Jak SKOK – i walczą z mediami
Pod pretekstem ochrony dobrego imienia firmy SKOK-i prowadzą sądową krucjatę przeciwko dziennikarzom – pisze czwartkowa „Gazeta Wyborcza”. Oprócz „Gazety”, na celowniku jest „Polityka”.
Maciej Świerczyński/Agencja Gazeta

W sumie – jak obliczył autor artykułu "SKOK-i po mediach" Bogdan Wróblewski - Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo - Kredytowe wytoczyły mediom ponad 20 spraw. Dotyczą nakazu opublikowania odpowiedzi prasowych i sprostowań, ochronę dobrego imienia, zniesławienia. Do tego dochodzą zawiadomienia do prokuratur. Pozwani to głównie dziennikarze, ale też redaktorzy naczelni, wydawca, a ostatnio także prawnik „Gazety Wyborczej”.

Jak przypomina „Gazeta”, SKOK-i to dziś największa organizacja parabankowa w Polsce. Obsługują 2,1 mln osób w ponad 1,8 tys. placówek. Porównywalną sieć mają tylko bank PKO BP i Poczta Polska.

***

SKOK-i powstały na początku lat 90. wedle idei lokalnych, samopomocowych, nienastawionych na zysk spółdzielni sąsiadów lub kolegów z zakładu pracy.

Jednak gdy ich funkcjonowanie prześwietlili dziennikarze okazało się, że SKOK-i zmieniły się w potężną instytucję finansową, które działają prawie jak banki, ale nie podlegają jak one nadzorowi. Do tego aż do 2007 r. zwolnione były z podatku dochodowego.

Gdy gazety zaczęły odsłaniać kulisy działania kas, posypały się pozwy, w których SKOK-i żądały gigantycznych pieniędzy. Jesienią 2010 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew za tekst Bianki Mikołajewskiej „Wielki SKOK" („Polityka”, 2004 r.), w którym Kasa Krajowa SKOK zażądała aż 5 mln złotych za rzekomą „krzywdę prasową". - Ta kwota miała wstrząsnąć wydawcą i skłonić go do zaniechania dalszych publikacji - mówił w dniu rozpoczęcia procesu Jerzy Baczyński, naczelny tygodnika „Polityka ".

Reprezentujący „Politykę” mec. Krzysztof Pluta stwierdził wówczas, że „wysokość roszczenia (...) ma sprawić, aby każda redakcja i wydawca porzucili myśl o jakichkolwiek publikacjach krytycznych wobec SKOK-ów pod groźbą bankructwa. Powódkę wszak stać na akcje sądowe o dowolnym zasięgu".

***

Jak przypomina „Gazeta”, przeciwko tej próbie "wpływania na prasę, wręcz jej zastraszania z wykorzystaniem roszczeń nierealnych", zaprotestowała polska Izba Wydawców Prasy, a także Międzynarodowy Instytut Prasy w Wiedniu.

Sąd określił żądanie zbyt wygórowanym, nie znajdującym uzasadnienia.

Ale po artykule Mikołajewskiej – jak pisze „Gazeta” - Kasa Krajowa SKOK postanowiła zamknąć mediom usta jednym uderzeniem. Oprócz 5 mln zł. odszkodowania, zażądała między innymi, by sąd zakazał „Polityce” (a w innej sprawie również „Gazecie") publikacji o SKOK-ach, aż do prawomocnego zakończenia procesu.

Gdyby sąd do tego wniosku się przychylił, żaden dziennikarz nie mógłby napisać o kasach ani słowa. Sąd go jednak oddalił, więc SKOK-i zmieniły taktykę. Na nękanie.

Wróblewski opisuje ją tak: „Gdy spojrzeć z lotu ptaka na procesy wytoczone mediom przez SKOK-i, widać mechanizm: o nas albo dobrze, albo wcale. Nawet na lifestyle'owy „Przekrój", który w 2006 r. opisał postać prezesa Biereckiego, spadły wspomniane trzy procesy (zakończyły się ugodą): o zamieszczenie odpowiedzi prasowej, o naruszenie dobrego imienia oraz sprawa karna za zniesławienie”.

I cytuje autora sylwetki Biereckiego, Cezarego Łazarewicza (dziś dziennikarza „Polityki"): - Metodą SKOK-ów jest opresja. Zszarpać nerwy, zająć czas (na sprawę karną jeździłem do Sopotu), narazić dziennikarza i redakcję na koszty. Dlatego tylko „Politykę" i „Gazetę Wyborczą" stać na krytyczne pisanie o SKOK-ach.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną