Klasyki Polityki

Gorod glamournych

Rublowka, prezydencka rezydencja à la zamek. Tylko dla zagranicznych gości. Rublowka, prezydencka rezydencja à la zamek. Tylko dla zagranicznych gości. TopFoto / Forum
Najbardziej glamourni mieszkają na Rublowce. Miejsce to upodobali sobie też Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew.
Pokaz nowej kolekcji Giorgio Armaniego. Trzeba być glamour...TopFoto/Forum Pokaz nowej kolekcji Giorgio Armaniego. Trzeba być glamour...

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w listopadzie 2010 r.

Z 10 mln mieszkańców Moskwa jest najludniejszym miastem Europy. Ci najbogatsi żyją tu na światowym poziomie – między rezydencjami na Rublowce, biurami w wieżowcach moskiewskiego city i ekskluzywnymi klubami w centrum miasta.

Zamkadysznicy, tak w Moskwie nazywamy pozostałych mieszkańców Rosji. Tylko nie należy im tego powtarzać, bo to przecież obraźliwe określenie – śmieją się Artiom, Lena i Sława, patrząc z parkowego wzgórza na wąż samochodów stojących w niekończącym się korku. Zamkadysznik znaczy tyle co Rosjanin zza moskiewskiej obwodnicy, moskowskoj kolocowoj awtomobilnoj dorogi, w skrócie MKAD. Licząca 109 km trasa o dziesięciu pasach ruchu otacza rosyjską stolicę pierścieniem. To, co znajduje się za nią, jest już prowincją. Moskwa to serce Rosji, państwo w państwie, oddzielna planeta. Kilkunastomilionowa metropolia, która wymusza szybkie tempo życia. – Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie tak się tu śpieszą – wspomina swoje pierwsze dni w Moskwie Białorusin Andrij. – Po roku uważałem, że są za wolni.

„Moskwa nie wierzy łzom” – tytuł kultowego filmu Władimira Mieńszowa jest chyba najczęściej powtarzanym zdaniem o rosyjskiej metropolii. Ze względu na niebotyczne ceny mieszkań i usług, ogromne korki, zanieczyszczenie wody i powietrza, wielkomiejski stres oraz domniemaną obojętność mieszkańców na kłopoty bliźniego wielu porównuje życie w stolicy do koszmaru. Mimo to co roku tysiące chętnych przyjeżdża tu powalczyć o szczęście. – Zasmakują tutejszego życia i za nic nie zechcą z powrotem do mamy. Jeśli trzeba, pójdą zabijać, a nie wrócą do swych rodzinnych miast – twierdzi Siergiej Dorienko, znany rosyjski dziennikarz pochodzący z Krymu.

Jest w czym smakować. Moskwa to symbol rozpasanego rosyjskiego konsumpcjonizmu. Takiego skupienia elitarnych sklepów nie znajdzie się w żadnej postkomunistycznej stolicy. Francuski luksus spotęgowała słowiańska fantazja. Nowobogaccy moskwiczanie o złotych zębach i złych manierach przepoczwarzyli się w wyrafinowaną burżuazję. Najmodniejszym słowem ostatniej dekady jest glamour. Glamour to styl życia. To nie tylko dobrej klasy samochód, markowa odzież, urlopy na egzotycznych wyspach i bywanie w drogich klubach – to również jedzenie pałeczkami z japońskiej porcelany, konsultacje ważnych decyzji z buddyjskim mnichem, angielska guwernantka dla dzieci. Najbardziej glamourni mieszkają na Rublowce.

Śmietanka za murami

Rublowka to nieoficjalna nazwa miejscowości rozłożonych w okolicy rublowsko-uspienskiej szosy, na północny wschód od Moskwy. Mieszkańców tych osiedli, znajdujących się kilkanaście kilometrów za moskiewską obwodnicą, nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie zamkadysznikami. Chodzi bowiem o moskiewską elitę, która wzorem bogatych mieszkańców Europy Zachodniej wyniosła się na przedmieścia, jak zamożni paryżanie do Neuilly-sur-Seine. Rublowka jest fenomenem, legendą Nowej Rosji, symbolem sukcesu. To szczelnie zamknięty świat moskiewskiej śmietanki: politycy, uznani artyści, a przede wszystkim rekiny finansjery.

Wille przypominają przedmieścia z amerykańskich seriali – z tą różnicą, że są otoczone wysokimi murami. Posiadłości pilnie strzegą też rzesze ochroniarzy. Zgodnie z najnowszymi trendami powstają tu villages, osiedla ekologicznych domów. Wokół nich rosną restauracje, markowe sklepy, salony piękności, prywatne przychodnie i wszystko, czego potrzebuje luksusowa gospodyni domowa, aby za często nie wyruszać do miasta. Otwarto tu najbardziej elitarne szkoły. A dla najmłodszych pociech jest np. gipsy – zaprojektowany przez stylistów pokój dziecięcy, w którym dzięki poduszkom Kenzo i kwiatkowym ornamentom Osborne dziecko ma poczuć się jak w cygańskim taborze. Nowinka na rynku.

Według „Forbesa” 36 najbogatszych Rosjan tworzy dochód równy 24 proc. PKB całego kraju. Większość z nich ma rezydencje właśnie na Rublowce. Tak wypada. Pięć lat temu padł tu rekord cen nieruchomości – za ar ziemi w miejscowości Żukowka zapłacono 200 tys. dol. A warta 100 mln dol. rezydencja Jewrazija jest jednym z pięciu najdroższych domów świata. Lokalne gazety pieczołowicie odnotowują, kto z gwiazd estrady i filmu dostąpił zaszczytu zamieszkania wśród elity. Jednak na Rublowce robi się już ciasno – kolejne osiedla swą gęstą zabudową coraz bardziej przypominają warszawskie Kabaty, a nie miejsce odpoczynku dla zmęczonych miejskim gwarem biznesmenów. – Bez koguta na dachu ciężko się tu poruszać – mówi Andriej Pawliczenow, makler giełdowy.

Wzorem radzieckich dygnitarzy, którzy mieli tu swe dacze, Rublowkę upodobali sobie prezydent Dmitrij Miedwiediew i premier Władimir Putin. Rezydencja pierwszego to Gorki-9, drugiego Nowo-Ogariowo. Toczy się w nich część życia politycznego Rosji, spotkania, narady, wizyty zagranicznych gości. Każdy przejazd najważniejszych osób w państwie wstrzymuje ruch na rublowsko-uspienskiej szosie, powodując gigantyczne korki. Bliskość władzy, która w latach 90. była wabikiem, dziś zaczyna doskwierać. Najbogatsi mieszkańcy Rublowki zostawiają bez żalu swe podmoskiewskie domy, przenosząc się do szkockich zamków i rezydencji nad ciepłymi morzami. Ci, których praca zmusza do jazdy w godzinach szczytu, zmęczeni kłopotami komunikacyjnymi opuszczają elitarne osiedla.

Dwie wieże

Alternatywą dla nich mogą stać się apartamenty w city. Moskiewskie Międzynarodowe Centrum Biznesowe to kompleks z betonu i szkła o łącznej powierzchni stu hektarów. Nowoczesna dzielnica finansowa, choć wciąż nieukończona – oddano do użytku ok. 30 proc. całości – już zadziwia rozmachem. Za dwa lata ma tu stanąć 30 nowoczesnych obiektów, zaprojektowanych przez międzynarodowe grono architektów. Większość z nich to drapacze chmur. Wysoka na 506 m Wieża Federacji będzie najwyższym budynkiem w Europie – przyćmić miała ją tysiącmetrowa Wieża Rosji, ale śmiały projekt został wstrzymany ze względu na wysokie koszty.

Ukończono już za to dwie wieże pod wspólną nazwą Miasto Stolic. Wyższa, 73-piętrowa, symbolizuje Moskwę, niższa o 11 pięter – Sankt Petersburg. Wieżowce, składające się z nałożonych na siebie sześcianów, zaprojektowali amerykańscy architekci, inspirując się rosyjskim konstruktywizmem z początku ubiegłego stulecia. City podobnie jak Rublowka ma być samodzielnym miastem w mieście: oprócz biur znajdą się tam liczne restauracje, ekskluzywne butiki, spa, hotel, luksusowe apartamenty. Całodobowa obsługa obejmie usługi osobistego kucharza, kierowcy, pokojówek, guwernantek, tłumaczy, a nawet pilotów wycieczek. City będzie też miało bezpośrednie połączenie kolejowe z lotniskiem. Dla najbardziej zasobnych przeznaczono apartamenty zaprojektowane przez firmę Armani.

Dumni z nowoczesnej dzielnicy moskwianie przyprowadzają do city swoich gości. Jednak Olga Golowiczer, która tu pracuje, narzeka na niebotyczne ceny miejsc parkingowych (podziemny parking kosztuje 400 euro miesięcznie) i trudności z dojazdem. Do chóru krytyków przyłączył się też nowy mer Moskwy Siergiej Sobianin, który nazwał lokalizację centrum finansowego pomyłką. Położone jest 4 km od Kremla, nieopodal Trzeciego Pierścienia. Budowa tej 36-kilometrowej trasy pochłonęła wiele lat i funduszy. Mimo licznych estakad i tuneli nie udało się za jej pomocą rozwiązać problemów komunikacyjnych Moskwy. Bywa, że trasa jest zakorkowana nawet w nocy.

Granice centrum Moskwy wyznacza Pierścień Sadowy, obwodnica o długości 16 km. Tu znajdują się najważniejsze zabytki rosyjskiej stolicy, słynne hotele, legendarna ulica Arbat i wreszcie najważniejszy centralny punkt na mapie: Kreml. Okolice placu Czerwonego to zagłębie elitarnych sklepów, restauracji i klubów. Nocne życie stolicy tętni w rytmie muzyki elektronicznej. Lokale słyną ze srogiej selekcji. Żeby zasłużyć na wejście, nie wystarczy wypchany portfel, trzeba jeszcze być glamour. Pasza Facecontrol, prawdziwa gwiazda wśród moskiewskich selekcjonerów, swą sławę zawdzięcza licznym skandalom z niewpuszczeniem znanych lub wpływowych poszukiwaczy rozrywki, za co w 2008 r. został dotkliwie pobity przez rozzłoszczonych odmową Dagestańczyków.

Nawet przyjezdni z Zachodu nie mogą już liczyć na pobłażliwość. W latach 90. wystarczyło mówić po angielsku, aby wszystkie drzwi nocnych klubów stały otworem. Dziś zagraniczni goście nie są dla Moskwy żadną atrakcją, również dla tutejszych kobiet. – Rosjanki zrozumiały, że sponsorów trzeba szukać wśród swoich. Tylko rosyjski mężczyzna jest w stanie bez zmrużenia oka wydać w jeden wieczór kilka tysięcy dolarów – mówi dziennikarka Gulja Gulmowa. Skończyła się też moda na epatowanie bogactwem – liczy się przede wszystkim dyskrecja i ciche pokoje dla vipów, gdzie przed ciekawskimi skrywają się najważniejsi goście. Wulgarny wystrój nocnych lokali to przeszłość, najważniejsza jest klasa. Moskwa zamieniła się w nowoczesną metropolię bez kompleksów.

Obrońcy Moskwy

Miało to jednak swoją cenę. – Próbowano zrobić z Moskwy azjatyckie miasto z betonu i szkła, nie licząc się z jej długoletnią i bogatą historią – złości się Natalia Samowier z organizacji obrony zabytków Archnadzor. – Europejczycy chronią historyczne centra swoich miast, my też powinniśmy się tego nauczyć. Na zorganizowanej niedawno wystawie „Teraz i dziś” porównywano zdjęcia tych samych moskiewskich ulic z początku lat 90. i współczesne – oglądający przecierali oczy ze zdumienia. Ten, kto po wieloletniej nieobecności wracał do rosyjskiej stolicy, miał często wrażenie, ze znajduje się w zupełnie innym mieście. – Kiedy David Lynch przyjechał do Moskwy, znajomi filmowcy chcieli pokazać mu dom, w którym żył Tarkowski – wspomina dziennikarz Aleksander Możajew. – Okazało się jednak, że budynek zburzono. Zapytany o sprawę urzędnik, powiedział: „przyjeżdżajcie za rok, taki wam dom Tarkowskiego zbudujemy, że ho, ho”.

Przez 20 lat budowlanego karnawału zrównano z ziemią wiele cennych zabytków. Zajęci zarabianiem moskwiczanie patrzyli na to przez palce. Bardziej niż historyczne zabudowania liczyła się nowoczesność – centra handlowe i restauracje. Po chudych latach komunizmu nowi Rosjanie chcieli się przede wszystkim nasycić. Moskiewscy urzędnicy pozwalali na burzenie wszystkiego, co stawało inwestorom na drodze. Pod pozorem rekonstrukcji niszczono stare budynki lub dobudowywano piętra i plomby. W centrum Moskwy, gdzie oficjalnie panowały surowe normy dotyczące wysokości budynków, wyrosły wielopiętrowe apartamentowce. – Najsmutniejsze jest to, że te budynki często stoją puste – mówi Zoja Charitonowa, znana moskiewska architektka.

Nowi Rosjanie z różnych części kraju, którzy w latach 90. tłumnie przybyli do Moskwy, traktowali zakup mieszkania w stolicy jako świetną inwestycję, przez co ceny za metr kwadratowy osiągnęły niebotyczną wysokość. W ogólnomoskiewskim pędzie za sukcesem i bogactwem nie zwracano uwagi na jakość życia w nabierającej rozmachu metropolii. Problemy komunikacyjne, ekologia, brak przedszkoli zeszły na dalszy plan. Ludzie nie wierzyli, że mogą wpłynąć na decyzję urzędników. To się jednak zaczyna zmieniać. Rosyjska burżuazja zrozumiała, że nie uda jej się zamknąć w sterylnych enklawach dla bogatych. – Jeśli nawet rozkład sił jest nierówny, nie powinniśmy siedzieć z założonymi rękami. Nie jest mi obojętne, co dzieje się z moim miastem – makler Pawliczenow tłumaczy, dlaczego zdecydował się wspomagać finansowo organizacje walczące o ochronę zabytków.

Apolityczny ruch, wspierany przez ludzi kultury i biznesu, staje się coraz silniejszy. Po zdymisjonowaniu mera Jurija Łużkowa Kreml dał zielone światło i dyskusja o ochronie historycznej Moskwy zagościła w oficjalnych mediach. Aktywiści twierdzą, że to początek budowy lokalnego społeczeństwa obywatelskiego, które będzie w stanie wpływać na decyzje władz. – Nieważne, czy urodziłeś się w Moskwie, czy nie – mówi Natalia Samowier. – Ważne, czy traktujesz to miasto jak swoje.

Reklama

Czytaj także

Świat

Demonstrancie, pokaż twarz!

Zakazy zakrywania twarzy podczas demonstracji mnożą się nie tylko w państwach autokratycznych, ale też na Zachodzie. Czy możliwa jest demokracja bez anonimowości?

Jędrzej Winiecki
15.10.2019
Reklama