Co pan tu widzi? - testy psychologiczne do kosza

Kleks na umyśle
Psychologowie od kilku dekad spierają się, czy na podstawie tego, co człowiek zobaczy w atramentowym kleksie, da się zdiagnozować jego stan psychiczny. W Polsce za sprawą owych plam można na lata trafić do więzienia.
Tablice doktora Hermanna Rorschacha.
materiały prasowe

Tablice doktora Hermanna Rorschacha.

Jeden z plakatów akcji protestacyjnej organizowanej przez studentów i wykładowców wydziałów psychologii przeciwko stosowaniu testu Rorschacha w diagnostyce.
Klub Sceptyków Polskich/materiały prasowe

Jeden z plakatów akcji protestacyjnej organizowanej przez studentów i wykładowców wydziałów psychologii przeciwko stosowaniu testu Rorschacha w diagnostyce.

Doktor Hermann Rorschach (1884 - 1922).
The Granger Collection, New York/Forum

Doktor Hermann Rorschach (1884 - 1922).

„Psychologia to nauka nie czary” – w koszulkach z takim napisem część wykładowców i studentów tego kierunku w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, na Uniwersytetach Łódzkim, Warszawskim i Wrocławskim zamierza pojawiać się na zajęciach. To protest przeciwko stosowaniu przez psychologów tzw. testu plam atramentowych Rorschacha.

Część środowiska naukowego uważa ów test za narzędzie pseudonaukowe i niebezpieczne dla badanych. Całą tę sytuację dałoby się pewnie potraktować jako kolejną intrygującą dyskusję akademicką. Tyle że testy projekcyjne są bardzo często stosowane przez biegłych psychologów sądowych, jak również specjalistów zatrudnionych w Rodzinnych Ośrodkach Diagnostyczno-Konsultacyjnych, działających na zlecenie sądów rodzinnych. Od opinii tych pierwszych może zależeć, czy sąd uwierzy np. w oskarżenie o pedofilię. RODK z kolei m.in. wpływa na przyznawanie opieki nad dzieckiem w razie rozwodu rodziców.

Pomysłowy doktor

Hermann Rorschach, szwajcarski psychiatra, zmarł w 1922 r., mając zaledwie 37 lat. Ten niedoszły artysta malarz, który ostatecznie podążył w kierunku medycyny, już w szkole średniej nazywany był przez kolegów Kleksem. A to za sprawą fascynacji fantazyjnymi obrazami tworzonymi z plam atramentowych. Ta znana w młodości Rorschacha zabawa polegała na umieszczaniu kropli atramentu na kartce, składaniu jej na pół, by powstały symetryczne odbicia plam, niekiedy tworząc niesamowite kształty.

Rorschach wpadł na pomysł: dajmy pacjentom do obejrzenia atramentowe plamy (test składa się z 10 tablic z plamami – pięcioma czarno-białymi i pięcioma kolorowymi) i zapytajmy, co widzą. A te interpretacje, ocenione przez specjalistę, pomogą dotrzeć do najskrytszych zakamarków umysłu.

Takie podejście było zgodne z duchem freudowskiej psychoanalizy, mającej odkrywać to, co rzekomo zepchnięte i ukryte w podświadomości człowieka. Niektórzy zwolennicy testu plam atramentowych z połowy XX w. nazywali go „psychologicznymi promieniami rentgenowskimi”.

Metoda Rorschacha należy do licznej grupy tzw. testów projekcyjnych (pierwsze z nich powstały jeszcze w XIX w.). Zalicza się do nich m.in. test drzewa (badany proszony jest o narysowanie drzewa, a sposób, w jaki to zrobi, podlega interpretacji psychologa); Test Apercepcji Tematycznej (interpretuje się serię obrazków ze scenkami z życia społecznego); czy test zdań niedokończonych (analizuje się, jakie zakończenia dopisuje badany).

Testy projekcyjne niemal od samych początków budziły poważne kontrowersje. Już w 1965 r. Arthur Jensen, znany amerykański psycholog z University of California, stwierdził wręcz: „Tempo postępu naukowego w psychologii klinicznej można mierzyć na podstawie szybkości i przekonania, z jakim odchodzi się od stosowania testu Rorschacha”. Takie głosy krytyczne pojawiały się coraz częściej i być może, przynajmniej w USA, metoda szwajcarskiego psychoanalityka zostałaby zepchnięta na margines, gdyby nie amerykański psycholog John Exner, który w latach 70. XX w. postawił sobie ambitny cel uporządkowania i wystandaryzowania interpretacji testu Rorschacha. Dzięki tzw. Systemowi Całościowemu plamy atramentowe miały stać się rzetelnym narzędziem psychometrycznym, pozwalającym obiektywnie rozpoznać każdą możliwą cechę osobowości.

Krytyka jednak nie ustawała. Prof. Scott Lilienfeld z Emory University w wydanej i w Polsce książce „50 wielkich mitów psychologii popularnej” (2011 r.) pisze, że badania wykazały, iż zdecydowana większość wyników testu Rorschacha nie ma istotnego związku z cechami osobowości. Jedyne, co pomaga on diagnozować, to schizofrenię i chorobę afektywną dwubiegunową. Nie jest to specjalnie zaskakujące, gdyż w tym pierwszym przypadku ludzie słyszący w głowie np. obce głosy zapewne dostrzegają również dziwne rzeczy w plamach atramentu.

Co więcej, jeśli psycholog kliniczny stosuje inne, prostsze testy, to wykonanie dodatkowo badania systemem Exnera obniża trafność całej diagnozy. Prof. Lilienfeld powołuje się również na eksperymenty, w trakcie których grupie zdrowych ludzi wykonano test Rorschacha. Okazało się, że u jednej szóstej spośród nich wykryto schizofrenię. „Paradoksalnie, właśnie ta wpisana w test Rorschacha nadmierna tendencja do przypisywania badanym cech patologicznych może być powodem przekonania klinicystów, że test ten ma niezwykłą moc diagnostyczną” – pisze Lilienfeld. Nieżyjąca już słynna amerykańska uczona i guru od testów psychologicznych prof. Anne Anastasi stwierdziła kiedyś: „Jedyna rzecz, którą naprawdę ujawnia test plam atramentowych, to sekretny świat tego, kto go interpretuje. Specjaliści, stosując go, mówią więcej o sobie niż o badanym”.

Tak czy inaczej, na świecie wykonuje się aż 6 mln takich testów rocznie. Jest on jednym z najbardziej popularnych narzędzi diagnostycznych wśród psychologów klinicznych.

Psychoanalitycy i inkwizytorzy

Spór nie ominął również Polski. Prof. Dariusz Doliński ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej mówi: – Wiem, że na laikach wnioskowanie o osobowości człowieka na podstawie tego, co widzi on w plamach atramentu, może robić kolosalne wrażenie. Ale ludzie, którzy skończyli studia psychologiczne, powinni być świadomi, że właściwie nie wiadomo, co ten test mierzy – jeśli w ogóle mierzy cokolwiek poza oryginalnością skojarzeń. Polski aktualny akademicki podręcznik do psychologii testowi Rorschacha nie poświęca nawet zdania. Prof. Doliński jest jednym z dwóch redaktorów podręcznika: – Wraz z prof. Janem Strelauem chcieliśmy zredagować podręcznik psychologii naukowej. Test Rorschacha dość słabo mieści się w tej formule.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną