Klasyki Polityki

Uwaga! Dziewice

Czasem budzi się tęsknota, by mieć zapasowe wyjście – drugą Polskę, tyle razy nam obiecywaną.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 3 lipca 2004 r.

Najpierw powtórka z klasyki: po wielu latach odnaleziono rozbitka, mieszkańca wysepki zagubionej na oceanie. Rozbitek, angielski dżentelmen, pokazał wybawcom dom, w którym mieszkał. A potem objaśnił, czym są dwie budki, sklecone mozolnie z drewna, kamieni i liści.
– Ta pierwsza to pub. Bywam w nim codziennie. Ta druga to też pub. Ale w nim nigdy nie postała moja noga.

Czasem budzi się tęsknota, by mieć zapasowe wyjście – drugą Polskę, tyle razy nam obiecywaną. W niej żyć. A tę otoczoną przez Ocean Niespokojny, zalewaną przez bałwaniastą kipiel traktować jako poligon cudzych namiętności i ambicji. Bezpieczniej tam nie bywać.

To chyba nie przypadek, że modne są łyse pały nie tylko wśród piłkarzy i estradowych wyjców. Inaczej na ulicach spotykałoby się tłumy czytelników gazet i oglądaczy wiadomości, którym włos zjeżył się na głowie. Nawet na bankiecikach i promocjach zdarzają się godne Europejczyków prezentacje:
– Prezes jestem. Komputery i oprogramowanie.
– Naczelnik więzienia. Chleb i woda. Kiedy pan prezes wpadnie?

Cokolwiek zblazowały nas codzienne atrakcje, byle co nas nie ruszy. Sto tysięcy dolarów gdzieś się zapodziało w MSZ? Cóż, nie każdy wierzy w wygraną w totka. Supernowoczesny pociąg do Brukseli spóźnił się kilka godzin; Niemcy musieli wziąć go na pych? A czy to jest nieszczęście. Przyjeżdżają przecież do nas pociągi spóźnione o epokę i wysiadają z nich pasażerowie z bagażem, gdzie indziej dawno już zostawionym w przechowalni.

Czy ktokolwiek mógł się spodziewać, że nagle problemem zaprzątającym uwagę stanie się dziewictwo? Docenione i nagrodzone: ulubienicą publiczności, zwyciężczynią programu dla milionów w Polsacie została patentowana dziewica. Ślubująca zachowanie wianka aż do nocy poślubnej. Dobry przykład podziałał: czytam o akcji podobnych ślubów, cieszącej się poparciem czynników decydujących, które mówią nawet wtedy, gdy milczą. Upadek moralności, wolna miłość, Sodoma i Gomora, miazmaty Zachodu, lekceważenie wartości – a czy coś zmieniło się od czasów, kiedy wzorem była dziewica Emilia Plater? Przebywająca w towarzystwie roty strzelców. Wieszcz zauważył przytomnie, że strzelcy byli zieloni. Zieloni, więc nieuświadomieni, co gwarantowało jej święty spokój.

Minęło tyle lat i rewolucji seksualnych, pozycje Wisłockiej i Starowicza o pozycjach zbłądziły pod strzechy, później czytelnicy tych książek również zbłądzili – a tu masz, w kolorówce ukazał się list z prośbą o ratunek: „Poznałem wspaniałą kobietę i chciałem się z nią przespać, ale nagle odkryłem, że ona jest dziewicą. To mnie bardzo zdziwiło, bo oboje mamy po 40 lat. I trochę ostudziło moje zamiary. Może to jakaś choroba?”. Redakcja wyjaśniła: „Dziewicą można być w każdym wieku i z pewnością nie jest to żadna choroba”.

Choroba? Jeszcze by tego brakowało. Doktor Żeleński nie mylił się stawiając diagnozę:

Póki tej ozdoby swojej
Nie uroni dumna Polka,
Póty małe czółko zdobi
Wszechpotęgi aureolka.

Literatura dostrzegła wyjątkowość dziewic, poświęcając im niejeden utwór prozą i wierszem. Nie mieliśmy Dziewicy Orleańskiej jak Francuzi ani Nowoorleańskiej jak jankesi. Za to doczekaliśmy się Ostatniej Warszawskiej Dziewicy w podwórzowej balladzie, spopularyzowanej w kabarecie Stańczyk (1922 r.). Przed bohaterką ballady stanął rycerz, pocieszyciel samotnych cnotek, rad spełnić jej trzy życzenia:

Na to dziewica zbladła szalenie,
Rzekła: Rycerzu bez skazy,
Ja tylko jedno mam to życzenie:
Jedno życzenie – trzy razy!

Może istotnie była to ostatnia warszawska dziewica. Z roku 1936 pochodzi bowiem wierszyk Leca:

O dziewictwie wiedli dyskurs,
Wyobraźni dając wodze.
Kto? Przyjrzałem im się z bliska –
Dwaj archeolodzy.

O dziewicach ucichło. Teraz się odnalazły. Nie tylko z hymnem (Samoobrony), ale z hymenem poczłapiemy do Europy, prowadzeni przez finalistki cnoty. Recydywa kultu dziewictwa sprawiła, że środowiskowe ślicznoty, aby znów zaistnieć towarzysko, sięgnęły po temat kontynuujący ów wątek. Jest jak w znanej odzywce hollywoodzkiego kiniarza:
– Masz zagrać niewiniątko. Czy masz jakieś doświadczenie w tej dziedzinie?

Ambitne panienki, owszem, mają doświadczenie, odwołują się do wspomnień. Niedawno pewna gwiazdka zwierzyła się na łamach tabloidu, kto był jej pierwszym. Podała namiary na faceta. Ten (również na łamach) coś sobie przypomniał, lecz nie za bardzo, tłumacząc zanik pamięci uprawianym wówczas notorycznie dziwkarstwem. Zabrzmiało to mniej barwnie niż odpowiedź panienki cytowana w konferansjerce. Jeszcze przez Jarosy’ego:
– Mój pierwszy? – To byli studenci!

Nie zawracałbym państwu głowy nowalijką z naftaliny, lecz powrót do dziewictwa to nie jedynie seks w wersji nadwiślańskiej, czyli płciowość przez zaniechanie. Dziewictwo (niekiedy półdziewictwo) wparadowało na salony – salonami nazywa się u nas przedpokoje, schody na Wiejskiej, studia radiowe i telewizyjne, gdzie kubły pomyj sprzyjają konwersacji, stróżówki służb, bufety, lokale gastronomiczne, w których nawet na suficie widać plamy po przeciekach. W takiej właśnie scenerii jaśnieją dziewice polityczne. O nienagannych życiorysach. Jeśli maszerowały, to w procesjach. Jeśli należały, to do kółka różańcowego, nazywanego (kamuflaż) organizacją partyjną. Jeśli słuchały, to RWE. Jeśli czytały, to Mieroszewskiego i Herlinga. Dziewice w Ludowej przebywały na emigracji wewnętrznej, co przychodziło im tym łatwiej, że atmosfera domu składała się z antykomuchowatości, tradycji oporu. Byłem pewny, że kto jak kto, lecz śledczy Ziobro wyniósł kult dziewiczej czystości z rodzinnych pieleszy. Niestety, odezwał się w „Trybunie” znajomy tatusia, członka egzekutywy KW PZPR w Krynicy, podkreślając ideowość i zaangażowanie zacnego tow. Ziobro. Trochę mnie to zdziwiło. Chociaż może to i piękniej zostać dziewicą mimo niesprzyjających okoliczności. „Cnota hartuje się od tego” – podpowiada Wolter, autor „Darczanki”, plugawego poemaciku, fragmentarycznie przetłumaczonego przez Mickiewicza.

Inny gatunek dziewic codziennego obcowania obnosi się z etykietką „niezależny publicysta”. Ma to sygnalizować czytelnikom, że on, prawda, górą płynie, w nic nie uplątany, z nikim nie zakumplowany. Dlaczego jednak dziewic publikuje akurat w tym, a nie w tamtym dzienniku czy tygodniku? Czemu jego niezależne sądy i niezależne prognozy są echem głosów zależnych od swojej trzódki partyjnych liderów? Niezależność, niezależność... Trudno o nią. Niemal tak trudno jak o niezafałszowane dziewictwo czy zrozumienie cudzej sytuacji.
– Panie – ktoś pyta. – Musi pan na ulicy urządzać zadymę i demolkę?
– A pan myśli, że mnie stać na kupno biletu na mecz.

Polityka 27.2004 (2459) z dnia 03.07.2004; Groński; s. 97
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną