Kraj

Śmierć generała

Proces zabójców Papały. Co wiemy po 12 latach?

Generał Marek Papała jako szef Policji Generał Marek Papała jako szef Policji Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W procesie dotyczącym zabójstwa gen. Marka Papały na ławie oskarżonych próżno było szukać wykonawców wyroku oraz jego zleceniodawców.
Biznesmen Edward Mazur opuszcza areszt w Chicago (2007 r.). Sąd orzekł, że nie może być deportowany do Polski.Kamil Krzaczyński/Agencja Gazeta Biznesmen Edward Mazur opuszcza areszt w Chicago (2007 r.). Sąd orzekł, że nie może być deportowany do Polski.
Ryszard Bogucki - po prawej, w czerwonej bluzie - jako oskarżony  o zabójstwo Pershinga (2004 r.)Paweł Ulatowski/Agencja Gazeta Ryszard Bogucki - po prawej, w czerwonej bluzie - jako oskarżony o zabójstwo Pershinga (2004 r.)

[Artykuł z lutego 2010 r. 31 lipca 2013 r. warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił Andrzeja Z. "Słowika" i Ryszarda Boguckiego. Zdaniem sądu nie nakłaniali oni do zabójstwa byłego komendanta głównego policji.]

***

Marka Papałę zastrzelono 26 czerwca 1998 r. na parkingu przed budynkiem w którym mieszkał na warszawskim Mokotowie. Ok. godz. 22 skrytobójca oddał jeden śmiertelny strzał. Generał został trafiony w głowę w momencie, kiedy zamierzał wysiąść z auta.

Powołano specjalną grupę śledczą do wyjaśnienia tej zbrodni. Aby znaleźć sprawców należało ustalić motyw. Analizowano równolegle kilkanaście możliwych wersji. Potem przyjęto jedną z nich i już nigdy od niej nie odstąpiono. Jak napisał w swojej książce „Zabić Papałę” Sylwester Latkowski, wersja ta brzmiała: „zabójstwo zostało zlecone przez osoby zajmujące się nielegalnymi interesami handlowymi, takimi jak: handel bronią bez wymaganych koncesji, narkotykami lub innymi towarami, czy to w związku z udziałem Marka Papały w operacjach, czy to posiadaniem przez niego wiedzy o takich działaniach”. Zleceniodawcy mogli wywodzić się z kręgów przestępczych, ale też policyjnych, a nawet politycznych. Gdzieś musieli szukać wykonawców zbrodni. Dlatego grupa śledcza wytypowała środowiska z których mógł wywodzić się cyngiel wynajęty do tej zbrodni. Pod lupę wzięto między innymi tzw. Klub Płatnych Zabójców z Trójmiasta. Tak trafiono najpierw do Marka Ruprechta a potem do Artura Zirajewskiego, ps.Iwan

***

Klub Płatnych Zabójców to nazwa medialna. W gruncie rzeczy to było kilku gangsterów, którzy działali w różnych konfiguracjach, ale wspólnie wykonali kilka przestępstw, w tym zabójstw. Zamordowali m. in. mieszkańca Gdańska Piotra S. Za ten czyn zostali aresztowani i później skazani Marek Ruprecht, Siegiej Sienkiv (Ukrainiec, były żołnierz, w Polsce killer do wynajęcia), Artur Zirajewski i Tomasz Nowosad. W lutym 1999 r., osiem miesięcy po zabójstwie gen. Papały, przesłuchano Ruprechta. Ten ujawnił, że wiosną 1998 r. uczestniczył w spotkaniach podczas których rozmawiano o zabiciu Marka Papały. Twierdził, iż w zabójstwo komendanta policji zaangażowane były osoby powiązane z niejakim Kartoflem, specjalizującym się w przemycie narkotyków.

***

Kartofel to postać dobrze znana policjantom i prokuratorom. Taki pseudonim nosił Kazimierz Hedberg vel Wasiak, mieszkaniec Radomia, współpracownik SB. W latach 80. wyjechał do Szwecji, później do Francji. Zajął się przemytem narkotyków, nawiązał kontakty z polskimi bossami od narkobiznesu. Znał też Nikodema Skotarczaka, słynnego gangstera z Trójmiasta znanego pod pseudonimem Nikoś. Według ustaleń śledczych w 1998 r. miał uczestniczyć w gdańskim hotelu Marina w spotkaniu z Edwardem Mazurem, biznesmenem polonijnym mieszkającym na stałe w Chicago, bliskim znajomym gen. Papały. W tym samym spotkaniu brał też udział Artur Zirajewski.

Wątku Kartofla śledczy nie mogli pociągnąć dalej, bo krótko po zeznaniach Marka Ruprechta, Kazimierz Hedberg zmarł na raka. Ale pociągnęli kwestię udziału w tajnej naradzie w Marinie Artura Zirajewskiego. Ten początkowo niewiele pamiętał. Zeznając 6 kwietnia 1999 r. nie wspominał, aby podczas spotkania omawiano sprawę usunięcia Papały. Cztery dni później przesłuchany ponownie wyznał, że brał udział w rozmowie w hotelu Marina. Uczestniczyli w niej Nikoś, Tomasz Nowosad i trzej nieznani mu mężczyźni. Omawiano sprawę zabicia „dużego psa” (potem uzupełnił, że chodziło o gen. Papałę). Wśród okazanych zdjęć rozpoznał uczestników rozmowy, w tym Kazimierza Hedberga, ps. Kartofel.

Minęło kolejnych kilka miesięcy i Zirajewskiemu ponownie odblokowała się pamięć. Otóż opowiedział o kolejnym spotkaniu w hotelu Marina, w którym brali udział on, Skotarczak, Andrzej Z., ps. Słowik (członek zarządu gangu pruszkowskiego) i Edward Mazur. Słowik i Mazur mieli obiecać mu 40 tys. dolarów za zabicie generała policji (do jego zadań należało znalezienie wykonawcy). Zirajewski twierdził, że cynglem od Papały zgodził się zostać Siegiej Sienkiv. Ukraińcowi postawiono nawet zarzut dokonania tego morderstwa, ale po sprawdzeniu wszystkich okoliczności, wycofano się z tego. Przyjęto, że Sienkiv to ślepy tor, nie on zabił komendanta.

***

Zeznania Zirajewskiego przyjmowano z pewnym dystansem, tym bardziej, że często zmieniał swoje wersje, przyznawał się do błędów. Być może dlatego Edward Mazur został zatrzymany dopiero w lutym 2002 r. (ponad 2,5 roku od obciążających go zeznań Zirajewskiego). Wcześniej przesłuchiwano go, ale bez stawiania zarzutów. Kilkakrotnie przyjeżdżał do Polski i bez przeszkód ją opuszczał. Prowadził tu liczne interesy. Lutowe zatrzymanie nie skończyło się aresztem. Po naradzie prokuratorzy uznali, że nie ma podstaw do stosowania tego środka. Zwolniono go. Natychmiast wyjechał  do USA i już więcej w Polsce się nie pojawił.

***

W lutym 2005 r. za Edwardem Mazurem rozpisano list gończy. W tym samym mniej więcej czasie poinformowano media, że zarzuty nakłaniania do zabójstw Marka Papały otrzymali Ryszard Bogucki i Andrzej Z., ps. Słowik

Ryszard Bogucki był wiązany ze sprawą zabójstwa Papały od dawna. Media donosiły, że był widziany na miejscu zbrodni przez Igora Ł., ps. Patyk, króla warszawskich złodziei samochodowych, a potem jednego z najbardziej wydajnych świadków koronnych. Patyk chciał buchnąć jakiś samochód, taki przypadek, pod domem byłego szefa policji i akurat w czasie, kiedy ktoś zapolował na komendanta. Tym kimś, według Patyka, miał być osobiście Rysiek, czyli Ryszard Bogucki, postać znana w świecie przestępczym.

Przypomnijmy, Bogucki na początku lat 90. był okrzyczany jako cudowne dziecko polskiego biznesu. Handlował samochodami Ferrari, otworzył w Katowicach własny salon sprzedaży tych luksusowych aut. Miał niewiele  ponad 20 lat i świat już leżał mu u stóp.  Udzielał wywiadów kolorowej prasie, był notowany na listach najbogatszych. Wdrapał się na szczyt i nagle z niego spadł. Nie rozliczył się z dostawcą Ferrari, popadł w tarapaty finansowe, zaczął się ukrywać. Nawiązał kontakty z gangsterami, wkrótce stał się jednym z nich. W grudniu 1999 r., jak ustaliła prokuratura, wspólnie ze wspólnikiem Ryszardem Niemczykiem., ps. Rzeźnik, dokonał zabójstwa Andrzeja K., ps. Pershing, jednego z liderów gangu pruszkowskiego. Po tej zbrodni wyjechał do Meksyku, tam został zatrzymany i deportowany do Polski. Sąd za zabójstwo Pershinga skazał go na 25 lat więzienia. Bogucki nigdy nie przyznał się do udziału w tym morderstwie.

Nie przyznaje się też do uczestnictwa w spisku na życie gen. Papały. Obciążają go nie tylko zeznania Patyka, ale też wdowy po generale. Rozpoznała go na okazanych fotografiach, jako mężczyznę, którego dostrzegła na parkingu przed swoim domem w czasie, kiedy zabito jej męża. Wyszła na spacer z psem, usłyszała strzał i wtedy minął ją Bogucki idący razem z młoda kobietą. Kim była towarzyszka Ryśka, do dzisiaj nie wiadomo.
Boguckiego obciążają też zeznania pewnego śląskiego przestępcy, który miał twierdzić, iż Rysiek proponował mu pieniądze za wykonanie wyroku na policjancie z Warszawy. Zlecenie nie zostało jednak przyjęte. Bogucki twierdzi zaś, że ten świadek zmyśla jak najęty.

***

Słowik, według naszych informacji, przyznał się do uczestnictwa w rozmowach na temat planowanego zabójstwa. Pieniądze za usunięcie gen. Papały dawał Edward Mazur, a Słowik zastanawiał się nawet, czy nie zgarnąć tej kasy i nie czmychnąć. Generała nie miał zamiaru pozbawiać życia, ani wynajmować płatnego zabójcy. Chciał jedynie oszukać Mazura, ale odstąpił od tego zamiaru po rozmowie ze swoim przyjacielem z grupy pruszkowskiej Zygmuntem R. ps. Raźniaczek. Ten, jak osobiście zeznał śledczym, zdenerwował się słysząc od Słowika o propozycji Mazura. Kazał przyjacielowi natychmiast zrezygnować z udziału w negocjacjach. Miał powiedzieć, że to za gruba sprawa, i że zabicie komendanta polskiej policji spowoduje, że śledczy nigdy nie odpuszczą, będą tropić aż do skutku.

Raźniaczek niewiele się pomylił. Śledczy tropią już prawie dwanaście lat, ale skutek ich działań jest na razie mizerny. Edwarda Mazura nie wydano Polsce, bo sąd ekstradycyjny w USA uznał, że polska strona nie przedstawiła wiarygodnych dowodów jego winy, a obciążające go zeznania Artura Zirajewskiego, to kłamliwe opowieści kryminalisty nie poparte innymi dowodami.

Sam Zirajewski już przed żadnym sądem nic nie będzie wyjaśniał, bo niedawno zmarł w gdańskim areszcie. Nie żyją też inne osoby, które według śledczych były zaangażowane w spisek na życie Papały. Jeremiasz B., ps. Baranina popełnił samobójstwo w wiedeńskim areszcie. Jego warszawski rezydent Rafał Kanigowski zwany Grubym padł ofiarą wojny gangów. Obaj mieli być wynajęci do tej sprawy równolegle ze zleceniem dla zabójców z Gdańska.

Jest więcej niż pewne, że poza Edwardem Mazurem (którego polska prokuratura wciąż ściga bez powodzenia) wśród zleceniodawców są jeszcze inne osoby. Nie wiadomo jedynie jaki motyw im przyświecał. Dlaczego Mazur miał nastawać na życie swojego kolegi i z jakiego powodu inni też mieli brać udział w spisku? Nie wiadomo wreszcie kto był śmiertelnym posłańcem, owym killerem, który w sposób niewątpliwie fachowy, jednym celnym strzałem pozbawił życia Marka Papałę.

I nie ma się co łudzić. Proces, jaki rozpoczyna się właśnie przed warszawskim sądem, nie odpowie na te pytania.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mama transpłciowego dziecka: Mój syn czuje, że w Polsce jest nikim

Nie czarujmy się, że Polki i Polacy na pstryknięcie palcami zrozumieją, co to znaczy transpłciowość. Ale Pawłowicz i Kaczyński paradoksalnie przyczyniają się do edukacji społeczeństwa – mówi Ewelina Słowińska, mama Saszy, aktywistka fundacji Trans-Fuzja.

Mateusz Witczak
12.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną