Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Maskarada

Jak ocenić kampanię na finiszu?

Wiec wyborczy Bronisława Komorowskiego. Warszawa, 13 czerwca Wiec wyborczy Bronisława Komorowskiego. Warszawa, 13 czerwca EAST NEWS
Druga tura prawie murowana, a rzecz rozegra się między kandydatami PO i PiS, czyli normalnie. Tak jak od lat.
Tygodnik POLITYKA na wybory z trójwymiarową okładką - już w sprzedażyPolityka Tygodnik POLITYKA na wybory z trójwymiarową okładką - już w sprzedaży

Ta kampania potwierdziła reguły rządzące tego typu politycznymi widowiskami. Zawsze jest w nich kilka punktów zwrotnych. Rozpoczął świetnie Jarosław Kaczyński, ale kiedy strategia przemiany i milczenia wyczerpała się, dostał zadyszki, a Bronisław Komorowski zaczął zyskiwać. Do czasu, ponieważ w końcu osłabł, a Kaczyński włączył drugi bieg i teraz on zyskuje, a kandydat Platformy traci, choć wciąż utrzymuje pierwszą pozycję w sondażach.

Pytanie brzmi, czy będzie jeszcze jeden punkt zwrotny, kiedy znowu zacznie zyskiwać Komorowski, czy też tendencja doganiania marszałka przez prezesa PiS utrzyma się do samych wyborów 20 czerwca, a nawet przedłuży do drugiej tury. W długiej kampanii zdarza się nawet kilka przełomów, ale ta jest krótka i pod wieloma względami wyjątkowa, zatem możliwy jest każdy jej wynik – jak mówią złośliwi – nawet zwycięstwo Komorowskiego.

Na razie wszystko jest podporządkowane wyborczej taktyce. Skoro sam prezes się jej podporządkował, to i zaplecze musi. Taktyka jest najważniejsza, a ona nakazuje udawać, że teraz jesteśmy w centrum. Można powiedzieć, jeżeli dziś jest 20 czerwca, to jesteśmy w centrum, gdy nadejdzie 4 lipca, zapewne wrócimy na to radykalne narodowo-katolickie skrzydło, a przynajmniej pozwolimy, by żywiej się poruszało.

Sytuacja określa kampanię

Taktykę tej kampanii ustalił i narzucił PiS. To jest od początku jasne, bo początek wyborów wyznaczyła katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem, narodowa żałoba, której sztuczne przedłużanie podmyła dopiero powódź. Podmyła, ale nie zmyła. Katastrofa jest nadal dla PiS głównym punktem odniesienia w tej kampanii i tak już do końca wyborów pozostanie. Ona kształtuje społeczne klimaty, wizerunek kandydata, przydaje mu miękkości, zwolenników, stanowi tarczę ochronną, która sprawia, że każda krytyka, każde pytanie o choćby pobieżne rozliczenie IV RP i jej dokonań staje się brutalnym atakiem. A nie prostym i oczywistym pytaniem wyborcy, który ma prawo wiedzieć, co w tej IV RP było prawdą, a co fałszem, jaka jest ta kolejna Rzeczpospolita, skoro tamtą trzeba było tak szybko porzucić? O tym nie będziemy teraz rozmawiać – decyduje prezes.

Kampanię określają więc nie programy, poglądy, ale sytuacja. W takiej sytuacji, zdaniem PiS, nie można było nawet głosować za wyborem prezesa banku centralnego, choć domagali się tego powszechnie ekonomiści i choć nie miało się zastrzeżeń do kandydata, a nawet podkreślało, że to kandydat dobry.

Wybór prezesa NBP jest zresztą dobrym przykładem realizacji testamentu nieżyjącego prezydenta, stosowania owego „nie, bo nie” dla uzasadnienia wielu odmownych decyzji. Wiadomo przecież, że nawet gdyby Kaczyński wybory wygrał, mógłby tylko spowodować impas i przedłużyć stan tymczasowości w banku centralnym, gdyż wyboru musi dokonać Sejm, w którym PiS większości nie ma. Nie ma więc nawet możliwości usadzenia w tym miejscu swojego człowieka, może tylko hamować. I właśnie PiS pokazało, że nie współpraca, ale hamowanie było i jest praktyką tego ugrupowania. A więc w co tu wierzyć?

W tej taktyce, na tak wyznaczonym polu gry, trudno się zmieścić innym kandydatom. Zupełnie przestał istnieć Andrzej Olechowski, bo nie ma już tej luki w centrum, w którą chciał wejść; zmiotła go sytuacja. Waldemar Pawlak z trudem walczy o zgromadzenie swoich ludowych kilku procent najwierniejszych wyborców. Grzegorz Napieralski stara się, aby przynajmniej powtórzyć wynik z wyborów parlamentarnych, co będzie mógł ogłosić jako sukces i co przy niezłej, prowadzonej z wielkim zaangażowaniem, kampanii może się nawet udać.

Na tak wyznaczonym poletku trudno się też zmieścić faworytowi wyborów Bronisławowi Komorowskiemu. Nie tylko dlatego, że miał odbyć dość łatwy w gruncie rzeczy spacer z niewybieralnym na drugą kadencję Lechem Kaczyńskim, a został skazany na dziwną walkę z cieniem. Komorowski musi się więc zmagać nie tylko z urzędami, które przyszło mu sprawować, z kampanią, na którą jego sztabowi najwyraźniej brakuje pomysłów, ale także z tym nieszczęsnym żyrandolem (symbolem drugorzędności prezydentury), zawieszonym przez Tuska.

 

Tekst jest fragmentem artykułu Janiny Paradowskiej oraz obszernego raportu przed-wyborczego, który ukazał się w najnowszym numerze Tygodnika POLITYKA. Do kupienia w kioskach od środy (również ze specjalną, trójwymiarową okładką). Zachęcamy też do zakupu e-wydania.

Polityka 25.2010 (2761) z dnia 19.06.2010; s. 12
Oryginalny tytuł tekstu: "Maskarada"
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną