Teresa Torańska - wspomnienie

Toracci
Już w dzień po śmierci Teresa Torańska została pomnikiem dziennikarstwa. A to była po prostu zwykła, fajna babka – opowiadają jej znajomi.
O sobie Teresa Torańska mówić nie lubiła. Nie znosiła także, kiedy robiono jej zdjęcia do wywiadów lub na okładki książek.
Jacek Łagowski/Agencja Gazeta

O sobie Teresa Torańska mówić nie lubiła. Nie znosiła także, kiedy robiono jej zdjęcia do wywiadów lub na okładki książek.

Teresa Torańska z Maciejem Morawskim  (z lewej) i Leszkiem Sankowskim na spotkaniu pracowników i przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Wrzesień, 2009 r.
Mariusz Kubik/Wikipedia

Teresa Torańska z Maciejem Morawskim (z lewej) i Leszkiem Sankowskim na spotkaniu pracowników i przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Wrzesień, 2009 r.

Nigdy nie była pomnikowa – mówi Krystyna Kofta, pisarka, plastyczka, wieloletnia przyjaciółka i sąsiadka Teresy Torańskiej na warszawskim osiedlu. – Nie miała w sobie nic z autorytetu moralnego. Ale takim autorytetem była.

Ostatnio miały umowę: Teresa dzwoniła do Krystyny, kiedy sama czuła się na siłach. Jeśli to Krystyna chciała porozmawiać, dzwoniła najpierw do Leszka, męża Teresy, spytać, jak się miewa Tereska. Teresa Torańska chorowała, ból jej nie odstępował, naświetlania zdawały się nie pomagać, czasem mąż podawał jej słuchawkę. Cześć Tereska, mówiła Krystyna Kofta. Od kilkunastu lat tak do niej mówiła na powitanie.

Kilka tygodni temu Krystyna Kofta uprała perukę, którą nosiła przy swoim raku prawie 10 lat temu, zaniosła Torańskiej. Dobrze, pożycz mi, zgodziła się Teresa. Ja ci daję, nie pożyczam, powiedziała przyjaciółka, może ci przyniesie szczęście.

Papierosy

O sobie Teresa Torańska mówić nie lubiła. Nie znosiła także, kiedy robiono jej zdjęcia do wywiadów albo na okładki książek. Makijaże i pozy to nie był jej żywioł.

Bardziej już – od zawsze – papierosy i nocne rozmowy o ludziach i polityce – tak ją zapamiętali znajomi z czasu stanu wojennego, wówczas nosiciele dżinsów, swetrów pątniczych i bród. Taka opozycyjna bohema – dziennikarze powyrzucani z redakcji, niezweryfikowani, więc bezrobotni – spotykający się u Torańskiej w bloku na Górnym Mokotowie.

Mieszkanie M3, w kuchni wszyscy sobie siedzieli na głowie, bez końca się paliło i snuło rozmowy – mówi Leszek Będkowski, dziś redaktor POLITYKI.

Torańska wpatrzona w rozmówców, lekkie przymknięcie powiek, które stanie się jej znakiem firmowym, kiedy pod koniec lat 90. będzie prowadzić talk-show „Teraz Wy” w państwowej telewizji. Uważne spojrzenie, które upewnia, że jesteś słuchany. Ale o sobie nic, choć to piękna historia i po reportersku wielowątkowa – kto ma wiedzieć, ten wie.

O sobie mówiła, tylko jeśli ktoś zapytał wprost – opowiada Leszek Sankowski, mąż Teresy Torańskiej, informatyk. – Sama tego tematu nie podrzucała, ale gromadziła dokumenty dotyczące rodziny.

Praca

Bo najważniejsza zawsze była dla niej praca. Praca jako obowiązek, przyjemność i potrzeba ekspresji, mówi Sankowski, nie praca jako świątynia. Ostatnio pracowała nad książką o katastrofie smoleńskiej – mąż opowiada, że mimo choroby wciąż ją widział w łóżku z otwartym laptopem.

Jej organizacja pracy zawsze polegała na bałaganie, w którym tylko ona jedna się orientowała. Bywało, że materiały ginęły w trakcie roboty, położone gdziekolwiek, i Leszek, który pochodzi z poznańskiego, utyskiwał na Teresę i jej kresowo szeroki gest: Teresa, bo ty jesteś niechluj. Ale efekt zawsze był perfekcyjny – kończąc książkę Torańska potrafiła dzwonić po całym świecie do ludzi, którzy mogli potwierdzić choćby imię trzeciorzędnego bohatera.

Teresa nigdy nie spóźniła się z tekstem – mówi Sankowski. – Kiedy była zdrowa, pracowała na okrągło. Miała niebywałą zdolność regeneracji sił, na przykład pisała 8 godzin, potem 15 minut drzemki i wracała do pisania na 8 godzin.

Książki o Smoleńsku Torańska nie skończyła, ale kiedy zmarła, kilkoro jej znajomych mówiło w mediach, że książka i tak się ukaże.

Nie chciałem zaglądać jej przez ramię, bo widziałem, że pracuje jej się coraz ciężej – opowiada mąż. – Wiem jedynie, że na pewno szczegółowo opisała, jak to mówiła, „dzień zero”, czyli dzień katastrofy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną