Dlaczego mamy iść do wyborów

Nudne, ważne wybory
Blisko 50 mld zł z budżetu państwa przechodzi rocznie przez ręce ludzi, których będziemy wybierać 21 listopada. To nie jest nudne, to jest piekielnie ważne, czyje to będą konkretnie ręce.

Trzeba być szczerym. Dwa tematy w redakcjach polskich mediów uchodzą za najbardziej nudne: Unia Europejska i samorządy; ziewać się chce. Są to zarazem dzisiaj zdecydowanie kluczowe podmioty: Unia daje pieniądze, a samorządy je wydają – w ciągu mijającej czteroletniej kadencji ponad 27 mld zł. To rady miast i gmin, burmistrzowie i prezydenci, sejmiki wojewódzkie realnie, wręcz fizycznie, zmieniają kraj. Budują i remontują ulice, metro, wodociągi, kanalizację, baseny, ośrodki kultury, biblioteki, kupują nowe autobusy miejskie, oświetlają drogi. Samorządy trzymają w swoich rękach domy mieszkalne, szkoły, przedszkola, żłobki, teatry, szpitale, decydują o zagospodarowaniu przestrzennym. Blisko 50 mld zł z budżetu państwa przechodzi rocznie przez ręce ludzi, których będziemy wybierać 21 listopada. To nie jest nudne, to jest piekielnie ważne, czyje to będą konkretnie ręce. Można wydawać te same pieniądze z sensem lub bez.

Wybory samorządowe wydają się jakieś prowincjonalne, kojarzą się z lokalnymi układami i sitwami nie do ruszenia, z machlojkami przy przetargach, z nepotyzmem. I tak często jest. Ale też wielu prezydentów miast i burmistrzów ma szansę na drugą, trzecią i czwartą kadencję. Czy nagradza się ich tylko za złodziejstwo i inne patologie? Czy wygrywają jedynie dlatego, że są znani? Nonsens. Politycy i ich ugrupowania na poziomie centralnym też są znani, aż za dobrze, ale żadne z nich nie rządziło dotąd przez dwie kadencje z rzędu (może w przyszłym roku uda się to Platformie, ale pewności nie ma). Polski wyborca jest niby kapryśny, zrzędliwy i przekorny. Ale jakoś nie przy wyborach samorządowych. Może warto się temu przyjrzeć. Coś się jednak stało w tej Polsce powiatowej, są kariery, sukcesy, niebiorące się przecież z niczego.

Istotne jest, aby życie samorządowe nie toczyło się bezrefleksyjnie, siłą inercji, nie wynikało z prostej niechęci do wyjścia z domu na głosowanie. Aby dawać szansę tym, którzy coś zrobili, wybudowali, zaczęli, a przy okazji nie mieli kontaktu z prokuraturą. A odwoływać tych, którzy poza politycznymi gierkami, przechodzeniem z klubu do klubu niczego nie pokazali. Politycy „centralni” zapewniają rozrywki ideologiczne, tworzą wielkie (powiedzmy) wizje i ogólne kierunki rozwoju, ale o szczegółach decydują samorządowcy. Wpływ radnego, prezydenta, burmistrza na wygląd i ogólny standard najbliższej okolicy jest nieporównanie większy od wpływu prezydenta, premiera i zastępu ministrów. Tu droga od decyzji do widzialnego wyniku jest bardzo długa. Samorządy mają przełożenie bezpośrednie. Warto zatem wybrać politycznych „lokalsów”, choćby po to, aby za cztery lata się na nich przykładnie zemścić za nieróbstwo.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj