Kraj

Dziewięć zdarzeń z wampirem

W Zielonej Górze doszło do serii napadów na młode kobiety. Media ogłosiły, że grasuje wampir, co wywołało panikę, ale też sprowokowało odważnych, by zmierzyć się z bestią.

Wieczorami Zielona Góra to miasto wymarłe. Kobiety siedzą w domach. – Ja też nie wyłażę – mówi Janek, student miejscowego uniwersytetu. – Podobno pasuję do portretu pamięciowego.

Na osiedlu Piastowskim mężczyźni chodzą grupkami, po kilku. Patrolują uliczki. Wampir nie miałby szans, podobnie jak pechowiec, którego twarz przypominałaby tę z portretu. W jednym z autobusów zauważono podobnego. Mężczyźni próbowali go schwytać, ale podejrzany śmignął jak gazela.

Wydrukowano setki plakatów z wizerunkami naszkicowanymi na podstawie zeznań ofiar i świadków. Wiszą na przystankach, klatkach schodowych, a na dworcu PKS tuż przy wejściu do ubikacji. Pani strzegąca przybytku (na oko niewiele po pięćdziesiątce, elegancka i ze starannym makijażem) nabrała już detektywistycznego nawyku. Rzuca okiem na klienta i zaraz na podobizny na ścianie. Porównuje. – Jeszcze go nie namierzyłam – mówi markotnie, ale nie traci nadziei.

Do pracy przyjeżdża na szóstą rano. Od kiedy stało się jasne, że szaleje gwałciciel, sama nigdzie się nie rusza. Na dworzec odprowadza ją mąż. Po pracy odbiera jak kiedyś dziecko z przedszkola. Dewiant szuka ofiar wśród młodych, ale nikt nie zagwarantuje, że po ciemku coś mu się nie pomyli.

Nie tylko ta pani chciałaby zdemaskować zboczeńca. Każdy o tym myśli. Za ten strach, którym spętał całe miasto. Za cierpienia kobiet, które skrzywdził. Bezdomnego z okolic dworca nachodzi refleksja, że młodzi mają teraz zepsutą psychikę. – Nie miałbym dla takiego litości – oznajmia. – A nagrodą też bym nie pogardził. Nagrody są dwie. Najpierw komendant miejski policji wyznaczył 3 tys. zł, co entuzjazmu nie wzbudziło, bo uznano, że to groszowa wycena lokalnego wampira. Na szczęście prezydent zadbał o prestiż – obiecał 20 tys. zł za pomoc w schwytaniu sprawcy. Od tej chwili sygnały do policji popłynęły szerokim strumieniem.

Mroźny gwałciciel

Policja nazywa kolejne przypadki zdarzeniami. Strach spadł na miasto po trzecim zdarzeniu, bo wtedy włączyły się media, pojawiły się krzykliwe tytuły o wampirze i bestii. Przykryta śniegiem i skuta lodem Zielona Góra rozbudziła się na dobre z zimowego snu. Wizja uderzającego po omacku seryjnego gwałciciela podziałała na wyobraźnię. Grozę wzmagał fakt, że napastnikowi nie przeszkodził nawet mróz sięgający którejś nocy minus 17 st. C.

Pierwszy atak nastąpił 9 stycznia nad ranem w pobliżu dworca PKS, w rejonie ulicy Ułańskiej. Doskoczył z tyłu, przyłożył do szyi ostry przedmiot (nóż, brzytwę, żyletkę?) i zaciągnął do tzw. pustostanu w pobliskim budynku. Ostrym narzędziem rozciął jej ubranie (i przy okazji poranił). Ofiara miała 22 lata, prawdopodobnie wracała z dyskoteki. Widziała twarz napastnika, ale nie zapamiętała zbyt wiele. Oceniła jego wiek na 30–40 lat.

Zdarzenie drugie – 19 stycznia, późny wieczór. Rejon ulic Chmielnej i Wrocławskiej. Według „Gazety Lubuskiej” ofiarą była prostytutka. Podszedł do niej mężczyzna, razem udali się w ustronne miejsce, a kiedy zażądała pieniędzy, została pobita. Następne ataki dzień po dniu – 21 i 22 stycznia, obydwa na Osiedlu Piastowskim (okolice ulic Zawadzkiego i Zachodniej). W pierwszym przypadku kobieta ugryzła napastnika w rękę i uciekła. W drugim spacerowała z psem, kiedy z tyłu ktoś ją zaatakował. Uciekła. Stwierdzono u niej rany cięte szyi i twarzy.

Do piątego incydentu doszło 2 lutego w położonej kilka kilometrów od Zielonej Góry niewielkiej Świdnicy. O godz. 15, w biały dzień, 16-latka wybrała się na spacer z psem. Ktoś zaszedł ją od tyłu, zarzucił coś na głowę (plastikowy worek?) i przewrócił na ziemię. W tym momencie w pobliżu przejechał samochód, spłoszony sprawca czmychnął. Szóste zdarzenie, znów Osiedle Piastowskie. W nocy kobieta wracająca samotnie do domu poczuła, że ktoś chwyta ją za rękę. Odwróciła się i prysnęła napastnikowi gazem w twarz, po czym uciekła. Nikt za nią nie biegł. Siódme spotkanie z tajemniczym wampirem przeżyła 16-latka z Lubska (40 km od Zielonej Góry). O godz. 10 została zaatakowana na klatce schodowej, kiedy zamykała drzwi od mieszkania. Ktoś przyłożył jej do szyi ostre narzędzie. W tym momencie jeden z sąsiadów z wyższego piętra wyszedł na schody. Napastnik błyskawicznie dał nogę. W piątek, 12 lutego o siódmej rano, przypomniał o sobie w Krośnie Odrzańskim, 37 km od Zielonej Góry. Poranił ostrym narzędziem dłonie młodej kobiety. Zasłaniała nimi twarz. Uciekła w jedną stronę, a napastnik w przeciwną. I (w chwili, kiedy ten tekst powstaje) ostatnie zdarzenie – tego samego dnia w Leśniowie Wielkim (trasa Krosno–Zielona Góra) brutalny atak na kobietę przebywającą na swojej posesji. Gwałciciel (sam, lub z kimś jeszcze) podjechał białym niedużym samochodem. Policja zablokowała wszystkie okoliczne drogi, penetruje lasy.

Portret uniwersalny

Dziewięć zdarzeń, ale trudno ułożyć z nich serię pasującą do jednego sprawcy. Do gwałtów doszło dwa razy (policja prosi, aby nie podawać, które z ofiar zostały zgwałcone, aby dodatkowo nieszczęsnych kobiet nie upokarzać, ale niektóre lokalne media w takie delikatności się nie bawią, walą prawdę między oczy). Motywy pozostałych czynów nie są do końca jasne. Kilka razy zostało użyte ostre narzędzie, ale nie wiadomo, czy zawsze to samo. Raz na głowę ofiary zarzucono worek, raz napastnik (a może po prostu ktoś znajomy) schwycił kobietę za rękę i od razu dostał gazem w oczy. Zupełnie odrębnym zdarzeniem wydaje się atak na prostytutkę.

Napaści miały miejsce w środku dnia, w nocy i nad ranem. W centrum miasta i na obrzeżach, a także poza Zieloną Górą. Policja ma wątpliwości, czy kobiety atakuje jeden seryjny gwałciciel, czy też doszło do niezwiązanych ze sobą zdarzeń, w których uczestniczyli różni sprawcy. Ale opinii publicznej te argumenty nie przekonują, przecież gazety piszą o wampirze, to musi być jeden i pewnie potrafi zmieniać wygląd.

Powstały trzy portrety pamięciowe. Dwa podobne do siebie, na trzecim sprawca wygląda inaczej, jest starszy. Zdaniem komisarz Małgorzaty Stanisławskiej, rzeczniczki Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze, te wizerunki są tak uniwersalne, że dopasować można każdego. – Ten starszy przypomina mi sąsiada, którego spotykam w sklepie osiedlowym, a ten młodszy z twarzą naznaczoną trądzikiem to wypisz wymaluj jeden z chłopaków z mojej rodziny.

Ludzie rozpoznają sprawcę po kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Pół biedy, jeżeli tylko alarmują policję, gorzej, gdy sami próbują wymierzyć sprawiedliwość. Jedna z pracownic poczty w Lubsku zaalarmowała media, że rozpoznała sprawcę, chciał wypłacić pieniądze, a kiedy powiadomiła policję, ta nie zareagowała. Komisarz Stanisławska tłumaczy, że jakiś mężczyzna stojący w kolejce do okienka wydał się podobny do wampira z portretu, ale nie pani kasjerce, która go nawet nie widziała, lecz dwóm klientkom. Tak się na niego gapiły, że facet nie wytrzymał presji i wyszedł z poczty. – Sprawdzamy wiele sygnałów, ale przeważnie to ślepe tropy – mówi pani rzecznik. Dzwoni telefon. Jakiś dziennikarz dzieli się swoją wiedzą: – Dowiedziałem się, że ten wampir pije krew swoich ofiar. Czy to prawda? Komisarz Stanisławska z pełną powagą odpowiada: – Pije krew? Tak, wysysa ją z dużego palca u nogi.

Sprawca jak ze snu

Prof. Zbigniew Izdebski, czołowy polski seksuolog, dziekan Wydziału Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego, bardziej niż agresora obawia się paniki, jaka zapanowała w Zielonej Górze. – Mobilizacja obywateli ma dobre strony, ale grozi też zachowaniami wymykającymi się spod kontroli – ocenia. Czy panika ma uzasadnienie? Z badań, jakie przeprowadził, wynika, że aż 34 proc. osób do lat 15 było ofiarami molestowania na tle seksualnym. – Wiele kobiet z różnych powodów nie zgłasza policji takich zdarzeń. Kilka przypadków, z jakimi mieliśmy ostatnio do czynienia w Zielonej Górze, to od strony statystycznej niestety nic nadzwyczajnego. Tym bardziej że wcale nie mamy pewności, że za każdym razem był ten sam sprawca i te same motywy. Dlatego ważne jest, by nie panikować.

Policja też wzywa obywateli do zachowania spokoju. Spokój zachowuje mieszkaniec Świdnicy, sąsiad zaatakowanej 16-latki. – Miałem sen – opowiada. – I w tym śnie napastnikiem była kobieta. Nawet opowiedziałem o tym znajomemu policjantowi. Spytałem go: a skąd wiecie, że to nie jest jakaś prowokacja, baba przebrała się za chłopa i udaje gwałcicielkę.

– A pan żonaty?

Już nie, rozwiedziony jestem. Ten znajomy policjant też mnie o to zapytał.

Złodzieje też tropią

Nad sprawą pracują już trzy ekipy policyjne: z Komendy Miejskiej, Komendy Wojewódzkiej z Gorzowa i specgrupa z Komendy Głównej. Media – dla dobra śledztwa – nie są informowane o szczegółach. Wiadomo jednak, na podstawie podobnych spraw z przeszłości, czym zajmują się specjaliści tropiący sprawców czynów na tle seksualnym. Przede wszystkim typuje się krąg podejrzanych – mężczyzn karanych za podobne przestępstwa i osobników, u których rozpoznano dewiacje na tle seksualnym. W strategicznych punktach miasta pojawiają się policjantki po cywilnemu, mają sprowokować napastnika do ataku. Wszędzie krążą wyposażeni w środki łączności policyjni wywiadowcy. Na ulicach widać też dodatkowe patrole z wydziału prewencji – nawet nie po to, by udaremniać potencjalne zagrożenia, ale uspokajać skołatane nerwy mieszkańców.

Penetrowane są środowiska przestępcze. Zielonogórscy złodzieje, włamywacze i rabusie podczas tej akcji zapewne solidaryzują się z policją. Nie tylko dlatego, że dla grypsujących gwałciciel to samo dno przestępczej hierarchii. Dobrze wiedzą, że dopóki wampira nie uda się schwytać, nie zaznają spokoju. Policja będzie patrzyć im uważnie na ręce, złodziejską robotę w takiej atmosferze trzeba odłożyć na lepsze czasy. Część informacji spływa więc do policji bezpośrednio od półświatka.

Człowiek nazwany przez zielonogórskie media Bestią, jeżeli jest seryjnym gwałcicielem, prawdopodobnie będzie ryzykował nadal. Ale w końcu wpadnie. Tak twierdzą policjanci. – To tylko kwestia czasu – mówi funkcjonariusz skierowany tu z Gorzowa. Być może kiedy ten numer „Polityki” trafi do kiosków, podejrzany będzie już pod kluczem, bo po ataku w Krośnie Odrzańskim policja zmobilizowała wszystkie siły. Zielonogórska ulica domaga się, aby ten czas już nastąpił. – Inaczej sami go ukarzemy – zapowiada mieszkaniec Osiedla Piastowskiego. Dla gwałciciela bez wątpienia bezpieczniej byłoby wpaść w ręce policjantów niż obywatelskiej obławy.

Polityka 8.2010 (2744) z dnia 20.02.2010; Kraj; s. 32
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Prof. Marcin Król: Obyśmy znów nie byli głupi

Prof. Marcin Król, historyk idei, o tym, że czeka nas koniec starego świata i nic dobrego z tego na razie nie wyjdzie.

Jacek Żakowski
01.01.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną