Ppłk Marek Miłosz uniewinniony

Najsłabsze ogniwo
Dla ppłk Marka Miłosza katastrofa w Lesie Chojnowskim z 4 grudnia 2003 skończyła się dopiero dziś. To było dla niego siedem długich i ciężkich lat.

Murem za Miłoszem stali pasażerowie, których według prokuratora naraził na śmierć, a według nich samych ocalił im życie. Trudno się dziwić, że prokurator wojskowy nie zważał na takie sentymentalne argumenty. Przecież oni tylko tam byli. Nie znają się na pilotowaniu, nie mają pojęcia o obowiązkach pilota.

Prokurator to, co innego. Przeanalizował sprawę dogłębnie. Szkoda tylko, że nie wyciągnął z niej takich dogłębnych wniosków. Skoro ustalił, że cywilne prognozy informowały o anomaliach pogodowych, to dlaczego nie poszedł dalej w swoich oskarżeniach i nie przyjrzał się systemowi tworzenia i aktualizowania komunikatów meteorologicznych przez odpowiedzialne za to służby w wojsku? Skoro ustalił, że maszyna spadła w wyniku oblodzenia, to dlaczego nie pociągnął wątku o sprawności systemu automatycznego odladzania?

W toku śledztwa ustalono, że system ten mógł być niesprawny. W 30 letnim śmigłowcu takie rzeczy mogą się zdarzyć. Ale dlaczego Panie prokuratorze nie zaczął Pan szukać odpowiedzi na pytanie dlaczego nadal używane są tak stare maszyny? Jest jeszcze jeden wątek, który chętnie podkreślano, zmęczenie pilotów, które mogło wpłynąć na niedopatrzenie procedur. Bardzo ciekawy wątek. Szkoda, że prokurator nie zbadał go głębiej i tutaj nie postanowił szukać odpowiedzialnych. Może dzięki temu o wielu słabych stronach funkcjonowania polskiego lotnictwa wojskowego dowiedzielibyśmy się przed 10 kwietnia. Zamiast pogłębionego śledztwa mieliśmy za to polowanie na najsłabsze ogniwo, czyli pilota. Najsłabsze dosłownie. Łatwiej ścigać pilota, niż zmierzyć się z systemem i ludźmi, którzy go stworzyli.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj