Przed Świętem Niepodległości: kim są polscy antyfaszyści

Antyfaszyści: fanatycy czy ideowcy?
Antyfaszystowska manifestacja w Święto Niepodległości 2008 roku.
Wojciech Artyniew/Forum

Antyfaszystowska manifestacja w Święto Niepodległości 2008 roku.

W ekipie warszawskich antyfaszystów znajdują się ludzie o różnych poglądach: od anarchistów, po ludzi o lekko prawicowych klimatach. Są też zwolennicy Antify. Wielu z nich podoba się „antyfaszystowska międzynarodówka” i nie przeszkadza im, że jej uczestnicy w innych krajach, to często ludzie, o skrajnie lewicowych poglądach.  - Nie ma u nas hierarchii ani szefów. Czy podoba się chłopakom, czy nie, wszyscy jesteśmy bojówkarzami „niewidzialnej Antify” – mówi „Afa”.

Nie jest tajemnicą, że polscy antyfaszyści, jeżdżą  do Niemiec na blokady neonazistowskich marszów w Dreźnie. -  Kilka razy byłem już na takiej akcji – przyznaje „Afa”. - Wraz z kolegami z Polski wspieraliśmy demonstracje przeciw marszom niemieckiej skrajnej prawicy. Co w tym dziwnego? Oni przyjeżdżają do nas, my do nich. Niemiecki, czy polski naziol - każdy jest do unieszkodliwienia – dodaje z wściekłością „Afa”.

Konflikt wygasa
Antyfaszyści ze stolicy jako jedni z pierwszych w Polsce, już w latach 90., zaczęli zakładać „ekipy” patrolujące stolicę. Ich wrogami byli nazi skini, nacjonaliści i sympatycy tych ugrupowań . Zaliczali do nich osiedlowe bandy miejscowych chuliganów identyfikujących się z ruchem skinheads.

W tamtym okresie rozbijanie punkowych koncertów przez grupy odwołujące się do ideologii narodowych należało do codzienności.  - Wtedy były to bardziej walki subkultur, niż walka polityczna. Oni byli zorganizowani, my nie. Dlatego zjednoczyliśmy się z punkowcami i wspólnie stanęliśmy do walki – wspominają Monika i Adam, działający w środowisku od lat.

Wrogie subkultury najczęściej rozpoznawały się po naszywkach. Adam przyznaje, że konflikt z czasem sam przygasł. Od dwóch lat nie doszło do poważniejszych starć. Świat jednych i drugich jest zamknięty, całkowicie undergroundowy. - Po setkach ulicznych walk, gonitw po mieście, obronach koncertów, nasi przyjaciele chyba mieli już dość – mówi  Monika. 

Nie tylko zadymy
Nie jest łatwo znaleźć się w bojówce „antynazi”.  Osoba, która chce się przyłączyć, musi być polecona przez przynajmniej kilku „sportowców” (tak nazywane są osoby biorące aktywny udział w bójkach). Większość z nich trenuje sztuki walki: Combat Kalaki, brazylijskie Jujitsu, czy Muai Thai. Picie, zażywanie narkotyków, czy donoszenie na policję (nawet na wrogów) kończy się „czerwoną kartką”, czyli definitywnym wyrzuceniem z ekipy.

Dla ekipy „Wariata” jak i innych bojówek, jedynym rozwiązaniem problemu faszystów jest siła. - Ich trzeba bić, bić, i jeszcze raz bić! – twierdzi. Dlatego – szczególnie po zeszłorocznych „obchodach” Dnia Niepodległości - przylgnęła do nich opinia zadymiarzy i bojówkarzy, niczym nie różniących się od tych, których zwalczają.

Choć nie wszyscy uznają pięści za jedyne argumenty. Oprócz Warszawy, antyfaszystowskie grupy działają w Łodzi, Poznaniu, Białymstoku i Wrocławiu. W sumie to około 300 osób. Wielu z nich to czynni działacze, organizatorzy wystaw, pokojowych manifestacji. - Zrobiłam kilkanaście koncertów w całej Polsce. Z muzyką SKA, reagge, czy punkrockowe. Zawsze wszyscy bawili się przednio, bez niepotrzebnej agresji – zaznacza Dominika, niezależna działaczka antyfaszystowska. Według niej muzyka jest najlepszym nośnikiem antyfaszystowskiego przekazu. Podobnie uważa Marcin, przedstawiciel ruchu Straight Edge (jedną z jego idei jest prowadzenie zdrowego trybu życia; członkowie ruchu nie jedzą mięsa, nie piją alkoholu, nie stosują używek). - Duże znaczenie dla większości uczestników ruchu ma idea DIY (ang. Do It Yourself – Zrób to sam), dotyczy ona organizowania koncertów, wydawania płyt, drukowania własnych wydawnictw tzw. zinów, bez wchodzenia w układy z przedstawicielami muzycznego i społecznego „establishmentu”.

11 listopada w Warszawie antyfaszyści zbiorą się pod pomnikiem Bohaterów Getta pod hasłem „Razem przeciwko faszyzmowi i nacjonalizmowi”.  Będzie dużo flag Antify, jak rok temu. - To teraz modny symbol, tylko często wywieszany, przez chłopców bawiących się w antyfaszystów. Jedno jest pewne: musimy tam się zjawić, albo czekać w sile bojowej gdzieś w pobliżu. Bo jeśli dojdzie do zadymy z naziolami ktoś musi ich, normalnych ludzi, obronić – twierdzi Adam.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną