Tajemnice państwowych tajemnic

Gęba na kłódkę
Żyjemy w mroku tajemnic, w gąszczu klauzul „poufne”, „tajne”, „ściśle tajne”. Mania tajemniczości powoduje skutek odwrotny do zamierzonego – nawet prawdziwe tajemnice są bezustannie ujawniane, a to, co powinno być jawne, jest przed opinią publiczną skrzętnie skrywane.
Leszek Zych/Polityka

Klaus Hackenberg/Corbis

W Polsce mamy ponad 50 rodzajów tajemnic chronionych prawem. Najważniejsza jest tajemnica państwowa, której ujawnienie może spowodować zagrożenie dla interesów państwa, w tym dla jego niepodległości, nienaruszalności terytorium i obronności. Wszystko, co jest z tą sferą związane, oznacza się najwyższą klauzulą „tajne” lub „ściśle tajne”.

Drugie miejsce w hierarchii zajmuje tajemnica służbowa („poufne” i „zastrzeżone”). To informacja uzyskana w związku z czynnościami służbowymi, której ujawnienie mogłoby narazić na szkodę interes państwa, interes publiczny lub chroniony prawem interes obywateli albo jednostki organizacyjnej. Tym przepisem zasłaniają się wszystkie służby działające w sektorze bezpieczeństwa, czyli wojsko, policja i służby specjalne.

Klauzulowanie każdego dokumentu, bez względu na jego wagę i ewentualne szkody, jakie może przynieść jego ujawnienie, to dzisiaj już norma. Rozrasta się obszar tajemnicy. Tworząc jakikolwiek dokument, urzędnik sam ocenia, czy będzie on jawny. Jeśli nadaje mu klauzulę tajności, określa też jej stopień. W przypadku tajemnic państwowych klauzule nadaje szef instytucji. Potem już nikt, poza autorem dokumentu, nie może podważyć nadanej tajności i znieść klauzuli, aby upublicznić informację.

Wiedza stanowiąca tajemnicę państwową pozostaje niejawna przez 50 lat. Tajemnice służbowe z klauzulą „poufne” podlegają ochronie przez 5 lat, a „zastrzeżone” – 2 lata. Nigdy zaś nie mogą być ujawnione dane funkcjonariuszy operacyjnych ABW, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, CBA oraz byłych funkcjonariuszy UOP i WSI. Co ciekawe, ten katalog nie obejmuje policjantów z pionów operacyjnych ani pracowników Straży Granicznej.

Tajemnic zwykłych obywateli chronią przepisy branżowe. Ryszard Taradejna, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z ochroną informacji niejawnych, wymienia w przygotowywanej do druku książce „Informacja publiczna a prawna ochrona informacji prywatnych, zawodowych i gospodarczych” długą listę tajemnic zawodowych chronionych w Polsce. Są to m.in. tajemnica przedsiębiorstwa, handlowa, bankowa, adwokacka, radcowska, doradcy podatkowego, notarialna, komornika sądowego, skarbowa, statystyczna, wynalazcza, detektywistyczna, tłumaczy przysięgłych, lekarska, spowiedzi. Poczesne miejsce w tym katalogu zajmuje tajemnica dziennikarska.

Wiele tajemnic uzasadnianych jest dobrem indywidualnych obywateli czy wręcz prawami człowieka. Tajemnicą mogą być płace, o ile pracodawca tego wymaga. Stan zdrowia. Światopogląd. Głosujemy w sposób tajny. Nie ujawniamy preferencji seksualnych. Chronimy nasze dane osobowe, więc nie możemy odnaleźć dawnych znajomych, bo po wejściu w życie w 1998 r. ustawy o ochronie danych osobowych z list lokatorów poznikały nazwiska, podobnie jak adresy z książek telefonicznych.

Wolna informacja, czyli iluzja

Czego brakowało w PRL poza wolnością, kiełbasą, cukrem i wódką? Informacji! Dostępna była tylko nielicznym. W 1991 r. dziennikarza przeprowadzającego wywiad z byłym ministrem spraw wewnętrznych Czesławem Kiszczakiem zadziwił widok biblioteki w gabinecie rozmówcy. Na półkach od góry do dołu paryska „Kultura”. Minister z nieskrywaną dumą wyznał, że od lat czytywał „Kulturę”, dostawał ją z rozdzielnika.

Zakazane w Polsce pisma i książki wydawane na Zachodzie całkowicie legalnie sprowadzał do kraju Ośrodek Rozpowszechniania Wydawnictw Naukowych Polskiej Akademii Nauk i rozsyłał według rozdzielnika. Trafiały do dygnitarzy partyjnych i księgozbiorów uczelni działających przy KC PZPR (Instytut Marksizmu i Leninizmu oraz Akademia Nauk Społecznych). W 1982 r., w okresie stanu wojennego, uchwalono ustawę o ochronie tajemnicy państwowej i służbowej, zwaną ustawą Kiszczaka. Za ujawnianie informacji opatrzonych gryfem tajności, ale też kolportowanie i posiadanie tzw. bibuły i druków bezdebitowych (w tym paryskiej „Kultury”) groziło więzienie, a w przypadku zdrady stanu czy zbrodni szpiegostwa – nawet kara śmierci.

W III RP zachłysnęliśmy się wolnością. Nagle prawie wszystko stało się jawne. Kolejno znikały, nawet z jednostek wojskowych, tabliczki zakazujące fotografowania miejsc strategicznych. Prawo społeczeństwa do informacji zaspokajały wolne media. Przez kilka lat nie było tematów tabu, mówiono i pisano na każdy temat. Obalano mury pilnie strzeżonych tajemnic. Dzisiaj niektórzy uważają, że tylko wtedy, w pierwszych latach po Okrągłym Stole, w Polsce istniało społeczeństwo prawdziwie otwarte. Paradoks chciał, że o tym, co ma być tajne, wciąż wówczas decydowała regulacja z 1982 r.

Wolny obieg informacji w pierwszych latach III RP był jednak w dużym stopniu iluzją. Pojawiły się tzw. przecieki, czyli, jak żartowano, kwity, które wybrani dziennikarze znajdowali na wycieraczkach. Jak świat światem, służby specjalne zawsze sterowały sektorem tajemnic, dyktowały warunki gry. Dzisiaj już wiemy, że w tamtych latach to służby podrzucały mediom nowinki (np. sprawa majątku po PZPR, związki Waldemara Pawlaka z firmą komputerową czy sensacje na temat Olina, Kata i Minima – pod którymi to pseudonimami mieli się kryć prowadzący działalność agenturalną znani politycy).

Od początku lat 90. trwały prace nad nową ustawą. Według Ryszarda Taradejny, nie chodziło nawet o jakieś rewolucyjne zmiany w obowiązującej wówczas ustawie Kiszczaka, ale o szybkie uchwalenie nowego aktu już z pieczątką demokratycznego Sejmu. Prokuratorom było przecież niezręcznie ścigać źródła tzw. przecieków, powołując się na akt prawny ze stanu wojennego.

W 1994 r. Sejm uchwalił ustawę przygotowaną w kierowanym przez Andrzeja Milczanowskiego resorcie spraw wewnętrznych, ale zawetował ją Senat, głównie głosami senatorów z SLD, którzy obawiali się, że prezydent Lech Wałęsa i tak zgłosi weto. Ustawie towarzyszyła bowiem legenda zamordystycznej w stosunku do dziennikarzy. – W porównaniu z uchwaloną później była wręcz łagodna – mówi Ryszard Taradejna.

Za rządu premiera Włodzimierza Cimoszewicza znowelizowano ustawę Kiszczaka. Powodem był zbliżający się termin przystąpienia Polski do NATO i konieczność unormowania procedur obiegu informacji zgodnie ze standardami Paktu Północnoatlantyckiego. Ale ówczesne służby specjalne (UOP i WSI) nie były z tej wersji prawa o tajemnicach zadowolone. W 1999 r. kolejny Sejm uchwalił więc całkowicie nową ustawę o ochronie informacji niejawnych, już zgodną z ich oczekiwaniami.

Ustawa dla służb

W ustawie z 1999 r. służby specjalne dostały potężne uprawnienia. Funkcjonariusze UOP (teraz ABW) i WSI (teraz SKW) mogli wkraczać do wszystkich instytucji centralnych oraz samorządowych, aby kontrolować stan zabezpieczenia informacji niejawnych. Definicje tajemnic państwowych i służbowych niebywale rozbudowano. Wymieniono 29 rodzajów informacji, które mogły być oznaczane klauzulą „ściśle tajne”. Wśród nich takie, jak struktura, organizacja i funkcjonowanie systemu kierowania państwem na wypadek wojny, ale też centralny program mobilizacji gospodarki, przebieg i treść czynności z udziałem świadka koronnego, procedura bezpiecznej eksploatacji systemów i sieci teleinformatycznych. Za „tajne” uznano 59 rodzajów informacji.

Ustawa z 1999 r., delikatnie mówiąc, nie była doskonała. Wymagała ciągłych poprawek. W ciągu ostatnich 10 lat dokonano ponad 20 nowelizacji jej przepisów. Wszystkie, rzecz jasna, pod pełną kontrolą służb specjalnych. W 2005 r., pod koniec rządów SLD, do Sejmu wpłynęła kolejna nowelizacja uznana przez posłów za zbyt zaostrzającą i tak twarde dotychczasowe zapisy. Mówiąc w skrócie, przewidywała ona, że tajne będzie wszystko, co urzędnik uzna za tajne. Sejm poprawił projekt rządowy: tajemnicę państwową może stanowić coś, co zagraża dobrom ściśle określonym. W Senacie ten przepis pozostawiono. Oprotestowano inny, o definicji tajemnicy służbowej. Pozostała stara wersja, wygodna dla ABW, że należy ochraniać interes jednostek organizacyjnych i wszystko w tym zakresie jest objęte tajemnicą służbową.

Tymczasem według art. 61 Konstytucji RP obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działaniach wszelkich instytucji, urzędów i jednostek organizacyjnych (czytaj: również policji, wojska i służb specjalnych) korzystających z majątku Skarbu Państwa, a ograniczyć to prawo można wyłącznie ze względu na ochronę praw innych osób oraz „ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa”. – Wynika z tego jasno, że nie każdy interes instytucji podlega ochronie – komentuje Ryszard Taradejna.

Według innego z naszych rozmówców, emerytowanego funkcjonariusza ABW, sprawa nowelizacji ustawy o ochronie informacji niejawnych z 2005 r. była świetnie przeprowadzoną kombinacją operacyjną wykonaną przez tajne służby. Najpierw odwrócono uwagę legislatorów, wprowadzając propozycję nie do przyjęcia (o utajnianiu według widzimisię urzędnika), a potem przemycono inny przepis, daleko bardziej korzystny z punktu widzenia ABW i WSI (potem SKW).

Mniej poufnych, więcej tajnych

Od 1 stycznia 2011 r. wejdzie w życie całkowicie nowa ustawa o ochronie informacji niejawnych, podpisana przez prezydenta Bronisława Komorowskiego w sierpniu. Według jej twórców, korzystna z budżetowego punktu widzenia, bo obniżająca koszty. – Uznaliśmy, że nie ma powodu, aby wszystkie informacje chronić w kancelariach tajnych – mówi zastrzegający anonimowość (tajność) urzędnik z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Za punkt wyjścia przyjęto wyliczenie, że jeżeli ochrona informacji jest droższa niż szkody, jakie może spowodować jej ujawnienie, to należy przestać ją chronić.

Zgodnie z nową ustawą znikną pojęcia tajemnica państwowa i służbowa, pozostaną jedynie dotychczasowe klauzule! Urzędnicy wytwarzający dokumenty z klauzulą „zastrzeżone” nie będą już musieli przechodzić postępowania sprawdzającego, co zmniejszy wydatki.

Ale w myśl zasady, że coś za coś, znika z ustawy katalog informacji, które mogą stanowić wiedzę tajną i ściśle tajną. Można więc każdą informację zastrzec i opatrzyć klauzulą tajności bez tłumaczenia dlaczego. Jak mówi Jan Bryłowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Menedżerów Bezpieczeństwa, wprowadzono jednak istotne zabezpieczenie przed nadmiernym utajnianiem. – Każdy, kto uważa, że status tajności łamie jego prawo do informacji, będzie mógł zaskarżyć taką klauzulę. Do tej pory takiej możliwości nie było – tłumaczy. – Intencją ustawodawcy było ograniczenie informacji klauzulowanych i skupienie się na rzeczywistych zagrożeniach dla obronności i bezpieczeństwa państwa.

 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną