Kraj

Strzelać, żeby zabić

Służby polują na zabójców polskich żołnierzy

Premier Tusk uczestniczył w pożegnaniu żołnierzy poległych w grudniu w Afganistanie. Premier Tusk uczestniczył w pożegnaniu żołnierzy poległych w grudniu w Afganistanie. Radek Pietruszka / PAP
Polowanie na zabójców pięciu polskich żołnierzy, którzy 21 grudnia zginęli w Afganistanie, to obecnie priorytet polskich służb.

Trzeba się będzie uzbroić w cierpliwość. Po tak dużym sukcesie ci, którzy zaplanowali atak, z pewnością opuścili prowincję, a może nawet kraj. Ale pracujemy w myśl zasady po nitce do kłębka i myślę, że ich dopadniemy – mówi jedna z osób znających kulisy poszukiwań. Ściganie sprawców aż do skutku zapowiedział już dzień po tragedii minister obrony Tomasz Siemoniak. – To sprawa honoru żołnierzy i naszych sumień – mówił. W tym punkcie wśród żołnierzy jest pełna zgoda.

Wątpliwości pojawiają się w kwestii, jaki los powinien spotkać zamachowców. Polska nie ma podpisanego z Afganistanem porozumienia o ekstradycji przestępców. Każdy złapany przez nas terrorysta musi być przekazany afgańskiej policji albo służbom specjalnym. Te po zweryfikowaniu materiału dowodowego powinny przekazać oskarżonego do sądu. Jednak wszechobecna korupcja i rosnące wpływy talibów bardzo komplikują sprawę. – Trzeba przyznać, że afgański wymiar sprawiedliwości obarczony jest różnymi nieprawidłowościami – mówi płk Piotr Łukasiewicz, doradca ministra obrony do spraw Afganistanu. – Zdarza się, że oskarżony zamiast na sali sądowej kończy z 36 kulami na pustyni. Ale są też przypadki, że ktoś w nie do końca jasnych okolicznościach ucieka z więzienia.

Tego drugiego scenariusza najbardziej obawiają się wojskowi. Nawet wśród najwyższych oficerów panuje przekonanie, że tym razem sprawy trzeba będzie wziąć we własne ręce. – Musimy dać jasny sygnał, że każdy atak na polskiego żołnierza spotka się z bezwzględną i adekwatną odpowiedzią – mówi gen. Waldemar Skrzypczak, doradca ministra Siemoniaka. Jednak rozkazu o zlikwidowaniu podejrzanych nikt nie wyda. Zasady użycia broni obowiązujące polski kontyngent w Afganistanie nie przewidują takiej możliwości. – Strzelać, żeby zabić, możemy w sytuacji, kiedy zagrożone jest nasze życie. Mam nadzieję, że w czasie zatrzymania terroryści będą się bronili i żołnierze z czystym sumieniem będą mogli zakończyć tę sprawę tak, jak powinno się to stać – mówi płk Dariusz Zawadka, były dowódca GROM.

Polityka 01.2012 (2840) z dnia 03.01.2012; Flesz. Kraj; s. 6
Oryginalny tytuł tekstu: "Strzelać, żeby zabić"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Prof. Łętowska kontra syndyk spółdzielni. Szykuje się ciekawy i ważny proces

Prof. Łętowska: Tu nie chodzi o tych 550 zł, których domaga się ode mnie syndyk. Chętniej dam trzy razy tyle na cele dobroczynne, niż pójdę jak baran ciągnięty na rzeź w procederze ułatwiającym różnym cwaniakom wzbogacanie się.

Violetta Krasnowska
20.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną