Klasyki Polityki

Seks to za MAO

Swingersi lubią bawić się w seks jak w zakupy

Swingersowanie jest zgodne z prawami natury – twierdzą swingersi. Swingersowanie jest zgodne z prawami natury – twierdzą swingersi. Corbis
Rasowi singersi mają zasadę – para z parą.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w styczniu 2010 r.

Swingersi lubią bawić się w seks jak w zakupy, twierdzi seksuolog prof. Zbigniew Izdebski. Ależ skąd, mówią swingersi, SW to nie tylko wspólnota ciał. Dusz także. To subtelność i szał w jednym.

Doprosić się o rozmowę ze swingersem jest ciężko. Nie zależy nam na rozgłosie – i odkładają słuchawkę. Wreszcie kontakt: Ela, 32 lata. Mieszka z mężem w małej miejscowości blisko Warszawy. Pedagodzy. Pobrali się z wielkiej miłości i ponieważ uwielbiają seks. Kto go nie lubi, mówi Ela, nie zatraci się. Bo w swingersowaniu nie chodzi o to, żeby sobie podupczyć, od tego są agencje towarzyskie. Chodzi właśnie o zatracenie się.

Po pewnym filmie porno i lekturze swingersowego forum postanowili spróbować. Przy pierwszym razie Ela nie zatraciła się ani na centymetr bardziej niż przy seksie z własnym mężem, który im zszarzał. Poszło właśnie o centymetry. Singiel sprowadzony z Internetu miał ich za dużo, a ona lubi wyposażenia umiarkowane. Poza tym był potwornie skrępowany, nie wychodziło mu z erekcją i szybko chciał się ewakuować mimo próśb męża, żeby nie ustawać w zabawie.

Po tym doświadczeniu, tak mało udanym, seks Eli z mężem powrócił, jeśli chodzi o intensywność, do stanu z początków małżeństwa, co jednak nie trwało długo. Od tej pory w anonsach na forum zawsze zaznaczają preferencje.

Po serii singli spróbowali czwórki, bo mąż w trójkątach nadal wolał być widzem niż aktorem. A Ela czuła się jednak psychicznie niekomfortowo i zażądała od męża pełnego uczestnictwa, właśnie w czwórce. I to było to, pełny odlot, do zatraty tchu.

Normalni i kulturalni

A kac? Jaki kac, żaden kac. Jeśli się przykłada do seksu jakieś wyobrażenia moralne, to jest kac. Są normalną rodziną z pewnym hobby. Owszem, wierzący, a co jedno z drugim ma wspólnego?

Na razie nie myślą o dzieciach. Myślą natomiast o stałej parze, choć jak dotąd nie trafili na taką, niestety. Dwa, trzy spotkania i rozsypka. A tak marzą, żeby na pół roku, na rok, aż do wypalenia, przyjaźń może przecież trwać i potem.

Wiele par w internetowych anonsach zaznacza, że chodzi o przyjaźń z takimi jak oni sami. Normalnymi i kulturalnymi. Napakowane karki w złotych łańcuchach wykluczone – precyzuje jedna para na forum. Higienicznych i domytych oczekuje się ponadto, choć to rozumie się samo przez się wśród ludzi z klasy średniej i wolnych zawodów, bo swingersami są przeważnie tacy. Swingers to subtelność i szał w jednym. To rafinada. Nie żadna orgia chamska. Przyjaźń i szał.

Wygląda na to, że mają jej poza łóżkiem jakby za mało. W książce „Od nałogu do miłości” Patrick Carnes, który badał ludzi z ponadprzeciętnymi potrzebami seksualnymi, a także uzależnionych od seksu, podaje, że połowa jego respondentów dostrzegła w sobie niezdolność do utrzymywania bliskich przyjaźni.

To ludzie, twierdzi Carnes, którzy z trudem albo wcale nie potrafią osiągnąć bliskości, szukają więc niekonwencjonalnego seksu. Mylą seks z bliskością. Seks to tylko zabawa, piszą internauci, i aż zabawa, nie potrzeba tu dorabiać ideologii. Wszakże nie taka jak w śnieżki albo w cymbergaja, bo oni chcą też zabawy dusz. Chcą lubić partnerów, zbliżyć się. Spodobaliśmy się sobie, piszą na forum. W łóżku jest nam fantastycznie, a poza łóżkiem bardzo miło spędzamy czas. I o to chodzi.

Para z parą

Do takich zabaw najlepsze są mieszkania lub domy kogoś z uczestników – miło, kameralnie i ten wstępny grill w ogrodzie. Spotykają się dwie pary, czasem więcej, z reguły poznane w Internecie. Pary z najbliższego otoczenia mogłyby coś gdzieś palnąć niepotrzebnie, a zasadą główną jest dyskrecja. Wiadomość o tajnych schadzkach, jeśliby wyszła poza seksteren, mogłaby zrujnować życie uczestników. Kiedy fotograf lokalnej prasy w miasteczku pod Warszawą sfotografował uczestników swingersparty, gdy wchodzili do klubu, jego właściciele wykupili cały nakład. Para z małego miasteczka na Mazurach, po odkryciu przez tubylców ich hobby, przeniosła się do Warszawy, bo tam już by życia nie mieli: zboczeńcy.

Dyskusje w Internecie pokazują jednak, że jeśli wieloseks gejów mógłby być przez publiczność uznany za zboczenie, to w wykonaniu par hetero bardziej jest widziany jako niepojęte lub obrzydliwe dziwactwo niż moralne dno. Zaczyna się w opinii przebijać autonomia zachowań: jeśli im z tym dobrze i potrafią utrzymać praktyki w tajemnicy, nie siejąc zgorszenia, ich biznes.

Wiele par, właśnie by zachować tajemnicę, lub tych, które nie dysponują odpowiednim własnym lokum, woli się spotykać w klubach swingersowych, z dala od swego miejsca zamieszkania. Umawiają się tam już z poznanymi parami albo nawiązują nowe kontakty. Wolnozwiązkowi, małżonkowie, narzeczeni, po zażyciu jacuzzi, kołysani do seksu muzyką, nie gardząc trunkiem, przekąską, filmem erotycznym, zaczynają go uprawiać podnieceni widokiem innych par. Czasem wymieniają się parami ze znajomymi po wielekroć w nocy.

Rasowi singersi mają zasadę – para z parą. Do ogłoszeń w Internecie informujących: ja, rosły blondyn, gustujący w małych czarnych, ona – duża czarna, leciutko bi, z upodobaniem do szczupłych, złotowłosych, dołączone są zazwyczaj zastrzeżenia: single wykluczeni.

Singiel nie ma brania

M., jedyny pan, który zgodził się na rozmowę przez telefon, chce pogadać właśnie w sprawie singli. Sekowanie ich ma podobno zabezpieczyć przed zarażeniem HIV, bo kochająca się para wie przecież, że wirusa nie ma. A czy oni mają to na czole napisane? – pyta M. stracił partnerkę, z którą bywał w klubie, nie ma na razie nowej, już z jego hobby obytej, i spadł do poziomu singla. M. nie znosi podrywania, mizdrzenia się, zalotów, zobowiązań, co ty sobie o mnie pomyślisz, ochów i achów. Lubi szalony seks w erotycznej atmosferze, nie za forsę i jak od dziwki. Płaci się za wejście do klubu, ale to co innego.

Już od piątku nie może wytrzymać przy komputerze w swoim banku, tak go rwie do klubu: najważniejszy punkt tygodnia. A tam singli nie wpuszczają wcale albo każą słono płacić za wejście. Lub jeśli wpuszczają, to żeby chodził na przykład wśród obcowania ciał jako afrodyzjak, niewykluczone jednak, że jakaś para wpuści go do siebie.

Chyba, mówi M., że to podły klub. Singiel tam wchodzi, widzi pełno innych singli, kobiet jest, co kot napłakał, i w dodatku często panie te żądają za seks forsy. Właściwie burdel, nie klub, takich jest wiele, ale co to ma wspólnego ze swingersowaniem? W prawdziwym single powinni mieć dostęp do par nieskrępowany, bo tak jest demokratycznie, zresztą są pary, które, żeby się super podniecić, potrzebują właśnie mężczyzny.

Chyba że jest to singers starszawy. Czwórkowanie, szóstkowanie etc. odbywa się zwykle wśród ludzi w zbliżonym wieku, przeważnie od trzydziestki, no może plus dziesięć, no może jeszcze z niedużą górką. Starszym to przechodzi albo już byli za starzy, żeby się załapać. Bo rozwój ruchu w Polsce datuje się od końcówki wieku. Firma wydająca tygodniki porno nakręciła wtedy dwa filmy o wieloseksie młodych ludzi z rodzin górniczych na Śląsku. Miały te produkcje niebywałe wzięcie w Internecie i spowodowały, że naśladowcy Ślązaków zaczęli się w sieci skrzykiwać, odnajdywać i spotykać. I zaczęły powstawać kluby ekskluzywne z wyjazdami w góry, nad morze, z superatrakcjami.

Mocno starszy singiel nie ma w klubie żadnego brania ani dawania, chyba że piękny i sławny, w blasku forsy, co się zdarza, ale tacy wolą z reguły ściśle ograniczony bezpieczny teren, bo strach przed tabloidem jest wielki. Chyba że mocno starszy przyprowadzi sobie partnerkę i nie jest zdany na innych.

Bez mocnych atutów mocno starszy może dać ogłoszenie, że zasponsoruje wyjazd pary do Paryża, wszelkie koszty pokrywa, będzie się przyglądał, lecz nie wyklucza udziału, ale czy to jest jeszcze swingersowanie?

Arletta, moja smutna rozmówczyni przez telefon (bo bezpośrednio nikt nie chce), mówi, że nie wyszło jej z tym cholernym SW. Zakochała się w chłopaku bez pamięci, w psiej budzie by z nim mieszkała, lecz on, już jako mąż, widząc jej bezgraniczne oddanie, zażądał seksu z inną parą, w której kiedyś już uczestniczył ze swą poprzednią dziewczyną. Pani wie, mówi Arletta, jak to bywa z żonami pijaków, same zaczynają pić, żeby utrzymać mężczyznę przy sobie. I Arletta też: robiła wszystko, co chciał, z miłości do niego, a on: że potrzebuje słodkiego, dusznego powietrza, które unosi się nad dwiema parami w akcji (więcej par nie lubi), a seks domowy prędzej czy później staje się nudny. Zgodziła się. Jak żona pijaka.

I nawet się jej spodobało, a nawet gustowała w tym coraz bardziej, bo też kocha seks. Ale on po kilku miesiącach przestał ją zabierać do pary, z którą teraz jest, i rzadko chce ją mieć w domu, cóż, mówi, śpisz koło mnie jak koleżanka. Arletta jest pewna, że jeździ w weekendy do tej pary z jakąś zdzirą. Nie wiem, mówi, jaki popełniłam błąd, co źle zrobiłam, w czym nie dogodziłam, choć kiedy żona tamtego pragnęła odpocząć w łazience, ona posłusznie zostawała na materacach, żeby w seksie nie powstała luka. Mogłaby, oczywiście, pójść do klubu, singielki są wpuszczane nawet za darmo, bo zawsze się dla nich znajdzie singiel albo para, ale ona kocha męża i pragnie to robić tylko z nim. I co teraz będzie z jej małżeństwem?

Zabawa dla silnych

Na stronach internetowych zdarzają się rady, żeby, choć SW jest cudny i szalony, to jednak nie ulegać, jeśli on czy ona namawia i grozi, że rzuci. To jest jazda bez trzymanki, zabawa dla silnych psychicznie. Niektóre kobiety, chyba te namówione, muszą po czymś takim iść do łazienki na wymioty, nabierają do swego faceta obrzydzenia aż do tego stopnia, że uciekają ze związku.

Seksuolog Stanisław Dulko twierdzi jednak, że to kobiety częściej namawiają mężczyzn do wieloseksu niż odwrotnie. Śmiałe i wyzwolone. Lub może przeciwnie, z powodów profilaktycznych to robią, dochodząc do wniosku, że i tak będzie zdradzał, jak to chłop, więc niech już zdradza pod kontrolą, u jej boku i symetrycznie. Bo to jest przecież zabawa bez zobowiązań, nie ma co szat rozdzierać. Nowa forma rozrywki, jak mówi Zbigniew Izdebski, coś jak weekendowe zakupy w centrum handlowym.

Przychodzą pacjenci z troską, że ich związek rozłazi się w szwach, opowiada seksuolog Kazimierz Szczerba. Szwankuje współżycie, jakieś przy tym pretensje, zazdrość, pustka i chłód. Dopiero po jakimś czasie w terapii wychodzi na jaw, że uprawiali seks grupowy, że nie ustrzegli się przed wzajemnym zranieniem i zazdrością, nawet sobie tego wyraźnie nie uświadamiając. Choć zazdrość może być podnietą jak diabli. A tak, mówi M., widzisz dziewczynę, jak ją bierze inny, i dostajesz kopa w seksie takiego, o którym ci, którzy nigdy nie spróbują SW, nawet nie śnili.

Ale czasem zazdrość zaczyna być zazdrością i szkodzi. Dlaczego? A któż to wie.

Od SW można się uzależnić. Tak bardzo, że we własnej parze współżyć już nie idzie, tak nudno i mdło. SW może zacząć powoli wpływać na styl życia. Własna sypialnia to już tylko baza wypadowa, bo prawdziwy seks jest gościnny, na wychodnym. Kiedy są już w pewnych latach i dobrze byłoby wtedy mieć kogoś na stałe i na wyłączność – nawet już tylko do obecności, rozmowy i opieki – osoba, która jest obok, nie nadaje się do tego, a innej nie mogą znaleźć: coś pękło, coś się rozhuśtało.

Swingersowanie jest zgodne z prawami natury – twierdzą swingersi. Ludzie są w istocie poligamiczni, żyli przez wieki w związkach wielopartnerskich. Monogamia ma krótszą historię i jest sztucznym tworem kulturowym.

SW uprawia – jak twierdzą badacze problemu w różnych krajach – od 1 do 4 proc. populacji. Jacy ludzie mieszczą się w tych procentach? Pod koniec ubiegłego wieku na podstawie licznych badań naukowcy doszli do wniosku, że niektórzy ludzie mają uwarunkowany genetycznie niski poziom enzymu monoaminooksydazy – MAO. Odznaczają się oni specyficzną cechą – to poszukiwacze wrażeń. Łączą się z nią impulsywność, ekstrawersja, nonkonformizm i słabe uspołecznienie. Poszukiwacze szybko się nudzą tym, co powtarzalne, i potrzebują wciąż nowych stymulacji. Lubią ryzyko, jeśli przyjemnie ich ekscytuje. Ignorują negatywne skutki nawet wtedy, kiedy o nich wiedzą. Pomniejszają niebezpieczeństwa. Mogliby uprawiać sporty ekstremalne albo rzucać się w szalone operacje finansowe. Wybierają seks grupowy.

Albo jedno i drugie. Niestraszny im HIV ani inne choroby ciała i duszy. Niskie MAO jest górą.

Czytaj także: Jak w stolicy ustanawiano seksualny rekord Polski

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną