Kraj

Czynności seksualne z wykorzystaniem bezradności

REPORTAŻ: Młodzi gwałcą w Żnine

BEW
Pierwszy zbiorowy gwałt w Żninie nie został uznany za gwałt. A potem były następne. W sumie uzbierało się cztery.
Widok na rynek w Żninie. Na pierwszym planie XV - wieczna wieża ratuszowaArkadiusz Wojtasiewicz/Agencja Gazeta Widok na rynek w Żninie. Na pierwszym planie XV - wieczna wieża ratuszowa

Czasem wieczorem chłopcy przejeżdżają wolno przez rynek miasteczka, niewidoczni zza przyciemnionych szyb samochodów. W kierunku bloków, posiedzieć w pustych pizzeriach, bo nad jezioro (o wysokiej wietrzności) już nie – za zimno. Dziewczyny ubrane jak z teledysków idą nocować w mieszkaniach rodziców, śmieją się przez komórki, zwracają na siebie ostatnią tego dnia uwagę. Przez okno restauracji bez gości kelner wygląda na ulicę, czeka. Jesień w Żninie.

Pierwsza

Latem to zupełnie co innego: ogródki piwne, dwa jeziora, plaża i pomosty, turyści w przejeździe między staroludzką osadą Biskupin a parkiem jurajskim; możliwość, że coś się zdarzy.

Pierwszej nocy lata na piętrze hurtowni z artykułami żelaznymi i ceramiką łazienkową trzech chłopaków zgwałciło 16-latkę. Na kanapie, w salce ze stołem bilardowym; ona, dziewczyna ze wsi Wenecja, przyjechała ze swoim chłopakiem na osiemnastkę kolegi i najpierw spali ze sobą, ale jej już było niedobrze, bo piła alkohol, usnęła mimo dudnienia z sali tanecznej. On miał mocniejszą głowę, wrócił się bawić.

Przyszło do niej trzech innych, koledzy z gimnazjum, jeden 14 lat, dwaj po 16, wśród nich ten typ sportowy, uczeń dobry i bardzo dobry, charakter przywódczy, podziwiany przez kolegów za zbuntowanie, przeniesiony przez rodziców do innej szkoły, bo był problemem wychowawczym, ale już się właśnie poprawiał. Chłopcy ze Żnina mieli po niecałym promilu alkoholu we krwi, a dziewczyna z Wenecji prawie dwa promile, nie była już kontaktowa; nagrali gwałt komórką.

Kiedy wszystko się wydało, w żnińskich gazetach psychologowie byli za podejściem holistycznym, za teorią terapeutycznego przytulenia ofiary, ale sprawców też – żeby chłopcy otrzymali wsparcie w ciężkiej sytuacji emocjonalnej, jaką jest zgwałcenie koleżanki w tak młodym wieku. Powinni usiąść i porozmawiać z rodzicami, wspólnie się zastanowić, gdzie tkwią błędy w ich wychowaniu. Bo to jest kryzys rodziny, mówią psycholożki z poradni psychologiczno-pedagogicznej w Żninie.

Wydało się, bo tamtej nocy dziewczyna z Wenecji, choć starała się być twarda, nie umiała powstrzymać krwotoku. Strasznie krzyczała, psując osiemnastkę. Karetkę wezwała koleżanka albo stróż z urzędu pracy – nie wiadomo dokładnie, bo sprawa jako delikatna jest niejawna. Przyjechała policja. Prokurator ze Żnina mówi, że był wyjątkowo brutalny gwałt zbiorowy. Sędzia ze Żnina postanawia, że nie gwałt, a raczej czynność seksualna przy wykorzystaniu bezradności osoby. Dlatego w pierwszych dniach lata 2010 r. trzej chłopcy ze Żnina dostali kuratora i mogli iść do domów. Wenecjanka, po zabiegu na chirurgii, dostała proszki przeciwbólowe i też do domu.

Szumy

Więc w wakacje miasteczko oglądało tych trzech czynnych seksualnie chłopców, na ulicach wywoływali ciekawą ciszę i jakiś nawet podziw w ludziach, że się wywinęli, a kiedy już przeszli, zaczynał się szum. Nikt nic pod nazwiskiem, bo Żnin taki malutki (14 tys. mieszkańców) i nieprzyjemne słowo wraca do wypowiadającego, ale ludzie się chętnie w Internecie wypowiadali jako czarna mamba.

Ten młody w typie sportowym ma mamę policjantkę z wydziału dla nieletnich i tatę urzędnika żnińskiego urzędu skarbowego. Dwaj pozostali też z dobrych wierzących rodzin, może nie aż tak umoszczonych w miasteczkowej hierarchii jak policjantka i urzędnik – grzeją się jednak w cieple koneksji, we wspólnocie czynu seksualnego, i nic im nie jest.

I mówią prywatnie policjanci, że wszyscy trzej powinni czekać na sprawę zamknięci, bo stykają się z ofiarą na ulicach Żnina, tyle że system resocjalizacyjny w Polsce nie działa i pewnie byliby gwałceni przez innych młodocianych, którzy nie lubią gwałcicieli. Mogliby ulec demoralizacji nieodwracalnie, a szkoda, bo życie przed nimi.

Mówią prywatnie nauczyciele z gimnazjów w Żninie, że instrumenty wychowawcze zostały szkołom odebrane już dość dawno, czego chyba nikt nie zauważył, i teraz próby wychowywania skończyć się mogą skargą rodzica na nauczyciela złożoną do kuratorium. Widoczny jest kryzys szkolnictwa, mówią panie z poradni psychologiczno-pedagogicznej, obowiązuje wychowanie bezstresowe, amerykański model, dziecku przywilejów nie równoważy się obowiązkami, wzorce osobowe są z teledysków.

Czwarta

Ostatniego dnia lata 2010 r. trzech chłopców zgwałciło w Żninie 13-latkę, ona była dopiero 20 dni w nowej szkole, a oni już ją polubili i proponowali, że pójdą z nią na wagary, do domu, bo starych nie ma, posłuchać muzyki i pooglądać naszaklasa.pl. Dwie żelazne zasady gimnazjum: masz mieć komórkę i profil na Naszej Klasie, jak cię tam nie znajdą, pomyślą, że nie żyjesz.

Kiedy ją ojczym odwiózł pod szkołę jak zwykle, pożegnała się, zniknęła w drzwiach, a potem jednak poszła pod garaże na żnińskie blokowisko, bo się umówiła esemesami z chłopcami w wieku 13, 15, 16 lat. Przyszli, mieli kupione 12 piw, szukali wolnej chaty, trudno było, ale w końcu wylądowali u tego najstarszego. Ten zwarzył się piwkami i usnął w fotelu rodziców. Ale potem 15-latek zamknął drzwi na klucz, z kolegą ściągali z dziewczyny ubranie, a ona kopała i chciała uciekać, ale ją przytrzymali na łóżku.

Żadnej między sprawcami a ofiarą nie było zażyłości, mówił potem prokurator ze Żnina, słabo się znali. Mieli zamiar wyartykułowany zawczasu, mówi prokurator, bo oprócz piw kupione mieli też prezerwatywy i je demonstracyjnie zakładali. Rozebrali się, nie wstydzili się siebie, jeden trzymał, drugi gwałcił, zamienili się miejscami, a nagość była manifestacją męskości w chłopięcym rozumieniu. Chłopcy właśnie zaprzeczali kryminologicznej regule, że nawet w brutalnym gwałcie zbiorowym istnieje element intymny.

Potem się obudził ten na fotelu rodziców, ale wciąż jednak był śnięty, więc tylko dotykał, za to ten pierwszy chłopiec otworzył nową prezerwatywę, a na koniec rzucili dziewczynie ubranie i mówią: nie ty pierwsza i nie ostatnia; i już nic do niej więcej nie mieli, mogła iść.

Tego samego dnia trzej chłopcy decyzją żnińskiego sądu znaleźli się w schronisku dla nieletnich, bo tym razem to był stuprocentowy gwałt zbiorowy.

Szumy

We wrześniu 2010 r. zaciął się prokurator ze Żnina i działać zaczął, jak sam mówi, na granicy prawa, bo uznał, że świeży gwałt jest wynikiem poprzedniego, a raczej jego niewłaściwej klasyfikacji sądowej jako czynności seksualnej. W umysłach chłopców z września mogło pojawić się przekonanie, że skoro chłopcy z czerwca chodzą wolno po Żninie, to wolno gwałcić koleżanki. I znów było tak samo: miasteczko się zdziwiło, że tacy normalni chłopcy, ze zwykłych rodzin i dobrzy uczniowie. Sprawa znowu była utajniona, bo emocjonalnie delikatna.

A mimo to prokurator ze Żnina wyjął z akt nowego gwałtu fotografie barłogu, jaki trzej chłopcy pozostawili w dużym pokoju mieszkania rodziców po zgwałceniu koleżanki, barłóg chodził na pierwszych stronach bulwarówek jako sensacja, do której dotarto ciężką pracą redakcyjną, i bulwersował, bo prokurator chciał zbulwersować.

Bo chodziło mu wciąż o tę pierwszą sprawę, z czerwca, w której on widział gwałt, a sędzia widział czynność seksualną. Która skierowana przez prokuratora ze Żnina do rozpatrzenia przez sąd w Bydgoszczy, wróciła wcześniej do miasteczka ze starą kwalifikacją prawną. Zresztą decyzję drugiego sądu też trzeba było centralnie przyspieszyć – zrobił to poseł z Inowrocławia – bo było nasilenie urlopów letnich, więc nie miał kto do żnińskich czynności seksualnych usiąść. Wolne terminy mieli dopiero pod koniec sierpnia.

Czerwcowi chłopcy składali zeznania pod opieką swoich psychologów, a prywatnie – mówili ludzie, którzy ich podobno znają – że kryzys chłopcy mają już za sobą. Anonimy w żnińskim Internecie pisały od serca, że nie chce im się żyć w tym tyglu żnińskim, gdzie gwałciciele chodzą wolno. Pisały, że jeśli mowa o czynnościach seksualnych, to bezradne prawo za bardzo się pieprzy z gwałcicielami.

Pojawiały się również wpisy od obserwatorów rzeczywistości: że żnińskie dziewczyny gimnazjalne to są totalne blazy, polują na chłopców, którzy wieczorami autami paradują po rynku. Że auta potem w podżnińskich lasach stoją, przyciemnione szyby zaparowane od szybkich czynności, bo te blacharki chcą to już mieć za sobą, popisać się w hierarchii gimnazjalnej swoim niedziewictwem. Bo nic się w Żninie nie dzieje, nuda.

Druga i trzecia

W październiku 2010 r., kiedy chłopcy od gwałtu wrześniowego poszli do schroniska, przyszła do prokuratury zeznawać druga zgwałcona przez nich dziewczynka. Skoro siedzą, to ona się odważyła mówić, bo wcześniej jej kazali być cicho; to dziewczynka o delikatnym głosie, nieśmiała, siostra ją wychowuje, bo tata umarł, a mama nie może z powodu zdrowia psychicznego. I ona powiedziała, że ją zgwałcili w wakacje, mieli gumki i piwa, mówili „nie ty pierwsza, nie ostatnia”; siostra pytała prokuratora, czy teraz straci prawa do wychowywania. A prokuratorowi ze Żnina, takiemu z wierzchu twardzielowi, głos drżał, kiedy mówił, żeby nie brała winy na siebie.

Potem zgłosiła się jeszcze jedna zgwałcona, a podobno następne już się zbierają na odwagę. Teraz te słowa gwałcicieli z września, „nie ty pierwsza i nie ostatnia”, nabierają właściwej wymowy. Mogło to uchodzić za szorstkie pocieszenie, że niby nie martw się, bo na świecie i tak żyje się ciężko. Ale im nie chodziło o świat, tylko o Żnin, bo byli już żnińskimi gwałcicielami seryjnymi.

Szumy

Pod koniec września przyjechała do Żnina komisja z bydgoskiego kuratorium oświaty rozmawiać w szkołach o społecznych kontekstach, przyczynach i skutkach gwałtów wśród dzieci i co na to poradzić. Bydgoszcz się interesowała, dziennikarze pisali, minister sprawiedliwości zapowiadał w telewizji, że bierze Żnin pod osobistą lupę, żniński magistrat powołał komitet interwencji kryzysowej. W komitecie są: dyrektorzy szkół, pedagodzy, policjant, sędzia, opieka społeczna, ktoś od burmistrza oraz panie z poradni psychologiczno-pedagogicznej; opracowały program „Interwencja i profilaktyka”. Jego punkt pierwszy „zapoznanie młodzieży z mechanizmem działania złości, radzeniem sobie z własną złością, uczenie zachowań alternatywnych wobec agresji”. Zajęcia obejmą młodzież i rodziców, bo podchodzi się holistycznie; będą dobrowolne.

W komitecie nie ma prokuratora, prokurator uważa, że komitet jest fasadowy.

Pierwsza

Dziewczyna z Wenecji przyszła w piątek z rodzicami do żnińskiego sądu zeznawać, z podniesioną głową mijała dziennikarzy. Czynności seksualne, jakich z jej bezradnym udziałem dokonało trzech chłopców, powodują, że jest, zgodnie z prawem, świadkiem, a chłopcy występują jako nieletni, bez wskazania ich roli w sprawie. Gdyby zamiast czynności był gwałt, mogliby odpowiadać jak dorośli, ona byłaby poszkodowaną, a oni oskarżonymi.

Mecenas dziewczyny mówi, że według prawa celem procesu nie jest ukaranie kogoś, lecz dobro i wychowanie chłopców. Właśnie, mówi mecenas, od początku oficjalnie mówiono i pisano o nich w Żninie „chłopcy”. Z zachowaniem pozorów. A na tych z września mówiono już „gwałciciele”, bez pozorów. A mecenas jednego z chłopców, nazwisko lokalnie znane, powtarza w kuluarach: potrzeba przyjemności, potrzeba życia.

Chłopców w sądzie nie było – nie przyszli, bo nie musieli. Zgodnie z prawem.

Polityka 43.2010 (2779) z dnia 23.10.2010; Kraj; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Czynności seksualne z wykorzystaniem bezradności"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną