Klasyki Polityki

Do czego służy nóż

Nóż jest po to, żeby zarżnąć człowieka na śmierć - odpowiada Darek. Nóż jest po to, żeby zarżnąć człowieka na śmierć - odpowiada Darek. Stevepb / Pixabay
Pani psycholog z podwarszawskiego domu dziecka bada nowo przyjęte dzieci testem na rozumienie znaczeń. Co to jest to, co tamto. 8-letni Darek nie zna sensu wielu słów, ale inne rozumie doskonale. Jest więc tylko zaniedbany, te braki można nadrobić. Co to jest na przykład nóż, do czego służy? Nóż jest po to, żeby zarżnąć człowieka na śmierć – odpowiada Darek.

W czerwcu 1994 r. Irena M., matka Darka, pokłóciła się ze swym ojcem. Od czasu gdy jej matka umarła na raka, często się kłócili. Ojciec jest spokojny, zrównoważony, całe życie przepracował w Zakładach Wytwórczych Aparatury Rozdzielczej w Międzylesiu. Trochę pił. Po śmierci żony – więcej. Ale kto nie pije?

– On zabił człowieka? – dziwią się znajomi i sąsiedzi. – To nie on, nie wierzymy, żeby był do tego zdolny.

Tak już zostało

Irena M. piła więcej. Lubiła się zabawić. Za mąż wyszła za chłopaka, który pił tyle co normalnie mężczyzna. – Dopiero Irena zrobiła z niego alkoholika – mówi jej teściowa. Nigdy nie lubiła Ireny, teraz jej nienawidzi.

Po ślubie zamieszkali w jakiejś ruderze, ale elektrownia odcięła im prąd i zdjęła licznik. Więc mąż Ireny, Jan, wyniósł się do matki, a ona z Darkiem do swego ojca. I tak już zostało.

– W sierpniu 1994 r. otrzymaliśmy wezwanie do kawiarni przy Marszałkowskiej w Warszawie – mówi policjant ze stołecznej komendy. – Awanturuje się pijana kobieta, jest z dzieckiem. Miała 4,98 promila alkoholu we krwi. Nie wiedziała, gdzie mieszka i jak się nazywa. Zawieziono ją więc do izby wytrzeźwień, a dziecko do pogotowia opiekuńczego. Następnego dnia Irena wyjaśniła nadkomisarzowi, że po kłótni z ojcem pojechała do kawiarni biorąc ze sobą Darka. Zamówiła sobie wódkę, a małemu lody. Więcej nic nie pamięta.

Żeby przestać pić

We wrześniu 1994 r. sąd rejonowy ogranicza władzę Ireny nad Darkiem. Ustanawia kuratora, który ma odwiedzać rodzinę i pisać sprawozdania z wizyt.

„W mieszkaniu Ireny i jej ojca jest czysto – notuje kurator. – W łazience wiszą uprane dziecinne rzeczy. Ojciec dziecka, Jan, odwiedza swoją rodzinę. Często przychodzi nietrzeźwy. Jest elektrykiem, układa kable na terenie całego kraju”.

W grudniu 1994 r. Irena obiecuje kuratorowi, że jeśli uda jej się zapłacić za prąd, będą, być może, znów mieszkać razem z ojcem Darka w starym mieszkaniu. Niestety firma, w której był zatrudniony Jan, plajtuje. Jan przestaje płacić alimenty na Darka.

Wreszcie postanawia zmienić życie. Wszywa sobie esperal, żeby przestać pić. Zabiera nawet na niedzielę chłopca do siebie. Babcia obiecuje zabrać Darka do swej rodziny nad morze, bez Ireny oczywiście.

Wrzesień 1995 r. Darek nigdzie nie pojechał. Matka nie miała na wyjazd pieniędzy, a babcia zachorowała. Ale zła karta się odwraca. Jan otrzymuje pracę w prywatnej firmie, więc Irena będzie dostawała alimenty.

Piją razem

Jesień 1995 r. Znów złe w rodzinie: ojciec Ireny, dziadek Darka, traci pracę w ramach zwolnień grupowych. Zasiłek i koniec. Na szczęście ma chory kręgosłup, więc dostaje rentę.

Zima 1995 r. W rodzinie lepiej. Irena dostaje pracę w restauracji jako pomoc kuchenna za 400 zł miesięcznie. Darek kończy pięć lat. Kurator załatwia mu miejsce w przedszkolu. Po południu, kiedy matka jest w pracy, dzieckiem zajmuje się dziadek. Jest dobrze, stwierdza kurator.

Koniec 1995 r. Irena przechodzi na zasiłek dla bezrobotnych, bo straciła pracę. Jan pracuje i przysyła 200 zł alimentów. To wszystkie pieniądze, jakimi dysponuje rodzina. Nie ma czym płacić za przedszkole, a Darek tak je lubi. Chciałby tam chodzić nawet w soboty i niedziele. Irena znajduje pracę w restauracji, ale ją porzuca, ponieważ Darek zaczyna chorować. W przedszkolu twierdzą, że jest niedożywiony. Ma wszy.

1996 r. Huśtawka. Najpierw zwrot ku lepszemu. Dziadek w prywatnej firmie dorabia do renty.

Jan pije. Spotyka się z Ireną i piją razem. Jest za co. Irena stoi w budce z hot dogami. Awansuje – zostaje sprzątaczką w radio. Jan traci pracę. Za przedszkole płaci matka Jana, bo dziadek ma już dość ciągłego oddawania swojej renty na jedzenie. Irena rzuca radio, pracuje w barze. Rzuca jeden bar, znajduje inny.

Krew na nożu

Wrzesień 1997 r. Przedszkole przesyła do sądu pismo, w którym oświadcza, że Darek jest głodny i opóźniony w rozwoju.

– To wina dziadka – wyjaśnia Irena. – Nie myje i nie karmi Darka. Jeśli nie będzie dbała o dziecko – uprzedza kurator, sąd nakaże zabranie dziecka do domu dziecka. Irena obiecuje poprawę. Ciągle zmienia pracę. Jan nie pracuje. W domu bieda.

W czerwcu 1998 r. do Ireny przychodzi Jan z wódką. Piją we dwoje, dołącza do nich ojciec.

Darek pęta się po podwórku. Piją i kłócą się, jak to przy wódce. Irena jest zmęczona. Idzie do kuchni spać. Nie pamięta, po co i kiedy się budzi. Wchodzi do pokoju. Jej ojciec stoi z nożem w ręku. – Już dość, idź do swego domu – mówi Irena do męża. I on wychodzi. Jest bardzo blady i spokojny. Ojciec rzuca nóż na podłogę, a Irena podnosi go i kładzie na regale. Jest na nim krew. Siadają przy stole. Na ulicy leży martwy Jan. Przyjeżdża policja wezwana przez przechodniów. Nad Janem stoi Darek. Blady, bez słowa. Policja wchodzi przez okno, bo Irena zamknęła drzwi do mieszkania. Dziadek nie wie, gdzie jest i co się z nim dzieje, tak jest pijany. Albo w szoku. Na regale ciągle leży zakrwawiony nóż. Irena wygląda przez okno. – To mój mąż – mówi policjantom. Darka policja odwozi do pogotowia opiekuńczego.

Dziadek przyznaje się do zabicia zięcia. Wynikła kłótnia, zięć zaczął go szarpać, on wówczas pochwycił nóż leżący na stole i broniąc się, zadał mu cios w klatkę piersiową. Nie chciał zabić. Ale to on, nie córka. Irena jest niewinna.

Piękne dziecko

Irena nie odwiedza ojca w więzieniu. U Darka w domu dziecka pojawia się na krótko. Coraz rzadziej. W końcu w ogóle. Ma nowego przyjaciela, jest z nim w ciąży.

Darka czasem zabiera na niedzielę wujek. Ale na stałe go nie chce: wyraźnie to oświadcza sądowi. Babcia też go nie chce – warunki, starość. Dom dziecka występuje do sądu o pozbawienie Ireny praw rodzicielskich. Jeśli dom dziecka może być w ogóle świetny, to ten taki właśnie jest. Trzeba się spieszyć. Darek robi się za stary do adopcji.

Piękne dziecko, oczy ma jak gwiazdy. – Firany ma nie rzęsy, co? – mówi z dumą jego matka. Nawet już podstarzały miałby szanse na rodziców – Polaków ze Stanów, ze Szwecji, byle dalej od noża, którym rżnie się na śmierć, bo nóż do tego właśnie służy. W domu dziecka leży album, gdzie pełno zdjęć za starych dzieci – 8 lat, 10 lat, 12 lat oddanych na córki i synów zagranicznym Polakom.

„Mama, tata i ja jedziemy na wycieczkę. Siedzimy przy Wigilii. Jedziemy do klubu tenisowego”. Potem fotografie z podpisami wysyła się do domu dziecka coraz rzadziej. Ma się rodzinę tylko dla siebie i koniec.

W szkole kolega Darka zamierzył się na niego ostrym końcem nożyczek. Darek zbladł jak ściana. Był w szoku. – On chciał mnie zarżnąć na śmierć – powiedział wychowawczyni w domu dziecka, kiedy już mógł wydusić z siebie jakieś słowo.

To by było nieludzkie

1999 r. Na rozprawę do sądu o pozbawienie władzy rodzicielskiej Irena przynosi zaświadczenie, że pracuje. Łzy w oczach, gorące zapewnienia poprawy. Kiedy tylko wujek bierze Dareczka w niedzielę, ona biegnie do niego na obiad, żeby tylko zobaczyć synka. Z tej racji wystąpiła nawet do opieki społecznej o zapomogę, bo trzeba czasem kupić dziecku jakiegoś cukierka.

Sędzina oddala wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich matki Darka. To by było nieludzkie. Trzeba dać jej jakąś szansę.

Do czego służy nóż? Żeby nim kroić w bidulu chlebek aż do dorosłości.

Polityka 42.1999 (2215) z dnia 16.10.1999; Społeczeństwo; s. 84
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną