Co przyniesie nowy rok

Już nie mogę się doczekać wyborów
Jedyna polityczna emocja, jaką w sobie teraz znajduję, to zniecierpliwienie – już nie mogę się doczekać tych prezydenckich wyborów. Niestety, to jeszcze prawie cały rok; zanosi się na długą i bezsensowną kampanię. Dlaczego bezsensowną?

To nie jest Ameryka, gdzie kampania i skomplikowany system prawyborów ma wyłonić (czasem wręcz z politycznego niebytu – vide Obama) dwójkę prawdziwych pretendentów do prawdziwej władzy. W naszym systemie konstytucyjnym urząd prezydenta ma znaczenie drugorzędne, osoby i cechy głównych kandydatów są od dawna dobrze znane, podobnie jak ich programy, wobec braku realnej władzy – iluzoryczne, będące kopią programów partyjnych

Cała ta roczna kampania, tysiące godzin awantur medialnych, prace sztabów, dziesiątki milionów złotych wydanych na plakaty, ulotki, telewizyjne spoty, będzie miała jeden cel: skompromitować rywala. Stroną atakującą, choćby ze względu na obecne sondaże, musi być PiS, a to oznacza, że i styl tej kampanii będzie z dawna znajomy. Przez ten rok polscy politycy i media będą żyli agresywnym pustosłowiem, inwektywami, nieznanymi jeszcze aferami i pseudoskandalami. Na samą myśl się odechciewa.

Jeden jest merytoryczny sens tych wyborów: pytanie, w czyje ręce trafi bezsensowny przywilej, jaki nasza konstytucja daje prezydentowi: nieograniczone prawo weta. Za późno już na korektę konstytucji; jeśli weto, podnoszące próg rządowej większości do 60 proc. (co jest światowym ewenementem), ma być mniej destrukcyjne, w Pałacu Prezydenckim musi się znaleźć albo polityk (następnej) parlamentarnej większości, albo chociaż opozycjonista umiarkowany, mający własną ponadpartyjną pozycję. Jeśli byłoby inaczej, mielibyśmy na pięć lat powtórkę z obecnej, dość marnej, rozrywki. Szkoda, że ze względu na konstytucyjny kalendarz tej decyzji nie można podjąć już dziś. Polityczny pat, trwający od parlamentarnych wyborów 2007 r., będzie bowiem przedłużony, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami dla kraju.

Już nieważne, czy obecna koalicja omija najtrudniejsze bramki slalomu, bo inaczej jeździć nie potrafi, czy dlatego, że chce bez przewrotki dojechać do wyborczej mety – bez neutralizacji liberum veto nie da się tego sprawdzić. Żal jednak kolejnego straconego roku. Współczesna polityka – pisaliśmy niejednokrotnie – staje się w coraz większym stopniu tabloidalną rozrywką, emocjonalnym widowiskiem dla mas. Show musi trwać, mamy już wykupione bilety. Jedyna pociecha (też dla mnie jako redaktora), że przy wyjątkowo marnych numerach możemy sobie przynajmniej pogwizdać.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną