Sylwetka Gromosława Czempińskiego

Człowiek cienia
Dla jednych były ubek, dla drugich niemal bohater narodowy. Zatrzymanie generała Gromosława Czempińskiego pod zarzutem łapówkarstwa rozgrzało tylko stary spór, który toczy się w Polsce od 20 lat.
Podejrzany o korupcję były szef UOP Gromosław Czempiński uniknął aresztu wpłacając milion złotych kaucji.
Wojtek Stein/PAP

Podejrzany o korupcję były szef UOP Gromosław Czempiński uniknął aresztu wpłacając milion złotych kaucji.

Gen. Czempiński znany był ze swojej pasji lotniczej, chętnie opowiadał o tym mediom.
Jacek Herok/Newsweek Polska/Reporter

Gen. Czempiński znany był ze swojej pasji lotniczej, chętnie opowiadał o tym mediom.

Superagent, który uwolnił Amerykanów z rąk Saddama Husajna - to wizerunek Czempińskiego, który zbudował jego legendę.
Robert Gardziński/Fotorzepa

Superagent, który uwolnił Amerykanów z rąk Saddama Husajna - to wizerunek Czempińskiego, który zbudował jego legendę.

Zwykle CBA uderza o świcie, ale tym razem zapukali do domu Gromosława Czempińskiego wieczorem, około 20. Rewizja trwała do północy, a potem generał został poproszony, by się spakował i pojechał do Katowic. Nic nie mówił przez drogę. Noc spędził w izbie zatrzymań, a rano, dzięki przeciekowi z prokuratury, cała Polska już się dowiedziała, że superszpieg polskiego wywiadu, były szef UOP i obecny lobbysta, zamieszany jest w wielką aferę korupcyjną i nie wiadomo, czy nie zostanie aresztowany.

– Wydaje mi się, że prokuratura w ten sposób testowała, jak daleko może się posunąć – mówi współpracujący z Czempińskim były funkcjonariusz UOP.

Jeśli był to test, to nie wiadomo, jak go odczytać. Bo prokurator postawił Czempińskiemu zarzuty korupcji i prania brudnych pieniędzy, ale nie zdecydował się na zatrzymanie go w areszcie. Zadowolił się jedynie milionem złotych kaucji.

Gwiazdor

O Gromosławie Czempińskim Polska usłyszała w grudniu 1993 r., gdy minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski przedstawił w Sejmie nowego szefa Urzędu Ochrony Państwa. Ówczesny poseł Zbigniew Siemiątkowski zapamiętał, że szef przyszedł na spotkanie z parlamentarzystami w czarnych okularach i zabronił fotoreporterom wykonywać jakichkolwiek zdjęć. Zawsze byłem człowiekiem cienia – wyjaśnił.

Z powodu tej otoczki wyglądał bardzo tajemniczo – wspomina Siemiątkowski, który kilka godzin później spotkał szefa UOP brylującego, już bez ciemnych okularów, na otwarciu nowego salonu Mercedesa. Niezłą nam pan szopkę urządził w Sejmie – zauważył wtedy Siemiątkowski.

Czempiński zastąpił na stanowisku szefa UOP Jerzego Koniecznego, którego dymisję wymusił ówczesny prezydent Lech Wałęsa. Konieczny sprzeciwiał się odwołaniu płk. Adama Hodysza, szefa gdańskiej delegatury UOP, z którym prezydent miał na pieńku. Decyzję o odwołaniu zawiózł więc Hodyszowi osobiście jego zastępca, czyli Czempiński, zyskując sobie przychylność Pałacu Prezydenckiego. Dzięki wsparciu Wałęsy był najdłużej urzędującym szefem UOP. Odszedł dopiero w lutym 1996 r.

Gwoździem do politycznej trumny szefa UOP była przygotowana w jego urzędzie sprawa Józefa Oleksego, któremu UOP przypisał agenturalne związki z Rosją. Czempiński był ponoć powściągliwy i próbował się od sprawy dystansować. Henryk Bosak, który po odejściu z wywiadu został działaczem SdRP, twierdzi nawet, że szef UOP próbował mu przekazać jakieś ostrzeżenie podczas spotkania, ale nie zdążył.

O zdymisjonowanie Czempińskiego zwrócił się do premiera Zbigniew Siemiątkowski: – Za brak nadzoru – tłumaczy dziś były minister. – Dlatego że podlegli mu oficerowie, w moim przekonaniu, sprokurowali sprawę przeciwko Oleksemu. A jeśli o tym nie wiedział, to jeszcze gorzej, bo był niekompetentny.

Zdaniem Siemiątkowskiego Czempiński zagrał va banque. – Przyszedł do mnie z dymisją, będąc przekonanym, że ja, młody i niedoświadczony minister, jej nie przyjmę od legendy służb – wspomina Siemiątkowski. – Pomylił się. Miałem świadomość, że to typ gwiazdora, a ja nie mogłem sobie pozwolić na sytuację, w której ktoś taki przygniata mnie swoją osobowością.

Nie jest prawdą, że SLD zostawił Czempińskiego zupełnie na lodzie. Nowo wybrany prezydent Aleksander Kwaśniewski, choć zarzucał szefowi UOP, że nie potrafi zapanować nad przeciekami do prasy, złożył mu propozycję współpracy. Szef UOP miał przejść do prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego lub trafić do jakiejś placówki dyplomatycznej. Czempiński odmówił.

– Męczył się na stanowisku szefa UOP i wyglądało, że pociąga go biznes – mówi Siemiątkowski. – Świetnie się orientował w przemyśle zbrojeniowym, wyglądało, że ma tam już szerokie kontakty, zna wielu ludzi biznesu i wszystko ma poukładane. Dlatego później znalazł pracę w grupie kapitałowej Sobiesława Zasady.

Odchodząc z UOP w stopniu generała brygady miał przeciwko sobie dwie partie, które w następnych latach będą odgrywały dominującą rolę na scenie politycznej. SLD nie mógł mu wybaczyć sprawy Olina, a środowisko Antoniego Macierewicza i dawnego PC traktowało go jak przefarbowanego esbeka. Ta niechęć sięga 1992 r., gdy Macierewicz był ministrem spraw wewnętrznych i domagał się od szefa wywiadu Henryka Jasika i jego zastępcy Czempińskiego ujawnienia polskiej agentury na świecie. Obaj stanowczo odmówili, narażając się na ataki ówczesnego środowiska PC, które trwają do dziś.

As

Czempiński był pierwszym rocznikiem, który w 1972 r. trafił do Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadu w Kiejkutach. Spośród tysięcy kandydatów wyselekcjonowano 56 podchorążych. W połowie byli to absolwenci wyższych uczelni, w połowie funkcjonariusze MO i SB, a wśród nich 27-letni wówczas Czempiński, który w wywiadzie chciał podtrzymywać rodzinną tradycję (ojciec pracę w departamencie I MSW rozpoczął w latach 50.).

Henryk Bosak, który w wywiadzie PRL pracował od 1953 r., zapamiętał młodszego Czempińskiego z egzaminów oficerskich: – Był prymusem, działaczem ZMS i od razu trafił do egzekutywy partii w wywiadzie, gdzie reprezentował młodszych funkcjonariuszy.

Trzy lata później przyjął kryptonim Roy i trafił jako wicekonsul na swoją pierwszą placówkę dyplomatyczną w Chicago. Po roku został zdekonspirowany i musiał wracać do Polski. O późniejszej jego karierze niewiele wiadomo, bo do dziś IPN nie udostępnia jego dokumentów. Wiadomo, że wrócił do służby dyplomatycznej w latach 80. i trafił do Genewy, gdzie krzyżowały się wpływy wywiadów Wschodu i Zachodu. Początkowo był przedstawicielem PRL przy biurze ONZ, a od 1987 r. rezydentem wywiadu PRL w Genewie.

W momencie rozwiązania SB, w skład której wchodził również wywiad, Czempiński był naczelnikiem wydziału X departamentu I, zajmującego się analizowaniem i zbieraniem informacji. Zbigniew Siemiątkowski w swojej książce o wywiadzie PRL napisał, że Czempiński należał do pokolenia oficerów, dla których ważniejszy był pragmatyzm niż ideologia.

By trafić do UOP, tak jak wszyscy funkcjonariusze SB musiał przejść w 1990 r. weryfikację. Andrzej Milczanowski, później szef MSW, który weryfikował Czempińskiego, zapamiętał jego przesłuchanie, bo, jak mówi, był zauważalny. – Aktywnie rozmawiał z członkami komisji, starając się bronić wywiadu PRL i jego funkcjonariuszy – mówi Milczanowski. – To był inteligentny oficer ze zmysłem operacyjnym.

Z oficerami wywiadu, w przeciwieństwie do innych pionów SB, nowe władze obeszły się bardzo łagodnie, przekształcając departament I MSW w zarząd wywiadu UOP. Weryfikacji nie przeszło tylko trzech oficerów. Zresztą CIA, która później szkoliła polskich funkcjonariuszy, nalegała, by w służbie wywiadu zostawić jak najwięcej profesjonalnie przygotowanych oficerów.

– To była intelektualna elita resortu i partii – mówi Krzysztof Kozłowski, któremu podlegał wówczas UOP. – To byli ludzie obyci w świecie, znający języki, potrafiący się odnaleźć w każdej sytuacji.

Dodaje, że już kilka miesięcy później Czempiński był jednym z niewielu, którzy nadstawili głowę za III RP. – Od jego skuteczności zależała też moja kariera – przyznaje Kozłowski, który nie poinformował premiera o misji Czempińskiego.

Jako wiceszef wywiadu przeprowadził on w październiku 1990 r. brawurową akcję wyprowadzenia przez turecką granicę siedmiu amerykańskich agentów z Iraku. Wcześniej w ogarniętym wojną Iraku uzyskał dostęp do irackiego systemu komputerowego, by wyrobić Amerykanom dokumenty. Ta akcja ostatecznie legitymizowała byłych peerelowskich oficerów w oczach nowych władz i ich amerykańskich sojuszników. – Dla nas był bohaterem narodowym, który jedną akcją nas uwiarygodnił i otworzył możliwości współpracy z Zachodem – wspomina jeden z „solidarnościowych” dyrektorów w UOP.

Inny z dyrektorów, który zaczął pracę w UOP w 1990 r., mówi, że stara gwardia z PRL trzymała się w wywiadzie razem. – Byli hermetyczni – dodaje. – I różnili się tym od nas, nowych, że mieli zagraniczne obycie, lepsze garnitury i konta dewizowe, na których przez lata ciułali dolary.

– Po Iraku – mówi były dyrektor – poczuli się bezpiecznie. Szukali własnych kontaktów w polityce, budując swoją pozycję.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną