Premier chce dyskusji z PiS

Tusk mówi: debata
Złożona przez premiera propozycja debat ministrów Platformy z politykami PiS warta jest przynajmniej przychylnego potraktowania. Choćby dlatego, że to pierwsza tak poważna inicjatywa w tej kampanii, ba – bodaj pierwsza tego typu w historii III RP.

Pomysł serii debat, przeprowadzonych w sensownej liczbie, podejmujących z otwartą przyłbicą ważne, palące tematy – takie chociażby jak sytuacja gospodarcza w obliczu kryzysu, dług publiczny, kondycja wojska – sam w sobie brzmi ciekawie. Dyskusja nad stanem państwa z udziałem najważniejszych polityków to przecież sól demokracji, podstawowa treść kampanii wyborczej. Nie billboardy, reklamy czy spoty, z których demagogia wylewa się wartkim strumieniem, ale właśnie debata, rozmowa, spór - nawet ostry, niechby i momentami brutalny.

Jeden na jeden, niczym na ringu, ale zamiast siły pięści, o zwycięstwie decyduje siła argumentów. Rząd kontra największa i najbardziej antyrządowa partia. Ministrowie chwalący się swymi osiągnięciami i kontrujący politycy opozycji, aspirujący do tego, by ich zastąpić na rządowych stanowiskach. Czegoż chcieć więcej?

Oczywiście można kręcić nosem i narzekać, że to kolejne PR-owskie zagranie Tuska i jego doradców, które miało „przykryć” sobotnią konwencję PiS i zatrzeć nie najlepsze wrażenie z piątkowej debaty w Sejmie. Można i trzeba mieć wątpliwości, czy przypadkiem serial 15 czy 16 debat (tylu ministrów ma PO) jest w ogóle możliwy do zrealizowania i czy składając taką propozycję PiS, premier nie dąży przypadkiem do przekształcenia kampanii wyborczej w starcie PO – PiS, które jak wiadomo, byłoby korzystne dla rządzącej partii. Wreszcie, co za tym idzie, czy powinno się od takich debat odsuwać przedstawicieli innych partii parlamentarnych, przede wszystkim SLD (premier zgłosił gotowość rozmowy również z lewicą, ale deklaracja Tuska zabrzmiała bardzo kurtuazyjnie).

Wątpliwości więc są, jedne bardziej, inne mniej istotne, wszystkie jednak raczej drugorzędne. Najważniejsze, by odbyło się choćby kilka debat, w tym ta z udziałem Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Dobrze więc, że PiS propozycji nie odrzucił, choć odpowiedź prezesa, że zaprosi premiera i jego ministrów do ośrodka programowego PiS, by tam złożyli relację ze swej pracy plus określenie Tuska jako „człowieka na usługi” nie daje zbyt wielkiej nadziei. Choć jej jeszcze nie przekreśla.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj