Jak działają fundacje 1 proc.

Podwójna natura 1 procentu
Polacy coraz chętniej przekazują pieniądze z podatkowego 1 proc. Najczęściej na cele zdrowotne. Ale system, który ma w tym pomagać, nie jest zdrowy.
Ośrodek Rehabilitacji Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą przy ul. Słowackiego w Warszawie.
Kuba Atys/Agencja Gazeta

Ośrodek Rehabilitacji Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą przy ul. Słowackiego w Warszawie.

Stanisław Kowalski z Niną Andrycz na gali jubileuszowej dziesięciolecia Fundacji.
Radosław Nawrocki/Forum

Stanisław Kowalski z Niną Andrycz na gali jubileuszowej dziesięciolecia Fundacji.

A w tym roku padł kolejny rekord: do wszystkich organizacji pożytku publicznego (OPP) trafiło w sumie 457,3 mln zł.
Marek Sobczak/Polityka

A w tym roku padł kolejny rekord: do wszystkich organizacji pożytku publicznego (OPP) trafiło w sumie 457,3 mln zł.

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą zgarnęła 24 proc. wszystkich pieniędzy z tzw. jednego procentu, czyli tej części podatku, którą każdy Polak może zadysponować według własnego uznania. Na jej konto trafiło 108,7 mln zł. Inne fundacje – jak mówi prezes Stanisław Kowalski – zaczęły ich przez to nie lubić.

Trudno się dziwić, jeszcze przed ogłoszeniem wyników rozdysponowania odpisów podatkowych za 2011 r. miesięcznik „Forbes” umieścił Zdążyć z Pomocą na czele najbogatszych fundacji. Jej aktywa oszacowano na 146 mln zł. Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w tym zestawieniu nie załapała się nawet do pierwszej trójki. W rankingu największych beneficjentów jednego procentu też jej nie ma.

A w tym roku padł kolejny rekord: do wszystkich organizacji pożytku publicznego (OPP) trafiło w sumie 457,3 mln zł. Kwota niebotyczna, biorąc pod uwagę, że jeszcze dziewięć lat temu było to zaledwie 10 mln zł.

Z 6858 organizacji, które mają status OPP i prawo do zbierania podatkowych odpisów, zaledwie 205 fundacji i stowarzyszeń zebrało kwoty przekraczające 300 tys. zł. Przeciętna OPP musiała zadowolić się około 8 tys. zł. Antyrekordzista Ludowo-Uczniowski Klub Sportowy Skrzyszów dostał zaledwie 80 gr. Ale nawet tych groszy nie zobaczą, bo w zeszłym roku nie złożyli sprawozdania finansowego i w myśl nowych przepisów nie mogli w 2011 r. prowadzić zbiórki.

Społecznicy, którzy walczyli o tę jednoprocentową możliwość, jakoś nie świętują. Niektórzy – jak dr Grzegorz Makowski z Instytutu Spraw Publicznych (z ramienia organizacji pozarządowych monitorował funkcjonowanie jednego procentu) – wręcz postulują całkowite zlikwidowanie tego ustawowego zapisu. – Coś, co z założenia miało wyrównywać szanse, stało się mechanizmem do budowania nierówności. System, w którym organizacja staje się pośrednikiem do zakładania prywatnych kont i przekierowywania na nie pieniędzy z podatków, to aberracja. Chodzi o fundacje opierające działalność na otwieraniu subkont poszczególnych osób, które same dbają o gromadzenie na nich jak największej ilości pieniędzy z podatkowego odpisu. Ewa Kulik-Bielińska, dyrektorka Fundacji Batorego, nazywa to wprost prywatyzacją podatku. – Fundacja zamienia się w pośrednika dla czyjegoś prywatnego konta bankowego, na które spływają podatki, a nie żadne darowizny. Bo nie można zapominać, że to pieniądze z podatku, który ma służyć wszystkim, a nie wybranym. Czy naprawdę o taki system nam chodziło? – pyta retorycznie.

Puzzle szczęścia

Zdążyć z Pomocą ma 18 tys. podopiecznych i 18 tys. subkont, do końca roku na pewno będzie ich 20 tys. Zaczęło się w 1997 r., w garażu domu, w którym nikt nigdy nie zamieszkał. Stanisław Kowalski wybudował ten dom. Miał wówczas sześćdziesiąt kilka lat i dochodową firmę produkującą puzzle. Na ulicę Łomiańską w eleganckiej dzielnicy Warszawy mieli wprowadzić się w kwietniu. W marcu, w wypadku, zginęła jego żona.

Nie wprowadzili się. Kowalski przeniósł więc tam swoją firmę od puzzli, ale bez poczucia, że ona jeszcze długo podziała, skoro żona zajmowała się księgowością, administracją. A w ogóle – co mu teraz po pieniądzach? Zaczął więc je posyłać na korczakowski dom dziecka, na szkołę dla niewidomych w Laskach, na dom dla dzieci z porażeniem mózgowym. Aż na Łomiańską przyjechał Zbigniew Religa, wówczas znany lekarz. Dowiedział się od znajomych z TPD, że jest człowiek, który ma za dużo pieniędzy i chciałby pomagać dzieciom. A jemu – lekarzowi – wciąż się przez ręce przewijały dzieciaki z nieszczęściami, z którymi system medyczny nie wiedział, co zrobić. I tak, siedząc w domu przy Łomiańskiej, wymyślili tę fundację we dwóch. Obiecali sobie z Religą, że gdyby się to rozrosło do stu podopiecznych, to będzie dobra robota.

Po pięciu latach mieli ich tysiąc – poszło pocztą pantoflową po mieście, że mają dobrą bezpłatną rehabilitację. Fundacja zebrała pieniądze od sponsorów i prywatnych osób na specjalistyczne urządzenia rehabilitacyjne – w garażu przy Łomiańskiej pani Kedrija, fizjoterapeutka z Moskwy, opłacana z początku przez Stanisława Kowalskiego, za darmo przyjmowała dzieci. Coraz częściej zbierali też na spektakularne nieszczęścia. Na przykład na serię operacji Angeliki Dwojak, którą Zbigniew Religa poznał już jako minister zdrowia. Od kuchenki gazowej zapaliła się piżamka na dziewczynce, wówczas siedmioletniej. Religa zobowiązał się publicznie, że NFZ pokryje koszt pionierskiej operacji – położenia kolagenu z cienką warstwą silikonu na spalonej twarzy. A fundacja wzięła na siebie koszty leków.

Szeroko opisywany w prasie przypadek Angeliki sprawił, że zaczęli zgłaszać się następni. Którzy doszli do wniosku, że nie ma co liczyć na państwo, gdy potrzebna była skomplikowana operacja. Stanisław Kowalski tłumaczy, że to problem systemowy; teoretycznie państwo finansuje niezbędne operacje, także za granicą, jednak rodzic musi zebrać oświadczenia kilku lekarzy, że operacji nie można wykonać w Polsce. A lekarze niechętnie podpisują takie papiery. Zebrać trzeba też inne zaświadczenia, a czas często goni. Część rodziców decyduje się więc pójść drogą na skróty, zbierać pieniądze. Tak było w historii Ali Wąsowskiej, dziewczynki, u której po urodzeniu na twarzy pokazał się naczyniak, wkrótce ogromnych rozmiarów. Fundacja zbierała pieniądze na pokrycie kosztów wyjazdu na konsultacje w Berlinie, Izraelu i Stanach, a potem samą operację. Usunięcia naczyniaka podjął się jeden ośrodek w USA – lekarz zgodził się operować za darmo, ale trzeba było pokryć pozostałe koszty.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną