Rozmowa z psychologiem o teoriach spiskowych

Pokusa zbiorowego urojenia
- Ludzie wymieniają się teoriami spiskowymi, a odkrycie, że wielu innych podziela mój pogląd, jest szalenie budujące. Nie jestem sam, jesteśmy razem – tworzymy ideologię - mówi prof. Mirosław Kofta, jeden z najlepszych polskich psychologów.
Prof. Mirosław Kofta
Leszek Zych/Polityka

Prof. Mirosław Kofta

Prof. Mirosław Kofta
Tadeusz Późniak/Polityka

Prof. Mirosław Kofta

Joanna Cieśla: – Po katastrofie smoleńskiej w Polsce wybuchła epidemia myślenia spiskowego; jak wskazują badania – niemal co dziesiąta osoba wierzy, że to był zamach. Dlaczego ludzie upierają się, że za tragicznymi wydarzeniami koniecznie ktoś musi stać?
Mirosław Kofta:
– Skłonność do takiego myślenia po części wynika ze względnie stałych cech osobowości człowieka, a po części z jego doświadczeń. Ludzie tworzą teorie spiskowe dwojakiego rodzaju. Niektóre dotyczą jednorazowych tragicznych wydarzeń i polegają na doszukiwaniu się tajnego porozumienia grupy ludzi, którzy do tych wydarzeń rzekomo doprowadzili. Przykładów dostarczają teorie związane ze śmiercią księżnej Diany czy właśnie z katastrofą smoleńską, ale też np. 30–40 proc. mieszkańców USA uważa, że rząd ukrywa dowody lądowania kosmitów na Ziemi.

Jest i drugi typ teorii spiskowych, które mają znacznie trwalszy charakter – dotyczą narodów, grup społecznych, organizacji. Najlepszym przykładem jest teoria spisku żydowskiego. W swojej ekstremalnej postaci, opisanej w „Protokołach mędrców Syjonu”, mówi o istnieniu tajnego rządu żydowskiego, który przekazuje instrukcje żydowskiej diasporze na świecie. Oskarża więc ich nie tylko o tajne działania i porozumienia, ale też o nielojalność i silny egoizm grupowy, a przede wszystkim o niepohamowane dążenie do zdobycia władzy nad światem.

Leon Poliakov, autor pomnikowej „Historii antysemityzmu”, ukuł dla opisanego zjawiska termin „przyczynowość diaboliczna”: grupie obcych przypisuje się wiele cech analogicznych do sił nieczystych. Absolutnie się z nim zgadzam.

Ostatnio w takim kontekście przywoływane jest pojęcie paranoi politycznej. Czy ono ma naukowy sens?
Pojęcie zyskało ogromną popularność jako metafora wśród publicystów, socjologów, politologów, antropologów, bo we współczesnej psychiatrii terminu paranoja praktycznie się już nie stosuje. Ci, którzy mówią o paranoi politycznej, mają zwykle na myśli nie chorobę, lecz szczególny sposób postrzegania i rozumienia świata polityczno-społecznego. Chodzi właśnie o przekonanie, że jakaś grupa celowo stara się zaszkodzić grupie, do której należy osoba wygłaszająca takie sądy. Przekonania te tworzą spójny system. Ludzie ich niepodzielający odbierają to jako urojenie. Według mnie, ta metafora jest trafna – pokazuje, że dochodzi do głębokiego zniekształcenia postrzegania rzeczywistości. A ten paranoidalny rys w myśleniu o polityce rzeczywiście przejawia się najczęściej w tworzeniu teorii spiskowych.

Jak sobie te teorie wymyślamy?
Ludzie bardzo rzadko samodzielnie je wytwarzają. Najczęściej przejmujemy je od innych osób, czerpiemy z pewnego repertuaru kulturowego, który przekazywany jest przez dorosłych dzieciom w rodzinie, ale też krąży w mediach – w prasie popularnej, telewizji, a ostatnio w Internecie, który jest znakomitym środowiskiem do rozwoju i komunikowania takich treści.

Ich przyjmowaniu sprzyjają osobista frustracja i poczucie utraty kontroli nad własnym losem, wywołane na przykład utratą pracy, przegraną w rywalizacji z innymi w ważnej dla nas dziedzinie, rozkładem życia rodzinnego, ale też nieprzewidywalnością zdarzeń w świecie politycznym i w gospodarce, np. nagłym pojawianiem się kryzysu. Bardzo duże znaczenie ma tzw. relatywna deprywacja – być może ważne jest nie to, że komuś wiedzie się źle, ale że wiedzie się gorzej niż ludziom, z którymi się porównuje.

Nie każdy, kto traci pracę, wpada w paranoję.
To prawda, podatność na taki sposób myślenia ma zawsze w tle pewne uwarunkowania osobowościowe. Spośród właściwości psychologicznych człowieka szczególnie ważny jest tu wysoki poziom autorytaryzmu.

To postawa wobec świata, na którą składają się konwencjonalizm – silne przywiązanie do tradycji, przekonanie o niezmienności norm społecznych i oczekiwanie, że wszyscy będą postępowali zgodnie z nimi; autorytarna uległość – bezrefleksyjne podporządkowanie się autorytetom, oraz wrogość wobec tych, którzy myślą inaczej. Znaczenie ma też przekonanie, że nierówności społeczne są czymś naturalnym, i dążenie do tego, żeby moja grupa górowała nad innymi grupami. Osoby autorytarne widzą świat jako zagrożenie dla ich poczucia bezpieczeństwa, ładu gwarantowanego przez normy i wartości. Skłonności do spiskowego myślenia sprzyjają też ideologie, które przejmujemy od osób mających na nas wpływ.

Dlaczego człowiek podatny na teorie spiskowe psychicznie czuje się z tym dobrze? Odkrycie, że we wszystkim jest zmowa, układ – to chyba raczej powód do depresji.
Człowiek taki odzyskuje poczucie, że rozumie świat. To, co było niejasne i trudne do wytłumaczenia, nagle staje się oczywiste – „wiadomo, kto za tym stoi”. Zaczyna też rozumieć historię, minione zdarzenia. Ich druga funkcja polega na zidentyfikowaniu prześladowcy – można obciążyć innych odpowiedzialnością za swoje klęski, co sprzyja przywróceniu pozytywnej samooceny i zaufania do siebie i swojej grupy. Taka teoria skłania też ludzi do wymieniania się swoimi poglądami z innymi, co prowadzi do utwierdzania się w jej słuszności i sprzyja przejściu od myśli do czynów, czyli do kolektywnego ataku na „źródło zła”.

Moje domniemanie jest takie, że teorie spiskowe, i zbudowane na nich ideologie, np. nazizm, leżą u podłoża większości aktów ludobójstwa na świecie. Myślenie o pewnej grupie jako o spiskującym, podstępnym wrogu prowadzi do dehumanizowania jej członków. Jeżeli innym ludziom odmawia się godności, honoru i człowieczeństwa, ich „eliminacja” nie rodzi już skrupułów moralnych, a może być wręcz uznawana za konieczną, choć nieprzyjemną „operację higieniczną”.

Od czego zależy, że na jakąś grupę czy naród pada podejrzenie o spisek?
Często pada właśnie na tych, którym akurat lepiej się powodzi. Lata 80. i 90. były okresem gwałtownej ekspansji Japonii. Gdy w tym czasie pytano Amerykanów, czy zgadzają się, że Japończycy w sposób podstępny dążą do tego, żeby zniszczyć amerykańską gospodarkę, ponad 40 proc. odpowiadało, że tak. Hannah Arendt zauważyła, że oskarżenia Żydów o niepohamowane dążenie do władzy, czyli tzw. nowoczesny antysemityzm, to skutek szybkiego rozwoju kapitalizmu i awansu diaspory żydowskiej w wielu krajach, a także ich asymilacji. Dla zwolenników myślenia spiskowego asymilacja jest szczególnie niebezpieczna: dopóki „obcy” tkwią zamknięci w swoim środowisku, nie są tak groźni jak wtedy, gdy – jak Żydzi w Niemczech na początku XX w. – wchodzą w nasze sfery.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną