Kraj

Tak im dopomóż...

Życie duchowe polskich polityków

Spotkanie opłatkowe w Sejmie, 2010 r. Spotkanie opłatkowe w Sejmie, 2010 r. JAN BIELECKI / EAST NEWS
Polscy politycy, w zdecydowanej większości, deklarują się jako wierzący. Jak ich religijność wygląda na co dzień?
Msza na rynku w Piotrkowie Trybunalskim, maj 2007 r. Parlamentarzyści otrzymali wówczas kopię obrazu ich patronki Matki Bożej Trybunalskiej.Grzegorz Michałowski/PAP Msza na rynku w Piotrkowie Trybunalskim, maj 2007 r. Parlamentarzyści otrzymali wówczas kopię obrazu ich patronki Matki Bożej Trybunalskiej.
Uroczysta msza św. w Archikatedrze Warszawskiej w intencji tragicznie zmarłych w katastrofie pod Smoleńskiem, 13 kwietnia 2010 r.JAN KUCHARZYK/EAST NEWS Uroczysta msza św. w Archikatedrze Warszawskiej w intencji tragicznie zmarłych w katastrofie pod Smoleńskiem, 13 kwietnia 2010 r.

Na Bożą pomoc w sprawowaniu poselskiego mandatu liczy 380 posłów, co zgodnie zadeklarowali dodając do poselskiego ślubowania „tak mi dopomóż Bóg”. Ma na nią nadzieję także poseł PO, członek 50-tysięcznego protestanckiego Kościoła Bożego w Chrystusie John Godson, który zrezygnował z tej rozszerzonej formuły przyrzeczenia. – O mojej wierze niech świadczą czyny, nie słowa. Mówi, że w polityce, jak w życiu, kieruje się tym, co zapisano w Piśmie Świętym, i często zadaje sobie pytanie: co w tej sytuacji zrobiłby Jezus? Dlatego na koniec ostatniej kadencji zagłosował przeciwko obywatelskiemu projektowi zakazującemu aborcji, bo twierdzi, że mamy w Polsce dobry kompromis i jego naruszenie to wypowiedzenie wojny. – A Jezus chce pokoju! – mówi Godson.

Jeden z pierwszych parlamentarnych zespołów, który powstał w tej kadencji, to zespół na rzecz katolickiej nauki społecznej. Poseł Ireneusz Raś, młodszy brat proboszcza krakowskiej Bazyliki Mariackiej, zdziwił się, że jako jedyny z PO został doproszony do prawie 40-osobowej grupy posłów PiS i Solidarnej Polski. Ojciec pomysłu, Tadeusz Woźniak (PiS), ubolewa, że posłowie PO nie są zainteresowani katolicką nauką. Wśród regulaminowych celów zespołu są m.in. „stała troska o zgodność prawa z KNS”, „studiowanie i propagowanie Pisma Świętego oraz udział we wspólnej modlitwie” i „stała łączność posłów i senatorów z hierarchami Kościoła katolickiego i duchowieństwem”. Posłowie nawet solidarnie zrzekli się części uposażenia na zakup odpowiednich lektur.

Nagość przy świętości

Modlitwie posłowie mogą oddawać się w sejmowej kaplicy, otwartej przez całą dobę. 18 lat temu stu posłów prawicy wystąpiło z wnioskiem, by na kaplicę zaadaptować starą sejmową pralnię. Trzy lata temu komisja regulaminowa wygospodarowała fundusze na jej remont, bo, jak twierdzili zainteresowani, „jej wygląd zniechęca do uczestnictwa w porannych mszach”.

Po remoncie ze ścian zniknęła drewniana boazeria i stanął konfesjonał ufundowany przez kluby PiS, PSL i niektórych parlamentarzystów z innych klubów. Jest też fotel, na którym siedział Jan Paweł II w czasie wizyty w Sejmie, i wisi obraz Matki Bożej Trybunalskiej. Nasi parlamentarzyści jako jedyni w Europie mają bowiem swoją boską patronkę.

W dzień powszedni na mszę o 7.30 przychodzi kilkanaście osób. Zdecydowanie więcej wpada na chwilę modlitwy i prosi o błogosławieństwo – mówi ks. Paweł Powierza, duszpasterz parlamentarzystów. Niektórzy zbierają się na wspólne modlitwy wieczorne. Kaplicę omija Stanisław Żelichowski z PSL: – Jak chcę się pomodlić, to idę na plac Trzech Krzyży do kościoła św. Aleksandra. Dla mnie chodzenie do kaplicy sejmowej to lenistwo w służbie Bożej. Inny poseł mówi, że lubi wygrzewać się w sejmowej saunie, która dzieli ścianę z kaplicą: – Jak gołym ciałem dotykam do ściany świątyni, to niezręcznie mi potem karmić się w niej ciałem Bożym.

Gdy powstawała kaplica, wicemarszałek Jacek Kurczewski z KLD zaproponował, by miała charakter ekumeniczny. Ale nikt z protestantów ani prawosławnych posłów nie podjął tematu. Dziś prawosławny poseł z Podlasia Eugeniusz Czykwin (SLD) żałuje. Kiedyś chciał powiesić w kaplicy ikony patronów prawosławia św. Cyryla i Metodego, ale duszpasterz parlamentarzystów nie był entuzjastą pomysłu. Johnowi Godsonowi nie bardzo na tym zależy. W kaplicy był raz, tylko z ciekawości, bo, jak twierdzi, modlić może się wszędzie.

Posłowie zamawiają czasem okolicznościowe msze, jak ta sprzed pięciu lat podczas wielkiej suszy, kiedy na prośbę PiS modlili się o deszcz. Poseł sekretarz odczytując komunikat o tym wydarzeniu nie mógł opanować śmiechu. Zdenerwowany marszałek Marek Jurek upomniał salę, że „jeśli ma możliwość w inny sposób wpłynąć na realizację tej intencji, to w imieniu posłów PiS, bardzo o to prosi”.

Duchowe życie pierwszej pary

Pewne rozluźnienie w relacji między tronem a ołtarzem widać w Pałacu Prezydenckim i Belwederze. Owszem, prezydent Bronisław Komorowski ma swojego kapelana, ale codziennych mszy, jak za paru poprzedników, dla niego się nie odprawia. – Spotkania z panem prezydentem dotyczą tylko spraw bieżących i wydarzeń, w których oczekuje się udziału osoby duchownej – opowiada ks. mjr Mateusz Hebda, w kapłaństwie od ośmiu lat. Wcześniej od 2006 r. był kapelanem pomocniczym ks. Romana Indrzejczyka, który posługiwał Lechowi Kaczyńskiemu i zginął pod Smoleńskiem. Zwyczaj zatrudniania kapelana wprowadził Lech Wałęsa, bo potrzebna mu była osoba „zapewniająca higienę moralną i duchową przez 24 godziny na dobę”. I tak było, ks. Franciszek Cybula zajmował w pałacu trzypokojowe mieszkanie z rządowym telefonem na biurku i jeździł służbowym samochodem. Lubił podkreślać, że był „osobistym kapelanem i spowiednikiem Wałęsy”, a nie „kapelanem przy urzędzie prezydenta”.

Następni nie mieszkali już w pałacu, mają tu tylko swoje małe biuro. Rolę, jaką odgrywali przy prezydentach, najlepiej oddaje ich obecność w mediach. Ks. Hebda odbiera od harcerzy betlejemskie światełko, jako wojskowy pojawia się przy okazji uroczystości patriotycznych i pojechał z Pierwsza Damą do Smoleńska na rocznicę katastrofy. Nie udziela wywiadów, choć dla POLITYKI zrobił wyjątek. Za granicą był z prezydencką parą tylko dwa razy w Watykanie. – Zawsze miało to związek z treścią duchową tych wizyt – opowiada ks. Hebda. W kaplicy ochrzcił już kilkoro dzieci, w tym wnuki prezydenta.

Kapłańskie rady

Duszpasterze polityków zgodnie utrzymują, że nie wpływają na ich polityczne decyzje. Jedynie ks. Cybula uczestniczył w większości spotkań politycznych, ale zaznaczał zawsze, że na wyraźną prośbę prezydenta Wałęsy. Uważał, że po 50 latach nieobecności przedstawicieli Kościoła przy władzy musi teraz uczestniczyć w ważnych dla Polaków momentach. Wałęsa radził się go przy podpisywaniu niektórych ustaw, zabierał w podróże zagraniczne. W samolocie siedział obok szefa MSZ, który pracował nad swoimi przemówieniami, a ksiądz nad homilią.

Ks. Hebda o polityce mówi, że jedynym jego zaangażowaniem jest udział w wyborach: – Jestem przewodnikiem duchowym i radzę pytany tylko w kwestiach wiary.

Co innego posłowie, którzy swojego kapelana proszą o radę w dylematach światopoglądowych. – Czasami boleją, że zmuszani są do głosowania wbrew własnemu sumieniu, gdy narzuca im się dyscyplinę partyjną – opowiada ks. Powierza. Dyscypliny nie boi się Eugeniusz Czykwin z SLD. Sojusz w statucie opowiedział się za „wolnością sumienia i wyznania, tolerancją światopoglądową i świeckością państwa” i poseł w Sejmie korzysta z tego prawa. W sprawie in vitro biskupi prawosławni podzielają zdanie katolickich, ale on nie jest przeciwko ustawie: – W Polsce żyją też ludzie niewierzący i nie mogę im też odbierać szansy na dziecko. A jeśli chodzi o związki partnerskie, choć sam jest przeciw, nie chce SLD psuć szyków i wstrzyma się od głosu. John Godson mówi, że raczej będzie przeciw, bo za małżeństwo uznaje tylko związek kobiety i mężczyzny. Ale nie potępia Roberta Biedronia, lubi go i często rozmawiają, bo Jezus też by tak robił.

Stanisław Żelichowski (PSL) nie ma wątpliwości, że i w sprawach wiary trzeba słuchać rozumu. – In vitro to element polityki społecznej państwa. W interesie społeczeństwa leży, aby było nas coraz więcej, również w Kościele – opowiada. I dodaje, że zna wielu księży i żaden wyrzutów mu z powodu jego stanowiska nie robił.

Z Chrystusem na plecach

Jeden z kapłanów, Jan Majewski, jest częstym gościem klubu PSL w Sejmie. W pierwszej kadencji był posłem spod zielonego sztandaru. To jedyny były poseł ksiądz. – Ciągle traktujemy go jak kolegę. Choć kiedyś irytowało nas, że gdy dyskutowaliśmy przy winku o polityce, to on nam Pismo Święte cytował – śmieje się Żelichowski. Majewski powołanie odkrył zresztą na rekolekcjach dla parlamentarzystów.

Platforma pod wodzą Ireneusza Rasia organizuje swoje klubowe rekolekcje, choć w tym roku jakoś się nie złożyło. – To są nasze dni skupienia, bez telefonów, z naukami i modlitwą. W zeszłym roku spotkaliśmy się w klasztorze filipinów w Gostyniu – opowiada Raś. Swoje osobiste rekolekcje raz w roku od 10 lat odprawia na greckiej górze Athos Eugeniusz Czykwin.

W Ruchu Palikota, któremu przepustkę do Sejmu dał antykościelny elektorat, też można znaleźć praktykującego katolika. Wojciech Penkalski jako jedyny od Palikota przy składaniu ślubowania prosił Boga o wsparcie. Kiedyś przesiedział ponad dwa lata w więzieniu za pobicie i tam – jak mówi – nawrócił się. Na pamiątkę tego wydarzenia wytatuował sobie na plecach twarz Chrystusa. Podobno Janusz Palikot obiecał mu poselską wolność w sprawach światopoglądowych. Jemu także przeszkadza krzyż w sali obrad, ale z innych powodów niż szefowi partii. Nie chodzi wcale o rozdział Kościoła i państwa. – Tu się dzieją takie rzeczy, padają takie obraźliwe słowa, że symbol mojej wiary nie powinien być tego świadkiem. Ja pierwszy bym go wyniósł – opowiada.

W sprawie krzyża od głosu wstrzyma się też raczej Godson, choć jeszcze nie ma pewności, jak zagłosowałby Jezus. PiS deklaruje obronę krzyża i Kościoła do ostatniej kropli krwi. Ale Michał Kamiński przestrzega, aby nie dać się temu zwieść. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” twierdził, że: „dla Kaczyńskiego tzw. wartości chrześcijańskie czy w ogóle stosunek do Kościoła jest wyłącznie funkcją jego myślenia politycznego”. Przypomina, jak podczas debaty o antyaborcyjnym zapisie w konstytucji Marek Jurek rozdawał w Sejmie list biskupów w obronie życia poczętego, a Marek Suski deptał go i podarł na sali sejmowej. Z drugiej strony, w wyborczą niedzielę posłowie PiS zamawiali msze dziękczynne za beatyfikację Jana Pawła II, aby przypomnieć o sobie z ambony. Tworzą też swój kodeks etyczny, gdzie zapisują, że będą opierać się wyłącznie na wartościach chrześcijańskich.

Jeden z posłów opowiada, jak kiedyś jego trzej bardzo religijni koledzy trochę za dużo wypili i trafili do agencji towarzyskiej. W recepcji zapłacili, zostawili swoje wizytówki, zdecydowali jednak wrócić do domu poselskiego. – Straż marszałkowska osłupiała, gdy w progu sejmowego hotelu pojawiły się panie z agencji towarzyskiej, pytając właśnie o tych pobożnych posłów, aby wywiązać się z opłaconej usługi – opowiada poseł, świadek zdarzenia. To najlepszy dowód na to, jak w codziennym życiu przy Wiejskiej sacrum potrafi niebanalnie spleść się z profanum.

Polityka 52.2011 (2839) z dnia 21.12.2011; Polityka; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Tak im dopomóż..."
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną