Dreskod, czyli co przystoi mężczyźnie

Precz z ajatollahami dreskodu!
„W telewizji, banku, urzędzie, dużej korporacji powaga stroju wyraża poważny stosunek pracownika do poważnego statusu instytucji.”
Corbis

„W telewizji, banku, urzędzie, dużej korporacji powaga stroju wyraża poważny stosunek pracownika do poważnego statusu instytucji.”

„Jeżeli o jakimś świecie marzę, to raczej o takim, w którym ludzie możliwie dobrze się czują, a niekoniecznie dobrze wyglądają.”
Josh Gosfield/Corbis

„Jeżeli o jakimś świecie marzę, to raczej o takim, w którym ludzie możliwie dobrze się czują, a niekoniecznie dobrze wyglądają.”

„Świat jest lepszy, gdy ludzie są zluzowani. Czy są zluzowani, widać zaś między innymi po stroju.”
icanteachyouhowtodoit/Flickr CC by 2.0

„Świat jest lepszy, gdy ludzie są zluzowani. Czy są zluzowani, widać zaś między innymi po stroju.”

Na zachodnich uniwersytetach to się skończyło dokładnie 45 lat temu. Z miesiąca na miesiąc studentów – wkrótce też profesorów – w krawatach zastąpili studenci i profesorowie w swetrach, a później w bluzach od dresu. Znaczyło to, że uczelnie przestały być środowiskiem socjalizującym elity do funkcjonowania w kompetencyjnej hierarchii, a stały się miejscem rozwijania i doskonalenia indywidualistycznego, dążącego przede wszystkim do samorealizowania się, kreatywnego „ja” wyrażanego także stylami konsumpcji – między innymi ubiorem.

Pokolenie ’68 przeniosło nową mowę stroju do innych dziedzin życia. Porównajcie wygląd Beatlesów na okładkach „Please, Please Me” i „Let It Be”, czyli ich pierwszej (1963) i ostatniej (1970) płyty. W niespełna dekadę od czarnych krawacików, grzecznych garniturków i grzywek, do włosów po ramiona i kolczyków w uszach. W ciągu tych kilku lat show-biznes przestał być narzędziem kontroli społecznej i stał się zarzewiem twórczego nieładu.

Dwadzieścia lat później fala „wyzwolonego ja” dotarła do gospodarki. Globalni guru biznesu nowej generacji – Gates, Branson, Jobs, Wozniak – wyglądają tak, że dwie dekady wcześniej nie wpuszczono by ich do porządnego klubu. Wszyscy wiedzą, że każdy z nich radzi sobie w biznesie. Ale miliony ludzi sobie radzą. Wyróżnikiem jest nietuzinkowa osobowość produkująca nietuzinkowe pomysły, zewnętrznie wyrażająca się nietuzinkowym wyglądem lub stylem życia.

Cztery wzory na ubiory

Solidność wciąż jest ważna, ale w hegemonicznej narracji kluczem do prawdziwego sukcesu jest wyzwolona z konwencjonalnego myślenia twórcza osobowość. Dzięki temu także polscy przedsiębiorcy (np. Jan Kulczyk) i ważni prezesi (Krzysztof Kilian z PGE, Piotr Niemczycki z Agory, Bruno Valsangiacomo z ITI) mogą dziś, bez straty dla interesów, wyglądać jak Mikołaj Kopernik, impresjonistyczni malarze albo Fryderyk Chopin.

Czterdzieści lat temu nikt by nie powierzył majątku człowiekowi nieostrzyżonemu i nieogolonemu. Ani nawet biznesmenowi, który, jak Zygmunt Solorz-Żak, przychodzi na przyjęcie w trampkach. I nikt by nie zaufał gazecie, której naczelny (jak Adam Michnik) idzie do prezydenta w sandałach. Dziś przeciwnie. Na szczycie społecznych hierarchii trampki i sandały – podobnie jak długie włosy, sweter, trzydniowy zarost, dżinsy – sugerują niepokorną, twórczą osobowość i wyzwalającą moc pieniądza lub prestiżu pozwalającą na swobodne kreacje, czyli uwolnienie „ja”. W konsumpcji i w pracy. W wielu branżach jest to poszukiwany towar.

Pod względem stroju społeczeństwo podzieliło się z grubsza na cztery statusowo funkcjonalne grupy. l Jedni są tak nisko, że ich wygląd nie ma specjalnego znaczenia. Zbyt ciężko walczą o życie, by się przejmować fryzurą i strojem. Drudzy są tak wysoko, że nie ma znaczenia, jak się golą, strzygą, ubierają. Nikt im nie może niczego narzucić. To oni narzucają. l Trzecia grupa jest obok. Dawniej nazywano ją cyganerią. Tworzyli ją artyści i artystyczne dusze żyjące na rubieżach systemu. Dziś „obok” żyje nie tylko większość „klasy kreatywnej”, ale też duża część ludzi biznesu, którzy satysfakcję czerpią nie tyle z zamożności, co z poczucia, że nikt nie może im kazać, sami są sobie szefami, pracują, jak chcą, wyglądają, jak chcą. l Jest wreszcie czwarta grupa: liczne i dwupłciowe plemię zdyscyplinowanych gangowców (od slangowego gang, czyli garnitur) pędzące żywot w korporacyjnych, urzędniczych, służbowych mundurkach i mundurach. Od polityków i urzędników po bankowców i akwizytorów. Czasem trochę mi ich szkoda. Zwłaszcza kiedy, jak teraz, panowie smażą się w krawatach, a panie w rajstopach. Bardzo nie zazdroszczę.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną