Kraj

Klasa dla siebie

Posłanka Pawłowicz o posłance Grodzkiej

Jest gorzej niż się Państwu zdaje. Po sejmowym wystąpieniu w debacie o związkach partnerskich wydawać się mogło, że posłanka Krystyna Pawłowicz z PiS osiągnęła szczyt prymitywizmu i pogardy, rzucając w twarz zgromadzonym na galerii młodym gejom i lesbijkom, że są jałowi, społecznie zbędni i rażą jej poczucie estetyki.

Otóż wygląda na to, że posłanka nieco swój temperament hamowała. Na co naprawdę ją stać, pokazuje spotkanie w Mińsku Mazowieckim, z którego nagranie wyciekło właśnie do Sieci. Pawłowicz opowiada tam, jak w studio spotkała się z Anną Grodzką i jak trudno jej się było powstrzymać od używania formy „proszę pana”. „Bo jak ktoś ma twarz boksera, to jak mam ‘proszę pani’ mówić” – tłumaczyła pokładającej się ze śmiechu publiczności. Samej Grodzkiej miała wyjaśnić, że „to nie tak, że jak się człowiek hormonów nażre i se trochę operacji zrobi, to się stanie kobietą” (wymowa oryginalna).

Przekupa, maglara - te słowa pierwsze przychodzą do głowy, ale są krzywdzące. Pani, która sprzedaje mi warzywa na bazarku, czy pani prowadząca magiel to kulturalne, sympatyczne kobiety, którym nie przyszło by do głowy zachować się w ten sposób. Trudno szukać porównań. Posłanka Pawłowicz jest klasą sama dla siebie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mama transpłciowego dziecka: Mój syn czuje, że w Polsce jest nikim

Nie czarujmy się, że Polki i Polacy na pstryknięcie palcami zrozumieją, co to znaczy transpłciowość. Ale Pawłowicz i Kaczyński paradoksalnie przyczyniają się do edukacji społeczeństwa – mówi Ewelina Słowińska, mama Saszy, aktywistka fundacji Trans-Fuzja.

Mateusz Witczak
12.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną