Kraj

Obrażalscy

Władze lokalne ścigają krytyków

Andrzej Skucha został oskarżony o zakłócanie porządku publicznego podczas sesji rady miejskiej w Rumii. Sąd go uniewinnił. Andrzej Skucha został oskarżony o zakłócanie porządku publicznego podczas sesji rady miejskiej w Rumii. Sąd go uniewinnił. Andrzej J. Gojke / KFP
Coraz częściej lokalni politycy wykazują chorobliwą drażliwość wobec jakiejkolwiek krytyki, ironii, złośliwości. A wymiar sprawiedliwości traktują jak organ ochrony majestatu władzy.
Anonimowa ulotka, która rozsierdziła prezydenta Słupska. Ratusz domaga się wszczęcia dochodzenia.materiały prasowe Anonimowa ulotka, która rozsierdziła prezydenta Słupska. Ratusz domaga się wszczęcia dochodzenia.
Medal św. Judy Tadeusza - patrona spraw beznadziejnych, którym aktywiści NONBN wyróżnili prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Wkrótce trafili jako oskarżeni do sądu.NIC O NAS BEZ NAS/Materiały prywatne Medal św. Judy Tadeusza - patrona spraw beznadziejnych, którym aktywiści NONBN wyróżnili prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Wkrótce trafili jako oskarżeni do sądu.

Powtarzają jak mantrę, że jako politycy powinni liczyć się z krytyką. Ale zaraz dodają: to, co ich spotkało, nie może pozostać bez kary. I że chodzi o powagę urzędu, szacunek dla prawa, demokracji. Oraz „zwalczanie przejawów zdziczenia w życiu społecznym i politycznym”.

O ulotkę

6 kwietnia 2012 r. radca prawny słupskiego magistratu Józef Dudra napisał do Sądu Rejonowego w Słupsku zażalenie na postanowienie asesora Prokuratury Rejonowej w Człuchowie, oddalające skargę prezydenta Słupska Macieja Kobylińskiego. Prezydent – znany z brutalnych potyczek słownych z oponentami – poczuł się do żywego dotknięty anonimową ulotką.

W czym rzecz? Pod koniec lutego 2012 r. prezydent Słupska uroczyście otworzył Dom Przedpogrzebowy z krematorium, pierwszym w tej części Pomorza. Kierownik obiektu zachwalał sprowadzony z Hiszpanii piec (inni mają szwedzkie) i deklarował gotowość do przyjęcia pierwszych zleceń.

W marcu na korytarzach ratusza pojawiły się ulotki. Z fotomontażem. Nad kosztownym kaplico-krematorium góruje portret prezydenta miasta. Obok lista problemów, jakie – zdaniem autorów ulotki – gnębią miasto (brak pracy, brak mieszkań, zamykane szkoły). Podejrzenie padło na grupę osób, które zbierają podpisy o referendum, by odwołać Kobylińskiego. Lecz ci się odcinają. W urzędzie jest monitoring. – Mamy dość dobrej jakości zdjęcie z profilu mężczyzny w bejsbolówce, ale strażnicy miejscy mówili, że więcej nie pojawił się w urzędzie, więc nie było szansy go rozpoznać – relacjonuje Jacek Szuba, asystent prezydenta. Ale od czego jest aparat ścigania? 9 marca 2012 r. na stronie internetowej urzędu miasta pojawił się komunikat: „Anonimowi autorzy ulotki do swych celów wykorzystują tragedię i powagę śmierci, dają wyraz braku jakiejkolwiek kultury osobistej i dobrego smaku. Tego typu materiały graficzne obrażają nie tylko prezydenta Macieja Kobylińskiego, ale także Słupszczan”.

Dla mnie te ulotki to wisielczy humor, który jest dopuszczalny. Im bardziej legitymowana społecznie władza, tym mniej powinna na takie rzeczy reagować – mówi adwokat Anna Bogucka-Skowrońska, w stanie wojennym obrończyni solidarnościowej opozycji, teraz sędzia Trybunału Stanu i radna (klub PO). Prokuratura Rejonowa w Człuchowie, do której trafiło doniesienie, odmówiła wszczęcia dochodzenia: „ulotka w najmniejszym choćby stopniu nie odnosi się do krematoriów znanych z hitlerowskich obozów zagłady, lecz w sposób wyraźny (nawet zamieszczając jego fotografię) nawiązuje do budowy krematorium na terenie Słupska i w sposób dorozumiany krytycznie odnosi się do tej inwestycji”.

Ratusz nie godzi się z taką interpretacją: „Hasło krematorium i płomienie – czytamy w zażaleniu do sądu – nawiązuje do martyrologii narodu polskiego i w szczególności do motta »Ludzie ludziom zgotowali ten los« z »Medalionów« Zofii Nałkowskiej (...) Drugie hasło »Witam i zapraszam Was moi drodzy Słupszczanie!!!« nawiązuje do tytułu opowiadania Tadeusza Borowskiego »Proszę Państwa do gazu« także poświęconego obozowi śmierci Auschwitz. Ulotka przedstawia Prezydenta Kobylińskiego jako oprawcę, który zaprasza mieszkańców Miasta do zagłady w płomieniach”. W zażaleniu Ratusz już dopuszcza, że może nie było to znieważenie funkcjonariusza, tylko zwykłe pomówienie. Czyli czyny ścigane z oskarżenia prywatnego. Mimo to urzędnicy chcą, by sprawą zajął się oskarżyciel publiczny. Na koszt Skarbu Państwa. W imię interesu społecznego.

O tabliczki

11 kwietnia 2012 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku podtrzymał wyrok Sądu Rejonowego w Wejherowie, który uwolnił mieszkańca Rumi Andrzeja Skuchę od zarzutu, że zakłócał porządek publiczny podczas sesji rady miejskiej w Rumi.

 

Skucha, 61 lat, wiceprezes Stowarzyszenia Przeciwdziałania Korupcji, Niegospodarności, Obrony Praw Człowieka EFAS, gdy jeszcze mieszkał w Gdyni, regularnie uczestniczył w tamtejszych sesjach rady miasta. Teraz mieszka w Rumi. Na sesje przychodzi wyposażony w tabliczki formatu A4, A3. Umieszcza na nich treści krytyczne, ale nieobraźliwe. Stawia tabliczki na stolikach dla publiczności. Na sesję, której wiodącym tematem była walka z alkoholizmem, przyniósł zdjęcia z zakrapianych alkoholem rozgrywek brydżowych w Domu Kultury Spółdzielni Mieszkaniowej Janowo. Zrobił je przez okno niczym paparazzo. Prezesem spółdzielni jest nie kto inny jak przewodniczący rady miejskiej w Rumi. Na wezwanie przewodniczącego, by je usunął, Skucha wyciągnął konstytucję i odczytał artykuł 54: „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Przewodniczący wezwał strażników miejskich. Wylegitymowali obywatela i wycofali się, ale po chwili do akcji wkroczyła policja. W końcu dla świętego spokoju Skucha zgodził się tabliczki schować.

Po sesji przewodniczący rady miejskiej zawiadomił policję o popełnieniu przez Skuchę wykroczeń. Policja wystąpiła do Sądu Rejonowego w Wejherowie o jego ukaranie. Sąd w trybie nakazowym (zaocznie) ukarał mężczyznę grzywną 50 zł. Skucha się odwołał i po normalnym procesie, po przesłuchaniu licznych świadków, został uniewinniony. Od wyroku odwołała się policja. Ale 11 kwietnia br. Sąd Okręgowy w Gdańsku podtrzymał werdykt pierwszej instancji. Kosztami postępowania obciążony został Skarb Państwa.

O transparent

21 kwietnia 2012 r. Sąd Rejonowy w Wejherowie umorzył postępowanie wobec 16-letniej mieszkanki wsi Choczewo, uczennicy pierwszej klasy Zespołu Szkół Ekonomicznych w Lęborku. Uczennica cieszy się dobrą opinią, nigdy nie stwarzała problemów wychowawczych. Stanęła przed sądem z powodu transparentu, na którym widniały słowa, że starosta lęborski to złodziej, cham i prostak.

Szkołę, w której dziewczyna pobiera nauki, starosta (organ założycielski) chce połączyć z inną. To wywołało protesty. Transparenty uczniowie przygotowali na lekcjach pod nadzorem nauczycieli. – Był cytat z Jana Pawła II i napisy, że cenimy naszą szkołę, nie było żadnych wulgarnych słów – relacjonuje Anna, przewodnicząca samorządu uczniowskiego. Skrzyknęli się przez Internet. Dołączyły dwie nauczycielki i gromadka młodych z innych szkół. Transparenty wędrowały z rąk do rąk. Fotoreporterzy robili zdjęcia. Najatrakcyjniejszy okazał się dla nich ten jedyny obraźliwy transparent, do którego teraz nikt się nie przyznaje. Przed starostwem młodzież zobaczyła Teresa Ossowska-Szara, radna powiatowa i nauczycielka. Kazała transparent zwinąć. Za późno. Media obiegło zdjęcie nastolatki z napisem znieważającym starostę Wiktora Tyburskiego. Uczennica sama poszła na policję, gdy usłyszała, że jest poszukiwana.

Nie pomógł apel Julii Pitery, partyjnej koleżanki Tyburskiego, że choć treść transparentu była niestosowna, to pozywanie nastolatki nie jest dobrym rozwiązaniem. Przy okazji ten i ów przypomniał sobie, że starosta był człowiekiem dorosłym, wiceburmistrzem, gdy został skazany przez sąd za dopisywanie na plakatach politycznego konkurenta słowa „pedał”. Do dziś zarzeka się, że padł ofiarą prowokacji politycznej.

Na pomoc uczennicy ruszyli radni oraz koledzy ze szkoły. Zrzucili się na honorarium dla adwokata. „Z satysfakcją przyjąłem informację – napisał na swym blogu starosta – że niektórzy radni Lęborka chcą wesprzeć finansowo uczennicę, którą prokuratura oskarża o obrazę Starosty Lęborskiego (tę funkcję obecnie sprawuje z woli wyborców moja skromna osoba). To zawsze dobra rzecz, kiedy człowiek pomaga człowiekowi. Zawsze starałem się robić wszystko, aby jak najwięcej mieszkańców naszego powiatu przyjmowało taką postawę. To przejaw zachowań obywatelskich, a na rozwoju społeczności obywatelskiej najbardziej mi zależy”.

Sąd w końcu umorzył sprawę. Nastolatka odetchnęła z ulgą, bo marzy o szkole wojskowej, a tam wymagają niekaralności. Starosta nie kryje zawodu – miał nadzieję, że prokuratura dotrze do jego politycznych przeciwników.

O ironiczny medal

19 kwietnia 2012 r. Sąd Rejonowy Gdańsk Południe uznał dwoje aktywistów nieformalnej grupy Nic O Nas Bez Nas (NONBN) za winnych zakłócenia obrad rady miasta w kwietniu 2010 r. Mają zapłacić po 300 zł grzywny plus koszty sądowe. Ogłaszając wyrok, sędzia podkreślał, że chodzi o hałaśliwe zachowanie na balkonie dla publiczności.

 

Jednak zachowujących się głośno było na balkonie więcej, a do sądu podano tylko dwie osoby. Gdańsk – miasto wolności (tak się promuje) – widziało wcześniej niejeden protest, rajcy pamiętają bardziej hałaśliwe sesje. Tym razem nie było przepychanek, awantur, nikogo niczym nie obrzucono. Dyrektor Biura Rady Miasta wyjątkowość sytuacji tłumaczy dość mgliście: – To, co robią przedstawiciele tej grupy, nie ma merytorycznego charakteru. Chodziło o pokazanie się w mediach. Wśród uczestników owej sesji panuje przekonanie, że tak naprawdę poszło o prześmiewczy Medal św. Judy Tadeusza – patrona spraw beznadziejnych. Tamtego dnia aktywiści NONBN wyróżnili nim Pawła Adamowicza (PO), prezydenta Gdańska, krótko po tym, jak otrzymał on Medal św. Wojciecha – honorowe odznaczenie Rady Miasta Gdańska. Właśnie dwie osoby, które zeszły z balkonu, aby dokonać wręczenia, zostały wskazane przez przewodniczącego Bogdana Oleszka oraz dyrektora Piotra Spyrę jako autorzy hałasów. W trakcie procesu sądowi udało się rozwiać wątpliwości – medal od NONBN był wykonany z tektury, a nie z kartofla, jak sądzili niektórzy.

Przypomniałem Oleszkowi happeningi Młodych Demokratów, jaki był rozradowany, jak mu się podobało – opowiada Kazimierz Koralewski, radny PiS. Młodzieżówka PO przed kilku laty wręczyła atrapy flaszek z wódką i słoiki ogórków radnym z SLD i PiS, którzy spili się podczas wyjazdu do Petersburga, przynosząc wstyd całej delegacji.

NONBN można zaliczyć do happeningowych krewniaków Waldemara Fydrycha, zwanego Majorem, lidera Pomarańczowej Alternatywy. Grupie udało się zmobilizować do publicznych protestów gdańszczan niezadowolonych z reformy czynszów za mieszkania komunalne. – Sąd potraktował ich jak chuliganów, a to nie był wybryk chuligański – mówi o obecnym skazaniu aktywistów NONBN Koralewski. I nie działali w interesie własnym, tylko publicznym. Po latach rządzenia samorządowcy powinni mieć grubszą skórę. A tu każdy przejaw ironii czy sarkazmu odbierany jest jako ujma na honorze.

O to, by nas szanowali

Na werdykt pomorskich sądów czekają podobne historie. Przed Sądem Rejonowym w Sopocie ma się odbyć kolejna rozprawa przeciwko Wojciechowi F., który poskarżył się do wiceprezydenta i sekretarza miasta na Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Chodziło o niejasności przy przetargu na sprzątanie miejskiej plaży. I o to, że sprzątający są z czystością na bakier. Na poparcie zarzutów przedstawił zdjęcia i nagrania wideo. Spodziewał się odpowiedzi z magistratu, a otrzymał pozew o zniesławienie (art. 212 k.k.). Z oskarżeniem wystąpił... MOSiR – jednostka budżetowa miasta.

Postępowanie monitoruje Helsińska Fundacja Praw Człowieka – Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce, bo coraz więcej takich spraw z Polski trafia przed Europejski Trybunał Praw Człowieka. „Jakie znaczenie ma konstytucyjne prawo do skargi, skoro za jego wykonywanie grozi oskarżenie o przestępstwo? – czytamy w komunikacie Obserwatorium. (...) czy podmiot publiczny – w tym przypadku sopocki MOSiR – ma legitymację do procesowania się z obywatelami, którzy nie są zadowoleni z jego działalności? Każde postępowanie niesie za sobą określone koszty. W niniejszej sprawie koszty oskarżyciela pokrywa de facto Skarb Państwa”.

Tymczasem Andrzej Skucha (ten od tabliczek) zamierza domagać się od pani burmistrz Rumi oraz od przewodniczącego rady miejskiej zadośćuczynienia i przeprosin w mediach (podobny finał miała jego gdyńska aktywność). – Wiem, że takich jak ja nazywają pieniaczami. Mnie chodzi o godność zwykłego obywatela. O to, by nas szanowali. Nie znoszę arogancji i buty władzy.

Aktywiści Nic O Nas Bez Nas zapowiadają odwołanie od wyroku do sądu wyższej instancji. – Zostali skazani, bo są słabi w zderzeniu z władzą – to nie górnicy, stoczniowcy czy protestujący przeciwko ACTA – uważa radna Jolanta Banach. Groźne jest to, że jak Goliat wdepcze w ziemię taką organizacyjkę, to inni też się wystraszą.

Polityka 21.2012 (2859) z dnia 23.05.2012; Kraj; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Obrażalscy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojewódzki z Matą o „Patointeligencji” i „Patoreakcji”

Mata, autor „Patointeligencji”, który właśnie opublikował nowy utwór z równie mocnym tekstem: – Społeczną rolą artysty czasami jest wystawienie się na strzał. Ja się czuję z tym dobrze, to zamieszanie czemuś służy.

Kuba Wojewódzki
03.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną