Politycy (i nie tylko) z ochroną BOR

Końca nie widać
Po zamachu na łódzkich działaczy PiS szef MSWiA przydziela ochronę BOR kolejnym osobom – głównie politykom, choć nie tylko. Ale zamiast pokazać siłę państwa, okazuje jego słabość.

Lista osób objętych w ostatnim czasie ochroną BOR jest już tak długa, że chcąc ją cytować, zapełniłbym nazwiskami cały ten artykuł. Są na niej zarówno ministrowie, wysocy urzędnicy państwowi, posłowie, jak i osoby zupełnie nie związane z tzw. władzą. Do tych ostatnich właśnie dołączyła Marta Kaczyńska.

Co takiego się stało, że minister zdecydował się przydzielić jej samochód i asystę dwóch agentów z biura, które z zasady powinno odpowiadać za „ochronę rządu”? Trudno powiedzieć, bo o motywach ani BOR ani MSWiA nigdy nie mówią. Pozostają domysły i spekulacje. A wedle tych ostatnich, córka tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem prezydenta miała znaleźć się na liście zamachowca z Łodzi – Ryszarda C.

Współczując Marcie Kaczyńskiej nie sposób jednak ominąć pytań o sens podjęcia takiej decyzji przez szefa MSWiA Jerzego Millera i o tzw. społeczne jej konsekwencje.

Załóżmy, że córce Lecha Kaczyńskiego rzeczywiście, mimo zatrzymania zabójcy - i braku dowodów, że może mieć naśladowców - grozi niebezpieczeństwo. Na pewno nie ze strony zorganizowanej grupy przestępczej, czy zawodowego zabójcy. Jeśli już miałby ją ktokolwiek zaatakować, to właśnie działający na własną rękę, owładnięty mniej lub bardziej szaleńczą wizją zamachowiec - amator. Ale czy jeden, a nawet dwóch ochroniarzy jest w stanie obronić kogokolwiek przed zdeterminowanym, gotowym na wszystko napastnikiem, który na dodatek posługuje się bronią palną? Wątpliwe. Może co najwyżej ustrzec przed pobiciem lub atakiem nożownika.

Czy do tego potrzeba ochrony BOR – formacji elitarnej i wyspecjalizowanej w ochronie najważniejszych osób w państwie przed zagrożeniami o wiele poważniejszymi, niż atakami szaleńców i frustratów? Czy nie wystarczyłaby asysta policjantów, którzy doskonale potrafią radzić sobie z tego typu sytuacjami? Wreszcie - czy nie lepiej przedsięwziąć inne środki ostrożności – np. przestrzec przed pokazywaniem się przez jakiś czas w miejscach publicznych?

Szastając BOR na prawo i lewo szef MSWiA najwidoczniej chce jednak pokazać opinii publicznej, jakim jest twardym i stanowczym człowiekiem. Tyle, że działając w ten sposób osiąga odwrotny efekt. Umacnia pokutujący u nas od dawna pogląd, że władza w Polsce tak naprawdę zabiera się do działania dopiero wtedy, gdy sprawa nabiera społecznego i medialnego rozgłosu, a na dodatek – po fakcie.

Przykłady można mnożyć, najświeższy to ten z Warszawy, gdy pewna młoda kobieta ostrzegała policję, że odrzucony przez nią mężczyzna może być niebezpieczny, bo posiadał materiały wybuchowe. Mundurowi zbagatelizowali jednak informację i jej nawet nie sprawdzili, nie mówiąc już o jakimkolwiek chronieniu kobiety. Efekt jest taki, że kilka dni temu mężczyzna wdarł się do jej mieszkania i próbował wysadzić się w powietrze.

Traktowanie obywateli tak samo, bez względu na płeć, rasę, pozycję społeczną, czy zawodową jest jedną z miar demokratycznego państwa prawa. Właściwe reagowanie na ich potrzeby również. Polskie władze nawet jeśli to rozumieją, to jakoś nie mogą (nie umieją?) wcielić tego w życie.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną