyli do powstania przeciwko Platformie. Ku mojemu jednak zdumieniu – a można powiedzieć, że i na szczęście – ucukrowana polityka historyczna, lansowana od podręczników aż po manifestacje uliczne, nie zdobyła monopolu. Przeciwnie, w publikacjach z okazji 69 rocznicy powstania obok hołdów nie brakuje gorzkich refleksji. Od lewej do prawej pojawiają się nowe akcenty, przede wszystkim zainteresowanie losem ok. 200 tys. cywilnych mieszkańców skazanej na zagładę stolicy. Prof. Andrzej Paczkowski wysunął pomysł budowy pomnika cywilnych mieszkańców zamordowanych przez hitlerowców. Coraz szerzej dyskutowane są oceny i decyzje polityków oraz dowódców odpowiedzialnych za wywołanie powstania.

„Rzeczpospolita”: „Gdy sobie uzmysłowimy, jak fatalną pomyłkę popełniła Komenda Główna Armii Krajowej, posyłając bezbronne dzieci, nasze najlepsze pokolenie na pewną rzeź, to dopiero na tym tle widać heroizm młodych ludzi”. Piotr Zychowicz, publicysta związany z „Do Rzeczy”, a więc nie żaden lewak, przypomina, że generałowie Sosnkowski, Anders i Sroczyński oraz ppłk Muzyczka jeszcze w lipcu ’44 przestrzegali, że powstanie skończy się „klęską i rzezią”.

„Newsweek” dopomina się o pamięć o mieszkańcach stolicy: „Powstańcy to było wojsko, a wojsko, nawet po hekatombie, da się w miarę precyzyjnie policzyć: 10 tys. poległych, 6 tys. zaginionych. A co z cywilami? Cywile giną trochę w masie. Do dziś nie wiadomo, ilu zginęło – 100 – może 150 tys. Kolejne pół miliona wysiedlono z miasta”. Znamienny fakt: Muzeum Powstania ma w archiwum 3 tys. wywiadów z powstańcami i zaledwie 500 wywiadów z cywilami. „Tych ludzi – dzieci uduszonych w schronach poduszką, kobiet wywlekanych za włosy z domów, staruszków niemogących uciekać i płonących w swoich kamienicach – nie ma w uświęconej opowieści” – pisze dr Jacek Wasilewski w artykule o przeróbce powstania na popkulturę.

„Przegląd”: „Trudno oprzeć się wrażeniu, że ludność cywilna stała się zakładnikiem powstańców, a nade wszystko ich dowódców. Była im potrzebna, bo bez niej dalsza walka traciła jakikolwiek sens. »Gdy zabraknie mieszkańców – przekonywał gen. Okulicki – możemy oczekiwać, że poczuje się żołnierz osamotniony i nie potrafi się zdobyć na obronę tej kupy gruzów, jaką dziś przedstawia Warszawa«”.

Po okresie deprecjonowania powstania w PRL, w wolnej Polsce zaczął się okres jego apoteozy. Obecnie wahadło wraca do równowagi. Już nie tylko dzieci w za dużych hełmach i dziewczyny w letnich sukienkach, które na wojnę jechały tramwajem, ale także rachunek zysków i strat, zagłada miasta, zagłada pokolenia, hołd bohaterom, ale i zaduma nad sensem ich ofiary.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Akta Epsteina. Światowe elity na widelcu, skala jest oszałamiająca. Kogo jeszcze zatopi tsunami?

Tony dokumentów z archiwum Jeffreya Epsteina to materiał, jakiego jeszcze nie było. Potężna kompromitacja amerykańskich i globalnych elit. I służby specjalne w tle.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
11.02.2026
Reklama