Komorowski czy Kaczyński. Który lepszy?

Wyobraźmy sobie prezydenta
Stajemy w istocie przed wyborem między dwiema dobrze znanymi postaciami, dwiema koncepcjami, dwiema bez mała ideologiami. Więc kogo wybieramy przeciw komu?
Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński podczas debaty zorganizowanej w 2005 r. przez Fundację Batorego
Henryk Jackowski/BEW

Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński podczas debaty zorganizowanej w 2005 r. przez Fundację Batorego

Emocje, nastroje chwili, wrażenia, dzisiaj ważne i dojmujące, mogą zdecydować o pięciu albo 10 latach politycznej rzeczywistości kraju, kiedy pozornie wyjątkowe okoliczności wyboru stracą jakiekolwiek znaczenie.

Komorowski, czyli radykalny umiar

Potrzebne jest tu ćwiczenie umysłowe i wyobrażenie sobie tak prezydentury Bronisława Komorowskiego, jak i Jarosława Kaczyńskiego. Cechy osobowościowe są tu ważne, gdyż właściwości charakteru, życiorysy każdego z dwóch najważniejszych kandydatów są także obrazem polityki, którą reprezentują i będą realizować.

Komorowski, dzielny opozycjonista w czasach PRL, ostatnie 20 lat spędził w polityce jako ważny i rozpoznawalny działacz, minister, marszałek Sejmu, który nie unikał ani obowiązków, ani odpowiedzialności. Konserwatywno-katolicki, nieufny wobec lewicowych żądań, ale też chyba gotowy do rozmów i koncyliacji.
Bronisław Komorowski nie robi wrażenia polityka, który dopasowuje się ze swoimi poglądami do politycznej koniunktury i do najbliższego otoczenia, był wręcz dość kostyczny i czasami dość osobny, na własnych papierach, daleki od wewnętrznych partyjnych rozgrywek w Platformie.

Prezydentura byłaby dla Komorowskiego uwieńczeniem długiej biografii, może i rodowej dumy. Ta osobista perspektywa jest być może najsilniejszą gwarancją, że ten akurat prezydent na żadne eksperymenty i awantury łatwo nie pójdzie, że zapisy konstytucyjne będzie traktował poważnie. To właśnie on nieustannie wspomina o konstytucji, znacznie częściej niż główny konkurent, którego partia ma własny projekt ustawy zasadniczej.
Zarazem Komorowski to nie typ wizjonera, trudno go skojarzyć z jakimś wielkim projektem, to raczej strażnik politycznego środka, radykalny zwolennik kompromisu. Ma cechy patrona i prezesa, nie ma temperamentu rewolucjonisty, woli, żeby świat zmieniał się w zgodzie ze sprawdzonymi historycznie zasadami.

Jego deficytem zaś jest niejaka zwyczajność, to że nie budzi wielkich emocji, nie porusza tłumów, ręce nie rwą się same do braw na każde jego słowo, czasami wręcz irytuje; starsze panie nie rzucają mu pod nogi kwiatów, młodzi nie traktują jak idola. Ale taki deficyt to dzisiaj europejska norma; charyzmatycy ustępują pragmatykom w świecie procedur i standardów ustalanych w wymiarze wykraczającym poza jeden kraj, a nawet kontynent.
Komorowski sam sobą, niejako prywatnie, zaświadcza o przywiązaniu do konserwatyzmu i tradycji, ale w istocie jest reprezentantem tej wielkiej rzeszy europejskich polityków, którzy dawno wyzbyli się buntu i chęci przewodzenia duszom rodaków, a zajęli się, tak wyszydzanym przez rewolucjonistów i tzw. obrońców wartości, załatwianiem spraw. Dla wielu współczesnych polityków ideologiczna identyfikacja, chadeckość, socjalizm, liberalizm – to etykiety, ornamenty, znaki klubowe na krawatach; wszyscy oni należą do politycznego mainstreamu, który ich trochę do siebie upodabnia, zaciera kontury, odbiera wyrazistość, trochę sztucznie pompowaną w kampaniach wyborczych.

Może zatem prawdziwa jest opinia, że z Komorowskiego będzie lepszy prezydent niż kandydat (w przypadku Lecha Kaczyńskiego było odwrotnie, o wiele lepiej wypadał jako kandydat w 2005 r. niż jako głowa państwa). Umiar bywa nudnawy w kampanii, ale bardzo potrzebny jest wybranemu już prezydentowi. Ideologia środka z natury rzeczy nie jest fascynująca w opowiadaniu, w prezentacji; jej siła wyłania się dopiero w politycznej codzienności, gdzie setki spraw można rozwiązywać w sytuacji nieustannego kryzysu albo względnego spokoju. Bo Komorowski startuje w istocie w tych wyborach w tandemie z Tuskiem, tak to było od początku pomyślane, ale w wyniku zmiany kandydata PiS nagle pojedynek nabrał innego wymiaru. Komorowski nie jest liderem, nie tworzył ideologii i mitu organizacji, a teraz walczy z przeciwnikiem, który taką rolę w swoim własnym środowisku odgrywa. Poza tym kandydat Platformy porusza się w przestrzeni, gdzie gęsto poustawiano znaki zakazu, tabu, których nie wypada naruszyć.

To zupełnie niezwykłe, że tematem kampanii nie stała się ocena pięciu lat prezydentury Lecha Kaczyńskiego, a przecież to miało być centralnym i naturalnym punktem odniesienia dla Komorowskiego. W tej mierze żałoba objęła całą kampanię i nagle Komorowski ściera się z mocno podrasowaną legendą byłego prezydenta oraz jej sukcesorem. W tym slalomie Komorowski popełnia błędy, zdarzają mu się bolesne wpadki, bo zagrał w innej konkurencji, niż planował. Ale już w niedzielnej debacie telewizyjnej odnalazł dawny, pewny ton, mimo że TVP1 w biograficznym felietonie dorobiła mu gębę człowieka, który żartuje sobie z powodzian.

Widać było, że w poważnej rozmowie zyskuje, wie, o czym mówi, panuje nad sytuacją, zna stan spraw legislacyjnych, rządowych. Przegrywa zaś w tabloidach, na drobiazgach; łatwo go trafić złośliwością, karykaturą. Być może także dlatego, że sam zbyt się ubrązowił, ucharakteryzował na męża stanu, polityka starszego pokolenia. Kiedy Kaczyński zaczął poszukiwania w politycznym centrum, Komorowski postanowił zdobywać teren PiS w wersji soft, jakby zapragnął być lepszym Kaczyńskim. Za bardzo chyba oddalił się od dużej grupy młodych, liberalnych wyborców, którzy nie są wcale zaklepanym elektoratem i których trzeba nieustannie zdobywać. Być może Komorowski zbyt długo myślał o zwycięstwie w pierwszej turze, teraz już musi myśleć o drugiej, podciągać tabory, szukać nowych źródeł. Ma trudniejsze zadanie, bo głosi hasło kontynuacji, kiedy jego konkurent lansuje kolejny (który to już?) przełom.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną