Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Bloki w Kamieniu

Pogorzelcy z Kamienia wprowadzają się do domów

Nowe domy dla pogorzelców - koniec lutego 2010 r. Nowe domy dla pogorzelców - koniec lutego 2010 r. Wojciech Basałygo / EAST NEWS
W Kamieniu Pomorskim stanęły dwa nowe bloki. Wprowadzają się do nich ocaleni z pożaru lokatorzy hotelu socjalnego.
Tak było - 13 kwietnia 2009 r.Wojciech Basałygo/EAST NEWS Tak było - 13 kwietnia 2009 r.

Na balkonach już powieszono pierwsze satelity. W celu zapewnienia psychologicznego komfortu, przeprowadza się po dwie rodziny dziennie. Gdyby po prawie rocznej rozłące wszyscy spotkali się naraz, mogliby zacząć skakać jeden na drugiego, obwiniając się wzajemnie o tamten wybuch. Chodzi o pożar hotelu socjalnego, który 13 kwietnia 2009 r. zaskoczył mieszkańców we śnie. Odsypiali pierwszy dzień świąt wielkanocnych. Znaleziono w zgliszczach 36 szczątków ludzkich, z czego poskładano 23 osoby, w większości rodziny wielodzietne.

Drugim powodem rozłożenia przeprowadzki na tury jest niedopuszczenie do patrzenia sobie nawzajem w kartony, kto jakim sprzętem się urządza. Oprócz jednakowych wyprawek z Ośrodka Pomocy Społecznej pogorzelcy otrzymywali sprzęt indywidualnie od darczyńców, którzy okazali się hojni. W kartonach lokatorzy wnoszą plazmy oraz zmywarki do naczyń.

Jest też napięcie na tle kuchenek. Ci z kawalerek czują się dyskryminowani, gdyż mają w aneksie kuchennym dwa palniki, reszta po cztery plus piekarnik.

Mimo że wybuch pożaru został przykryty medialnie przez wybuch świńskiej grypy, a inwestycję próbował opóźnić wicestarosta powiatu, który – szykując się do startu w wyborach jesiennych – chciał spreparować nieudolność obecnego burmistrza przeciekami o rzekomych nieprawidłowościach przy budowie domów, 35 lokali stanęło na cito.

Wybuchy

Pani A pierwsza odebrała klucze. Zastrzegła u burmistrza, że pójdzie minimum na dwa pokoje, bo w jednym namieszkała się już. Została rozpatrzona pozytywnie jako najbardziej uporządkowana życiowo z ocalonych. Dostała przydział w drugim bloku, ale nie chciała mieszkać w tym co B, ponieważ ma jej dosyć. Tylko puk, puk: – Kawę, Ryba, wypijesz? I dzień schodził na tej kawie. Więc A, która zaczyna pracę jako salowa, woli mieć na klatce pijaczków. Jak zadżumiony powie, mijając A: sąsiadka, jaka ty piękna jesteś – co jej szkodzi? Za jej nie pije.

Nie wiadomo, czy C, wdowiec po śp. Teresie, która za zasługę budzenia śpiących w płomieniach została pośmiertnie odznaczona, przyjmie swój lokal. Jego córka dostała kawalerkę, gdyż w trakcie pożaru mieszkała u swojego chłopaka, on z synem – dwa pokoje z kuchnią. A przecież syn ma 23 lata, z powodów przyszłościowych powinni dostać osobno.

D czeka na swoją kawalerkę w zakładzie karnym. Po napadzie na bar chodził po mieście w damskiej peruce, ale – rozpoznany – dostał dwa lata. Obecnie żona D ubiega się o jego lokal. Co prawda dziewięć miesięcy przed wybuchem przeprowadziła się do innego, bo D ją bił, ale należy się jej, ponieważ nie mieli rozwodu. Jeśli dostanie klucze, to z obawy, że D wróci i znów będzie ją bił, zrobi mu eksmisję.

W zakładach karnych na kawalerki czeka jeszcze trzech innych poszkodowanych w pożarze. Prawo mówi, że nie można pozbawić człowieka domu, kiedy przebywa na resocjalizowaniu się. Czynsz będzie więc opłacany przez miasto do czasu ich przybycia. Piątego właściciela kawalerki miasto szuka po całej Polsce, żeby przekazać mu klucze.

Tzw. najbardziej umysłowi, czyli myślący o powiększeniu metrażu, próbowali rozwodzić się i jako prowadzący osobne gospodarstwa ubiegać się o dwa lokale. Plan był taki: on dostanie kawalerkę, ona, samotna matka, dwupokojowe. Ona uprze się, że dzieci chcą być blisko ojca, więc lokale muszą być obok siebie, potem przebije się ścianę i wyjdzie trzypokojowe.

W tym samym celu konkubenci próbowali zaciążać swoje kobiety. W trakcie budowy bloków E prosił o zwiększenie metrażu, gdyż jego kobieta zaszła. Kobieta E posiadała już jedno dziecko, gdy wprowadził się do niej dwa miesiące przed pożarem. Po dwóch rozmowach telefonicznych zapytał ją wtedy drogą esemesową, czy może zostać na stałe. Ona w telefonie wpisała go Misiu i zostali parą. Ale w sprawie większego metrażu dostał odpowiedź odmowną, bo lokale przydzielano, biorąc pod uwagę liczbę jednostek ludzkich przed pożarem. E był już obejrzeć wykonanie. No, komfort. Glazura, terakota, biały montaż, plastik w oknach, elektryczne niewybuchowe kuchenki, tylko toalety nie ma osobno. A powinna być.

F zamieszkał w pechowym hotelu socjalnym po powrocie z Anglii. Zmuszony był wejść z futryną do pustego lokalu, ponieważ nie miał stałego adresu, ale nie płacił, bo kupił w Anglii luksusowy rower (przyszedł za nim w paczce). Teraz kategorycznie odmówił przyjęcia kawalerki, gdyż w międzyczasie stworzył rodzinę z kobietą, która posiada 5-letnie dziecko, w dodatku niepełnosprawne. Po dwóch miesiącach od zapoznania się wziął cywilny i mówił na mieście: gratulujcie mi, bo ojcem zostałem. Powiedział burmistrzowi, że spotkają się w sądzie. Był w Warszawie u Drzyzgi, posiada medialne kontakty i może urzędniczą hołotę postawić pod murem.

Jeśli idzie o media, urząd interweniował na policji, że pogorzelcom rozczarowanym metrażem telewizje płacą po 100 zł od wypowiedzi. Policja sprawdziła, że to nie jest zabronione, to nazywa się honorarium.

Wnętrza

Panie z OPS zadają pogorzelcom kontrolne pytanie: jak się spało pierwszej nocy? Roszczeniowi odpowiadają, że źle, gdyż nie ma firanek i człowiek jest na widoku. Mają do pań dyskretne pytanie: czy za dbanie o lokal będą im płacić, czy dbanie jest darmowe?

Na razie jedyną osobą mającą pozytywny sen była A. Pierwszej nocy śniły jej się meble z Black Red White, które kupiła w realu za pieniądze z OPS (trzy transze, każda po 4 tys. zł). Same nowości – podświetlane regały, na których postawiła zdjęcia spalonych sąsiadek, niech zamieszkają chociaż symbolicznie, skoro poniosły ofiarę. Śniły się A obrazy z martwą naturą kupione pod kolor regałów, pufy, szklana niska ława, na której postawiła dzbanek z pływającą rybką. I żyrandol, na który zabrakło jej pieniędzy: od metalowych gałęzi odchodzi kwiat.

Opieka kazała A spisać rzeczy niezbędne, jakich jeszcze nie posiada. Wypisała z pewną nieśmiałością, gdyż nie wie, jaka jest granica niezbędności. Brakuje A: pięciu żyrandoli, karniszy, rolet, okapu, maszynki do mięsa, mebli do łazienki oraz przedpokoju, jakiegoś świętego obrazu do dużego pokoju, żeby tego proboszcza zaprosić na poświęcenie, ertefałki pod drugi telewizor (32 cale jak ten, który syn dostał od Związku Nauczycielstwa Polskiego, po co większy), biurka pod drugi laptop (jeden jest od Caritasu, drugi syn przywiózł z terapeutycznych kolonii w Wiśle).

Jeśli chodzi o wnętrza, A ma zarzut do urzędów, że okradają jej dziecko, dając wszystkim po równo. Z jakiej racji? Co spaliło się G i jego kobiecie, którzy przed wybuchem przyszli do kolegi na waleta z plecakiem i ruską siatką? W dodatku są nie z tej gminy. Dla G największą stratą były papierosy. Jak to porównać z tym, co ona trzymała w narożniku: dwa dekodery, frytkownica, próżniowe garnki Zepter.

 

G i jego kobieta dostali duże odszkodowanie za nogi uszkodzone podczas skoku z okna. Tak ich te nogi bolą na zmianę pogody, że włożyliby je do lodówki. Ale miasto jeszcze nie zakupiło im sprzętu AGD. Oferowano im używany z magazynu, jednak G oczekuje tylko nowych rzeczy do wnętrza. Wiadomo, że stracili cały dobytek, o czym świadczy ekspertyza powiatowego inspektora nadzoru budowlanego: „Pożar rozprzestrzenił się tak szybko, ponieważ w budynku było dużo mebli i ubrań”.

E na koszt własny kupił do nowego mieszkania rasowego pieska, którego jego kobieta nazywa Dejzi. Chce prosić OPS o zakup podświetlanego barku. Chciałby odgrodzić barkiem pokój od aneksu kuchennego. A przy podłodze na tej granicy puściłby płotek z paneli, żeby dzieciak, który mu się urodzi, nie miał dojścia do gorącej kuchenki. E nie chce leżeć po nocach i myśleć, czy dzieciak mu się właśnie nie parzy. Jeśli załatwią go odmownie i dziecko mu się jednak poparzy, to wejdzie na nich z oskarżeniem.

Warsztaty

W pierwszej wersji zamierzano umieścić w jednym bloku pijących, w drugim rodziny z dziećmi. Ostatecznie – w celu pacyfikacji tych pierwszych – lokatorów wymieszano. Wszyscy zostali zaproszeni na szkolenia z poczęstunkiem, które trwały dwa miesiące od piątku do niedzieli.

E na pierwszym zebraniu dowiedział się, że są środki na cel pchnięcia jego osoby na odpowiednie tory, co w jego opinii było totalną stratą pieniędzy. Ktoś wziął je za to, żeby powiedzieć E to, co już wie. Ten ktoś, posługując się zasadą burzy mózgów, czyli rozmową z uczestnikami, upraszczał życie banałami w stylu: Twoje długi nie spaliły się; Za mieszkanie trzeba płacić; Co to jest sukces osobisty?; Jak myśleć twórczo?; Jak przyjmować krytykę?; Jak racjonalnie gospodarować czasem?

Warsztaty podziałały twórczo na E, bo trochę pokładł kostkę brukową w Świnoujściu. Ale został zwolniony, gdyż pół brygady chodziło wężykiem. E stawiał (łącznie z hot dogami). W pierwszym rzucie dostał 6 tys. zł za traumatyczne przeżycia, jakich doznał on, jego kobieta i jej dziecko (po 2 tys. zł na osobę).

Jeśli chodzi o lekcję z przyjmowania krytyki, E – kiedy będzie już na swoim – na pewno nie podaruje F, właścicielowi spalonego angielskiego roweru, jeśli F zamieszka na jego klatce. Powód jest taki, że F zaraz po pożarze porzucił siostrę E, która w trakcie wybuchu była kobietą F. Ratując się przed płomieniami skoczyła z okna i pękła jej śledziona. Po wyjściu ze szpitala przyłapała F w hotelu żeglarskim, gdzie czekał on na przydział lokalu z jeszcze nowszą kobietą, i otruła się, ale została odratowana na OIOM. E nie podaruje też F reszty kobiet, które skrzywdził, szukając sobie żony podczas budowy bloków tylko po to, żeby dostać większy metraż. Poza tym parę razy F na kobietę E powiedział na mieście, że to kurwa. Na to sobie E nie pozwoli, bo na świat ma przyjść jego dzieciak, którego musi wychować. Nie chce, żeby dzieciak mu zarzucił jak dorośnie: co, matki nie broniłeś? Niewiele go jeszcze znają z honoru, dopiero poznają, jak pójdzie na swoje.

Wrażliwość

Warsztaty miały uświadomić pogorzelcom, że w momencie wprowadzenia się do nowego lokalu kończy się traumatyczność, która nie jest wizytówką dożywotnią. Ponieważ na niepatologicznych mieszkańców Kamienia ledwo wiążących koniec z końcem przeprowadzka zadziałała deprawująco. Poczuli, że lepiej być pogorzelcem niż magistrem i na lokalnych portalach internetowych zagrozili, że im też może zacząć się nie chcieć. Matka stojąca w kolejce do OPS grozi drogą internetową, że od jutra zaczyna pić, za pół roku podpali się i spełni polski sen – apartament w mieście. Na niepełnosprawną córkę odbiera miesięcznie 450 zł, ONI po 1400. ONI w pomocowych kolejkach już nie mają nazwisk, przedstawiają się statusem: pogorzelec, co ułatwia procedury. Matka obserwuje, jak łażą po sklepach i demonstracyjnie wybierają grille, a w spożywczych płacą dwusetkami.

Społeczność lokalna odnotowała, że nawet pochówek mieli gratis. W tym akcesoria pogrzebowe z najwyższej półki – siedem urn w kolorze perłowej bieli, trzy perłowobiałe trumny, cztery trumny słomkowego koloru plus dwa sarkofagi.

Na pytanie internautów, jak długo jeszcze będą traumatyczni i jaki jest termin przedawnienia się, G, który z bólu włożyłby nogi do lodówki, odpowiada: nie jest wykluczone, że długo. Przecież jeszcze nie znalazł się podpalacz, a to może wywoływać niepokój, że będą mieszkać z nim pod wspólnym dachem.

Warunki

Kiedy dwie ocalone pary konkubenckie przyszły zobaczyć, jak urządziła się A, ona do nich: zobaczcie, jak tu ładnie. Tu nie ma już co się spalić, jedynie te segmenty w pokojach polecą.

Czynnikiem dyscyplinującym są kamery na klatkach – po trzy na piętrze. Każda z innego profilu będzie kręcić film o wchodzących – kto do kogo idzie, czy wychodzi na noc. Film (zapisany na twardym dysku na 30 dni do tyłu) za wynagrodzeniem będzie oglądał w monitorach ustawionych w dużym pokoju gospodarz domu, podczas gdy jego żona za wynagrodzeniem będzie sprzątać klatki. Ponieważ on nigdy nie mieszkał w spalonym hotelu, nie jest stroną w dawnych konfliktach i popatrzy w monitory obiektywnie. Lokatorzy mają jednak obawę, czy da sobie z nimi radę. Jest młody, szczupły, wyciszony. Sprawdzianem będzie okres parapetówkowy oraz święta.

Gdyby burmistrz rządził księstwem kamieńskim, nie dałby wszystkim po równo. Ale obowiązuje go prawo socjalne RP. Wyprzedził to prawo o doświadczenia pożaru oraz związane z nim niuanse i podpisał z pogorzelcami półroczne umowy najmu, choć można było wybrać wersję dwuletnią. Pół roku wystarczy, żeby ocenić, czy wywiązują się z regulaminu. Jeśli chodzi o porządek, wzięto lekcję ze spalonego hotelu, gdzie po licznych wydarzeniach typu ryk piekieł burmistrz wysłał regulamin lokatorom listownie, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Ale szybko rozeszło się, żeby tych listów nie ruszać swoim podpisem. Niepodpisany znaczy nieświadomy, co nie podlega karze.

Obecny regulamin pogorzelcy podpisują przy odbiorze kluczy: dywany trzepie się w miejscu przeznaczonym; zabrania się karmienia ptaków na parapetach tym, co zostało z obiadu; zabrania się grillowania na balkonach; wieszania na balkonach bielizny itp.

Dla niereformowalnych zakupiono już ziemię we wsi Grębowo, gdzie powstaną parterowe baraki z prądem na kartę i dwukilometrową drogą przez las do pierwszego monopolowego.

W czerwcu E rodzi się dziecko. Do tego czasu musi mieć rozkładany stół i krzesła. Chodzi o chrzciny. Życie przemawia za tym, żeby patrzeć do przodu, nie wstecz.

 

Polityka 10.2010 (2746) z dnia 06.03.2010; Kraj; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Bloki w Kamieniu"
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną