Kluzik-Rostkowska Joanna

Przed zderzeniem
W 2011 r. rozstrzygnie się jej polityczna przyszłość. Czy stanie się gwiazdą, czy też nią już była?
Polska jest Najważniejsza w komplecie. W środku Joanna Kluzik - Rostkowska, z lewej Paweł Poncyliusz, z prawej Elżbieta Jakubiak
Witold Rozbicki/Reporter

Polska jest Najważniejsza w komplecie. W środku Joanna Kluzik - Rostkowska, z lewej Paweł Poncyliusz, z prawej Elżbieta Jakubiak

Joanna Kluzik - Rostkowska i Jarosław Kaczyński. Jeszcze jako przyjaciele
Kuba Kamiński/Fotorzepa

Joanna Kluzik - Rostkowska i Jarosław Kaczyński. Jeszcze jako przyjaciele

Rok 2005, po wygranych wyborach przez PiS. Joanna Kluzik - Rostkowska u progu politycznej kariery
Tadeusz Późniak/Polityka

Rok 2005, po wygranych wyborach przez PiS. Joanna Kluzik - Rostkowska u progu politycznej kariery

Joanna Kluzik-Rostkowska wychodząc z PiS, weszła w świat własnych politycznych gier, układów, piarowskich zabiegów. Wciąż jeszcze niesie ją entuzjazm tych pierwszych dni, kiedy to zewsząd otaczała ją sympatia. – Ludzie zatrzymują mnie na ulicy i mówią: dobrze pani zrobiła, nareszcie ktoś pokazał mężczyznom, jak trzeba działać, podejmować decyzje – opowiada i w jej głosie słychać zachwyt. – To jest trochę nastrój festiwalu, coś z klimatu pierwszego Kongresu Kobiet Polskich.

Dokonanie znaczącego wyłomu w partii Jarosława Kaczyńskiego jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, kto odchodził, przepadał albo skruszony powracał. Nawet Ludwik Dorn powraca, podobno na swoich warunkach, ale jednak wraca, aby mieć miejsce na liście w wyborach do Sejmu. Kluzik-Rostkowska ryzyko podjęła. Wraz ze swoim ugrupowaniem, o niezręcznej nazwie Polska Jest Najważniejsza, weszła na drogę bez powrotu do PiS i bez gwarancji dostania się do Sejmu.

Od reportera do wiceministra

Zresztą nie bardzo wiadomo, dlaczego w ogóle w Prawie i Sprawiedliwości się znalazła. Grzegorz Schetyna, kolega, a nawet przyjaciel z działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, do dziś tego nie rozumie. Sama tłumaczy to dość oryginalnie. Nie chciała wykorzystywać znajomości z Donaldem Tuskiem, którego bardzo lubi. Ponadto wierzyła, że i tak będzie POPiS, a więc w gruncie rzeczy przynależność partyjna miała znaczenie drugorzędne.Ze środowiskiem gdańskich liberałów zaprzyjaźniła się jeszcze w początkach lat 90., kiedy była dziennikarką „Tygodnika Solidarność”. Z Tuskiem też. Kiedy Wałęsa, w wyniku konfliktu z Mazowieckim, na redaktora naczelnego namaścił Jarosława Kaczyńskiego, część zespołu oprotestowała tę zmianę i odeszła. Kluzik została. Może dlatego, że wtedy bardziej niż w politykę angażowała się w sprawy społeczne i ludzkie historie. Uchodziła wówczas za specjalistkę od strajków, obsługiwała też posiedzenia Komisji Krajowej „S”. W książce „Ludzie »Tygodnika Solidarność«” Kluzik wspomina ten czas jako okres życia na walizkach: mieszkała w Warszawie, jeździła często do Gdańska, odwiedzała rodzinę w Katowicach i wyjeżdżała na reportaże. „Bywało, że budziłam się rano i zastanawiałam się, gdzie właściwie jestem” – wspominała po latach.

Na początku lat 90. związała się z „Expressem Wieczornym”, którym kierował wówczas Andrzej Urbański z Porozumienia Centrum, partii Jarosława Kaczyńskiego. Awansowała tam na kierownika działu reportażu. Kilka lat później przeszła do „Wprost”, a potem do „Nowego Państwa”. Po kolejnym roku zajęła gabinet zastępcy redaktor naczelnej tygodnika „Przyjaciółka” (2001–04). I tu ma finał jej przygoda z dziennikarstwem. Kluzik, niedoszła matematyczka (studiowała ten kierunek, zanim przeniosła się na dziennikarstwo), skończyła wówczas 40 lat, urodziła trzecie dziecko (jej mąż, kiedyś dziennikarz, Dariusz Rostkowski pracuje jako doradca w NBP, w departamencie edukacji i wydawnictw) i zdecydowała się na radykalne zmiany w życiu.

Kiedy prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński, Kluzik-Rostkowska (z polecenia Jarosława) zgłosiła się do niego z propozycją utworzenia portalu miasta. Tam poznała Elżbietę Jakubiak, ówczesną dyrektorkę prezydenckiego biura. W ratuszu wymyśliła dla siebie funkcję pełnomocnika ds. kobiet i rodziny. Po wyborczym zwycięstwie PiS w 2005 r. nie przeniosła się, jak większość kolegów z ratusza, do Pałacu Prezydenckiego. Postawiła na działalność partyjną w PiS. Nie dostała się wówczas do Sejmu, ale premier Kazimierz Marcinkiewicz zaproponował jej stanowisko wiceministra pracy. I tak związała się z tą formacją, wydawało się do niedawna, na trwałe.

Z prezesem i dla prezesa

Trudno nie zauważyć wyjątkowej fascynacji Kluzik-Rostkowskiej Jarosławem Kaczyńskim. Już po prezydenckiej kampanii, kiedy była wyraźnie odtrącona, gdy prezes nie miał przez kilka tygodni czasu na rozmowę z szefową swojego sztabu i współautorką niepełnego, ale jednak sukcesu, nie dopuszczała właściwie myśli, że jest to coś innego niż trauma po śmierci brata. Trauma minie i powróci ten sam Jarosław z kampanii, który chciał zakończenia wojny polsko-polskiej, słał podziękowania przyjaciołom Moskalom i którego strata brata tak bardzo odmieniła, że inaczej spojrzał na sposób uprawiania polityki – tak wtedy myślała.

Było to myślenie bardziej emocjonalno-sentymentalne niż polityczne, gdyż politycznie już wówczas wszystko było jasne. PiS zmieniło retorykę po kampanii, na plan pierwszy wysunęli się ci, którzy w jej trakcie byli w cieniu lub się schowali, a teraz wrócili do gry ze swoimi ambicjami, walką o dostęp do ucha prezesa, z bezwzględnością w traktowaniu wewnątrzpartyjnej konkurencji. Katastrofa smoleńska stała się najważniejszym punktem partyjnego programu i wojna polsko-polska była jak najbardziej potrzebna.

Czy nadal wierzyła w swoje wyjątkowe relacje z Jarosławem Kaczyńskim, które przez lata dawały jej parasol ochronny, chociaż jej poglądy na kwestie aborcji, in vitro, parytetów dla kobiet czy związków partnerskich odbiegały od obowiązujących w PiS? Czy też zabrakło jej politycznego doświadczenia i intuicji? „Znam Jarosława od ponad 20 lat i nigdy się na nim nie zawiodłam” – to był jej argument we wszystkich rozmowach.

To Jarosławowi zawdzięczała nie tylko obecność na listach wyborczych, ale też rządowe funkcje. Mogła sobie pozwolić, by z wicepremierem Andrzejem Lepperem nie zamienić ani słowa (nie akceptowała tej koalicji, ale w rządzie trwała), przeciwstawić się wicepremierowi Romanowi Giertychowi, który wręcz żądał jej dymisji, gdy protestowała przeciwko jego propozycjom zmiany ustawy o oświacie, dyskryminującym tematykę homoseksualną w szkołach. Kluzik-Rostkowska odpłacała zawsze Kaczyńskiemu taką samą bezwzględną lojalnością.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną