Kraj

Andrzej Łapicki (1924-2012)

Odszedł amant-inteligent

Andrzej Łapicki na zawsze zostanie ostatnim wielkim amantem polskiego teatru i kina. Nikt tak jak on nie potrafił flirtować i uwodzić – charyzmą, inteligencją, wiedzą, poczuciem humoru, zmysłem ironii, elegancją...

Poeta z „Wesela”, Don Juan, amanci od Fredry, Zapolskiej, Perzyńskiego. Andrzej Łapicki na zawsze zostanie ostatnim wielkim amantem polskiego teatru i kina. Nikt tak jak on nie potrafił flirtować i uwodzić – charyzmą, inteligencją, wiedzą, poczuciem humoru, zmysłem ironii, elegancją...

Sam szczególnie ukochał Fredrę, jako aktor i reżyser. Fredrą też – spektaklem „EuroCity” w warszawskim Teatrze Polskim, według sztuki „Z Przemyśla do Przeszowy” - pożegnał się z widzami jako reżyser. Był rok 2005, Andrzej Łapicki miał 81 lat, a przedstawienie było niezwykle nowoczesne, z przenikaniem się planów i filmową narracją. Trzy lata później wrócił na scenę jako aktor, grając gościnnie hrabiego Szabelskiego w „Iwanowie” w reż. Jana Englerta w Teatrze Narodowym. Dał popis aktorstwa na wskroś współczesnego: lekkiego, z dystansem i szczyptą autoironii. Był nie tylko największą gwiazdą w tym gwiazdorskim spektaklu, ale i najlepszym aktorem.

Później z taką samą autoironią, dystansem i elegancją będzie opowiadał o swoim „szaleństwie życia”, czyli poślubieniu trzykrotnie młodszej od siebie kobiety, debiucie w tasiemcu „M jak miłość” i wejściu dziarskim krokiem do świata celebrytów.

Odszedł amant-inteligent.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną