Prezydent ogłosił termin wyborów

Jednak jednodniowe
Prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział, że rozpisze wybory na 9 października, a więc wcześniej niż się początkowo spodziewano, ale co przewidywała „Polityka”.
Prezydent Bronisław Komorowski: wybory będą jednodniowe
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Prezydent Bronisław Komorowski: wybory będą jednodniowe

Zaoszczędzi w ten sposób dwa tygodnie październikowej kampanii, która przypadałaby na gorący, powakacyjny okres naszego przewodnictwa w Unii Europejskiej.

Pewnym zaskoczeniem jest fakt, że prezydent, chociaż wielokrotnie deklarował się jako zwolennik wyborów dwudniowych, mogących choćby nieznacznie zwiększyć frekwencję, decyduje się na jednodniowe głosowanie. Wątpliwości natury konstytucyjnej są wątłe, ale jednak są. I Bronisław Komorowski - nie pierwszy raz -  pokazuje, że w sprawie przestrzegania ustawy zasadniczej postępuje z rozwagą. Właśnie niedawno Trybunał Konstytucyjny przyznał mu rację w sprawie zaplanowanych przez rząd zwolnień w administracji, dwudniowe wybory też znalazłyby się przed Trybunałem (taką zapowiedź wielokrotnie składała opozycja, zwłaszcza PiS).

Być może informacja prezydenta o terminie wyborów (oficjalne ich ogłoszenie nastąpi z początkiem sierpnia) i jednodniowym głosowaniu ma też związek ze wzbierającą falą kontestacji wyniku przyszłych wyborów. To głównie „zasługa” PiS. Partia ta wręcz wyspecjalizowała się w twierdzeniach, że wybory z pewnością zostaną sfałszowane. Nie mając zresztą żadnych dowodów twierdzi również, że sfałszowane zostały wybory samorządowe, bo było dużo głosów nieważnych. Jest to tłumaczenie o tyle kuriozalne, że w czasie rządów PiS w analogicznych wyborach głosów nieważnych było jeszcze więcej. Czyżby więc ta partia je fałszowała i już wie, jak to się robi?

Teraz trwoga o prawidłowy wynik wyborów przybiera znamiona histerii. Pod przewodnictwem posła Marka Suskiego tworzony jest specjalny Korpus Ochrony Wyborów, co brzmi jak powoływanie jednostki prawie zmilitaryzowanej. Czyżby PiS spodziewało się klęski? Można wysnuć taki wniosek, zważywszy, że partia ta ma przecież własne, ponoć wyjątkowo wiarygodne sondaże. Najwyraźniej więc są one niepomyślne.

Ustępstwo prezydenta w kwestii terminu wyborów ma więc charakter konstytucyjny, ale jest też elementem polityki, aby istniejących konfliktów nie zaostrzać i nowych nie tworzyć. To jest zresztą generalne przesłanie polityki prezydenta Komorowskiego, który właśnie obchodzi rocznicę wyboru na swój urząd. Nie zmieni to faktu, że PiS nadal będzie zapowiadać wyborcze fałszerstwa. To już stały element gry tej partii, chcącej udowodnić, że w Polsce nie ma prawdziwej demokracji (najwyraźniej podejmowanie prac syzyfowych staje się specjalnością tego ugrupowania).

Prezydent ze swojego dylematu wybrnął tak, aby jednak powodów do oskarżeń dać jak najmniej. Nie zmienia to faktu, że od lat politycy martwią się jakoby niską frekwencją wyborczą, a gdy trzeba coś zrobić, aby ją poprawić, robią niewiele albo nic. Ponadto prezydent dopiero wybory zapowiedział, jeszcze ich nie ogłosił. Może więc raz jeszcze owe przesłanki konstytucyjne zostaną przeanalizowane i głos - zwłaszcza organizacji pozarządowych walczących o wyborcze ułatwienia - zostanie jednak uwzględniony.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj