Dreskod, czyli co przystoi mężczyźnie

Precz z ajatollahami dreskodu!
„W telewizji, banku, urzędzie, dużej korporacji powaga stroju wyraża poważny stosunek pracownika do poważnego statusu instytucji.”
Corbis

„W telewizji, banku, urzędzie, dużej korporacji powaga stroju wyraża poważny stosunek pracownika do poważnego statusu instytucji.”

„Jeżeli o jakimś świecie marzę, to raczej o takim, w którym ludzie możliwie dobrze się czują, a niekoniecznie dobrze wyglądają.”
Josh Gosfield/Corbis

„Jeżeli o jakimś świecie marzę, to raczej o takim, w którym ludzie możliwie dobrze się czują, a niekoniecznie dobrze wyglądają.”

„Świat jest lepszy, gdy ludzie są zluzowani. Czy są zluzowani, widać zaś między innymi po stroju.”
icanteachyouhowtodoit/Flickr CC by 2.0

„Świat jest lepszy, gdy ludzie są zluzowani. Czy są zluzowani, widać zaś między innymi po stroju.”

Chłopaki nie płaczą. Chłopaki się nie pocą. Chłopaki nie mają nóg. Mają nogawki z nieznaną zawartością. Ramion też chłopaki nie mają. W miejscu, gdzie kuse ramiączka odsłaniają kobiece ramiona, prawdziwe chłopaki mają grzbiet koszuli, a lepiej marynarki. I ewentualnie także epolety. Tam, gdzie kobieta ma dekolt, chłopaki mają krawat, a przynajmniej szczelnie zapiętą koszulę albo sięgającą szyi podkoszulkę. Tam, gdzie kobieta ma ozdobione sandałkami stopy, my – bez względu na temperaturę – mamy skarpetki i skórzane buty.

Na straży tej genderowej różnicy (jednej z ostatnich w porządku kultury) stoi potężne, ponadideologiczne tabu. Feministki raz tylko zawarły sojusz z moherem. Była to koalicja uśmieszków i chrząknięć, gdy Wojciech Olejniczak sfotografował się w nie dość wysoko zapiętej koszuli, spod której wystawał fragment owłosionego torsu. Rozumiem, że owłosione torsy, łydki, ramiona itp. mogą się komuś nie podobać. Ale nie wyobrażam sobie podobnych reakcji, gdyby w seksualizującej sesji wystąpiła kobieta. Nawet jeżeli jakiś fragment jej ciała też mógłby się komuś nie podobać. Nie wierzę w realność idealnej równości. Także między płciami. Ale ta akurat nierówność wydaje mi się idiotyczna. Bo kompletnie niczemu nie służy.

Prawo do sandałów

Nie marzę o świecie, w którym wszyscy będą piękni lub zamaskowani (ukryci w piwnicy, zakwefieni). Nie cierpię reklam sugerujących, że pryszczaci nie powinni zdejmować motocyklowych kasków, człowiek z fałdą tłuszczu powinien przed wyjściem na plażę przejść odchudzającą kurację, a żona znów pokocha łysego, pod warunkiem, że zrobi on sobie implant owłosienia lub użyje cudownego szamponu, który sprawi, że mu łysa czaszka porośnie lwią grzywą.

Jeżeli o jakimś świecie marzę, to raczej o takim, w którym ludzie możliwie dobrze się czują, a niekoniecznie dobrze wyglądają. Oczywiście, w ładnym otoczeniu żyje się przyjemniej, a ludzie są częścią naszego otoczenia. Jestem szczerze wdzięczny tym wszystkim, którzy – często dużym wysiłkiem – je zdobią. Ale – bez względu na wzorce piękna – jako wyjątkowo zróżnicowany gatunek nigdy nie będziemy świata naszym wyglądem wyłącznie upiększali. I, żeby się bez sensu nie stresować, nie powinniśmy czuć się w tej sprawie nadmiernie zobowiązani.

Z dwojga złego wolę, aby ludzie trochę świat swoim wyglądem szpecili, niż żeby go psuli frustracjami. Beautyzm wydaje mi się tak samo idiotyczną, niesprawiedliwą, szkodliwą i dysfunkcjonalną społecznie formą dyskryminacji, jak seksizm, ageizm, rasizm.

Dlatego nie ustąpię. Nie cofnę się o krok. Prawa do krótkich spodni, sandałów, życia bez krawata będę bronił jak niepodległości. Nie mam łydek ani piersi jak Natalia Siwiec. Nawet depilacja dużo mi nie pomoże. Zdążyłem się z tym pogodzić. Ale czy to wystarczający powód, żebym latem, wychodząc prywatnie do sklepu, smażył się jak bogobojna Iranka pod czujnym okiem ajatollahów miejskiego dreskodu?

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną