Polityczne happeningi

Kto nas jeszcze zadziwi?
Czy nasza polityka może nas jeszcze czymś zadziwić?

Coraz o to trudniej i nie jest to dobra wiadomość dla tzw. aktorów sceny, którzy muszą wymyślać tematy niezliczonych konferencji prasowych generalnie o niczym, wystąpień, które niosą czasem jedno zdanie na tyle skandalizujące lub niezrozumiałe, że jakoś tam przebije się do mediów czy happeningów coraz gorszej jakości.

Autorem najdziwniejszego happeningu ostatnich dni stał się Ludwik Dorn, który szukając swego miejsca w polityce trafił do Solidarnej Polski, partii pod względem szans w wyborach ciągle bardzo niepewnej. Otóż Dorn, polityk wydawałoby się doświadczony, wystosował list do Jarosława Kaczyńskiego (co jest o tyle zrozumiałe, że jednak listy wyborcze PiS są pewniejsze niż SP) z propozycjami, jak można ostatecznie utrącić europejskie aspiracje Donalda Tuska i jego szanse na jakąś zagraniczną posadę. Otóż Tuska można utrącić, utrącając Chorwację na jej drodze do członkostwa w Unii Europejskiej. Nasz Sejm powinien więc powiedzieć Chorwacji nie, chyba że premier zgodzi się na zaporowe warunki PiS w sprawie zmian w konstytucji czy sposobu ratyfikowania paktu fiskalnego. I tak oto realizuje się w Polsce politykę europejską! Mały partyjny interesik udający wielką europejską grę.

Inne polityczne dziwactwa ostatnich dni można jeszcze jakoś z trudem wytłumaczyć. Mieliśmy na przykład ciekawy wyścig w powrotach do przeszłości, w którym Janusz Palikot wyraźnie zdystansował, i to o kilka stuleci, Jarosława Kaczyńskiego. Palikotowi zachciało się być Lutrem naszych czasów i pod „papieskim” oknem przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie przybił coś, co miało być jego aktem wystąpienia z Kościoła, ale w końcu nie bardzo wiadomo, czym było. Gest większych emocji nie wzbudził, co może oznaczać, że happeningowa działalność idzie Palikotowi coraz gorzej, a świeżych pomysłów brakuje.

Zresztą, jeśli idzie o zniechęcanie do Kościoła, trudno Palikotowi wygrać z częścią hierarchów, którzy niewątpliwie robią to o wiele skuteczniej. Nic więc dziwnego, że doświadczony, zaprawiony w partyjnych bojach Leszek Miller bije go w sondażach coraz wyraźniej. Może z uwalnianiem konopi pójdzie Palikotowi lepiej (marsz zgromadził sporo zwolenników legalizacji marihuany), zwłaszcza że w sprawę zaangażował się były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Tyle że Kwaśniewski – tak się jakoś składa – wykazuje nadmierny pociąg do przedsięwzięć z góry przegranych, by wspomnieć próbę zjednoczenia Millera z Palikotem, która w rezultacie bardziej pomogła odbić się twardemu Millerowi, niż wzbogacić się politycznemu nowicjuszowi (więcej o Ruchu Palikota w wydaniu POLITYKI na iPada).

Jarosław Kaczyński natomiast zapragnął przenieść siebie i przy okazji Polskę do 1989 r., co da się racjonalnie wytłumaczyć tęsknotą za latami młodzieńczymi. Ten w gruncie rzeczy sentymentalny aspekt można by traktować z pewną powagą, trudno jednak zachować powagę, gdy prezes deklaruje zamysł rozpoczęcia całej transformacji od nowa, tyle że bez Leszka Balcerowicza, a więc zapewne z Adamem Glapińskim, ówczesnym ekonomicznym guru Kaczyńskiego. Dziwne i ciekawe.

Nie ma natomiast niczego dziwnego w reakcji zwolenników ojca Tadeusza Rydzyka na orzeczenie Sądu Administracyjnego potwierdzające, że KRRiT dopełniła obowiązujących procedur, nie przyznając Telewizji Trwam miejsca na pierwszym multipleksie. Teraz dopiero protesty mają się nasilić. To dość zrozumiałe, bo „zmowa sądu i krajowej rady” jest już czymś poważniejszymi niż tylko „nieodpowiedzialna decyzja Jana Dworaka zmierzająca do ograniczenia wolności słowa, dyskryminacji katolickiej większości narodu” i tym podobnych przestępstw.

Jedna z najbardziej kłamliwych kampanii ostatnich lat będzie więc trwała, zwłaszcza że wyścig między PiS i partią Ziobry o względy ojca Rydzyka jest tak zażarty, że wyrok żadnego sądu nie zdoła powstrzymać akcji protestacyjnej. Co prawda Jarosław Kaczyński ogłosił pokój na czas Euro 2012, ale nikt mu nie uwierzył, bo przecież podobne przemiany prezesa już w przeszłości były i wiadomo, jak się kończyły. Chyba że rzeczywiście poważnie potraktować jego słowa, iż marsze w dniu 10 każdego miesiąca nie mają absolutnie żadnego charakteru politycznego, a on sam jest najbardziej pokojowym polskim politykiem. No, doprawdy, boki zrywać…

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną