Kraj

Kryśka rządzi

Odwieczny kłopot PiS z prof. Krystyną Pawłowicz

Krystyna Pawłowicz jest PiStoletem prezesa, żartuje się w Sejmie. Krystyna Pawłowicz jest PiStoletem prezesa, żartuje się w Sejmie. Stanisław Kowalczuk / EAST NEWS
Jej największe autorytety życiowe to rodzice, po rodzicach Jarosław Kaczyński.
Krystyna Pawłowicz została posłanką z ramienia PiS w październiku 2011 r. – zdobyła 20 681 głosów.Jarosław Sender/BEW Krystyna Pawłowicz została posłanką z ramienia PiS w październiku 2011 r. – zdobyła 20 681 głosów.
Krystyno, idź do klasztoru – radziła prof. Pawłowicz dawna koleżanka – Monika Płatek.Przemysław Piątkowski/PAP Krystyno, idź do klasztoru – radziła prof. Pawłowicz dawna koleżanka – Monika Płatek.

Artykuł w wersji audio

Tekst został opublikowany w POLITYCE 5 lutego 2013 roku.

***

– Krysia nie należy do PiS – mówi znajoma posłanki. – Ale w prezesa jest wpatrzona.

Przyznaje to sama Pawłowicz w „Super Expressie”: jej największe autorytety życiowe to rodzice, po rodzicach Jarosław Kaczyński. Jest PiStoletem prezesa, żartuje się w Sejmie.

Z Wojcieszowa

W kwietniu Krystyna Pawłowicz skończy 65 lat. Urodziła się w Wojcieszowie, który był wtedy poniemiecką wsią, zasiedlaną przez polskich repatriantów.

W wieku 14 lat – jak lubi podkreślać Krystyna Pawłowicz – była jedną z najlepszych sprinterek w Polsce. Jednak rodzice – dobra, patriotyczna rodzina z Kresów – chcieli, żeby została prawnikiem. W 1973 r., kiedy Wojcieszów dostał prawa miejskie, Krystyna była już na studiach w Warszawie.

Z Warszawy

Monika Płatek, prawniczka, wykładowczyni uniwersytecka, feministka, pamięta, jak pod koniec lat 70. przygotowywały się z Krystyną do aplikacji sędziowskiej. Przez dwa lata były bliskimi koleżankami. – Krystyna była zupełnie obojętna w sprawach wiary – mówi Monika Płatek. – Jej poglądy były zbliżone raczej do socjaldemokracji. Miała poczucie humoru, szybkie riposty, ale nie zjadliwe, nie przekreślające ludzi.

Inteligentna, towarzyska wspominają znajomi z tamtego okresu – bez cienia nieśmiałości, sprawiała wrażenie, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania.

W drugiej połowie lat 70. Krystyna Pawłowicz była już pracownikiem naukowym Instytutu Nauk Administracyjno-Prawnych na Uniwersytecie Warszawskim. W 1979 r. zrobiła doktorat, ale habilitowała się dopiero ponad ćwierć wieku później, w 2005 r. jej rozprawa habilitacyjna nosiła tytuł „Przedsiębiorca wobec Najwyższej Izby Kontroli. Studium publicznopoznawcze”.

Do 1986 r. była przedstawicielką młodszych pracowników naukowych w Radzie Wydziału Prawa. Pracowała też w Instytucie Państwa i Prawa Polskiej Akademii Nauk. Pamiętają ją znajomi jako „długonocną” dyskutantkę o sytuacji politycznej w stanie jaruzelskim.

I jeszcze jedno: Krystyna Pawłowicz – wspominają koledzy – była bardzo atrakcyjną kobietą. – Nosiła długie włosy spięte w koński ogon, miała piękny uśmiech – mówi znajomy z tamtych czasów. – Zakochała się w jednym z opozycjonistów, ale nic z tego nie wyszło.

Nigdy nie wyszła za mąż, nie ma dzieci. W styczniu 2013 r., gdy mówiła w Sejmie o jałowości związków partnerskich, z których nie rodzą się dzieci, złośliwcy na Facebooku rozpoczęli poszukiwania męża dla poseł Pawłowicz. „Karmiąca się hecą gawiedź” – podsumował akcję prawicowy publicysta.

Z Uniwerku

Byli studenci z UW wspominają ją z sympatią. – Świetna wykładowczyni, z nerwem – mówi jeden z nich. – Szczera do bólu. Taki typ przedwojennego belfra, ale w dobrym rozumieniu. Jej zależało na tym, żeby studenci myśleli samodzielnie.

Na UW profesor nadzwyczajny Krystyna Pawłowicz pracowała do 2011 r. – odeszła za porozumieniem stron, ale w środowisku naukowym Wydziału Prawa pamięta się jej żale, jakie po odejściu wylewała na Hannę Gronkiewicz-Waltz. Prezydent stolicy była szefową Krystyny Pawłowicz w zakładzie prawa gospodarczego – panie się nie lubiły, także politycznie. Prof. Pawłowicz narzekała, że Gronkiewicz-Waltz pozbawia ją kontaktu ze studentami, zmniejsza liczbę zajęć.

Odeszła z UW po 36 latach pracy, jeszcze przed wyborami do Sejmu – do 2012 r. wykładała na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale jak stwierdziła nie mogła pogodzić tych obowiązków z polityczną karierą. Teraz, już posłanka, wykłada w Ostrołęce – w Wyższej Szkole Administracji Państwowej.

– Na wykładach rządziła – mówią byli studenci z UW. Była kłótliwa i nieustępliwa. Żartowali, że „Kryśka rules”.

Z telewizji

Od kilku miesięcy Krystyna Pawłowicz rządzi również w telewizjach i radiostacjach. Gwarantuje szoł – mówią dziennikarze TVN. Skrzynki mailowe im się zapychają po każdym wystąpieniu posłanki. Widzowie proszą zarówno o to, aby Pawłowicz więcej do studia nie zapraszać, jak też by zapraszać. Do dziennikarza w porannym programie zwraca się per „słuchaj, studencie” i nie pozwala dojść do głosu. W programie, w którym występuje z feministkami, mówi do rozmówczyni: „teraz ty coś na mnie nadaj i będzie OK”.

Przez trzy lata – do 2011 r. – posłanka zasiadała w radzie nadzorczej TVP. Czuje media i wie, jak się nimi posługiwać. Ale gdy w ostatni weekend stycznia 2013 r. na spotkaniu czytelników „Gazety Polskiej” w Mińsku Mazowieckim ze swadą opowiadała, że nic nie może poradzić na to, że posłankę Annę Grodzką z Ruchu Palikota uważa za mężczyznę o twarzy boksera, niechcący ściągnęła uwagę mediów na siebie samą.

Z namiotu

Prof. Krystyna Pawłowicz od kilku już lat była – jak mówią politycy – w orbicie PiS.

W 2007 r., z rekomendacji partii Jarosława Kaczyńskiego, weszła w skład Trybunału Stanu, funkcję pełniła do 2011 r. Kojarzona z drugich rzędów politycznych, z twarzą jeszcze nieznaną opinii publicznej, latem 2010 r. wystąpiła z godzinnym wykładem w namiocie stowarzyszenia Solidarni 2010 pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Zaczęła od podziękowań, że jest w tym kultowym – jak powiedziała – miejscu. Przekonywała przypadkowych słuchaczy, że Unia Europejska nie jest dobra dla Polski – jest ekonomicznym hegemonem, wykorzystuje Polskę gospodarczo.

– To wtedy publicznie zadeklarowała się politycznie – mówi znajoma posłanki.

Rok później Krystyna Pawłowicz była już w ogniu kampanii wyborczej do Sejmu. PiS umieścił ją na liście siedlecko-ostrołęckiej z numerem jeden (zastąpiła na tym miejscu Elżbietę Jakubiak). Do kandydowania namówił ją prezes Jarosław Kaczyński.

– Na spotkaniach wyborczych miała świetny kontakt z publicznością – wspominają organizatorzy kampanii. – Prezentowała się swojsko. Mówiła, że media liberalne zamiast słuchać, co prezes Kaczyński ma do powiedzenia, zajmują się ośmieszaniem go. W pewnej chwili na pytanie starszego człowieka z sali odpowiedziała: jakby Jan Paweł II ożył i tu stanął, też nie dałby panu większej emerytury. Rzuciła nawet pomysł, aby przeprowadzać wybory na dziennikarzy.

Została posłanką z ramienia PiS w październiku 2011 r. – zdobyła 20 681 głosów. W zeznaniu majątkowym wpisała mieszkanie o powierzchni 36 m kw. i tajemnicze „metale przemysłowe (w depozycie) o wartości na 31 grudnia 2011 r. 160 tys. zł”.

Z genderu

Po wypowiedziach posłanki Pawłowicz o posłance Grodzkiej, a także np. o śmierci małej Madzi z Sosnowca, za którą winę przypisuje feministkom, trwa medialne ożywienie. Z kuluarów sejmowych wiadomo, że nawet niektórzy posłowie PiS są zniesmaczeni szarżami koleżanki. Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, mówił w radiowej Trójce, że dzwonił do Krystyny Pawłowicz prosić, aby nie dawała się prowokować.

Na słowa dawnej koleżanki zareagowała Monika Płatek. W felietonie przypomniała Krystynie, że ucząc się do aplikacji sędziowskiej, podziwiały Marię Skłodowską-Curie, podziwiały feministki, które wywalczyły kobietom prawo do nauki na uniwersytetach. Krystyno, idź do klasztoru – radziła prof. Płatek.

Zareagowały środowiska ludzi nauki – powstał list otwarty, w nim m.in.: „(Krystyna Pawłowicz) swoim akademickim statusem wspiera kłamstwa na temat osób homoseksualnych i transpłciowych”. A także: „Homofobia i transfobia to współczesna wersja przedwojennego polskiego antysemityzmu”.

– Po półgodzinie mieliśmy pod listem 40 podpisów – mówi dr Jacek Kochanowski, socjolog i filozof z UW, zajmujący się socjologią genderową, inicjator listu. – Chodziło nam o to, aby dać sygnał, że środowisko naukowe nie akceptuje takich zachowań, jak prezentowane przez prof. Pawłowicz.

Zareagowała Ewa Hołuszko – fizyczka, była wykładowczyni uniwersytecka, badaczka mniejszości narodowych, działaczka opozycyjnej Solidarności – która 13 lat temu, jak Grodzka, przeszła zmianę płci i już jako kobieta, w 2006 r., została przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

– Wspieramy się z Anką Grodzką, choć politycznie się różnimy, ja mam przekonania prawicowe – mówi Ewa Hołuszko. – Należałoby zapytać panią prof. Pawłowicz, które prawo reprezentuje: obowiązujące czy wyznaniowe? Bałabym się, gdyby pani poseł Pawłowicz jako członek Trybunału Stanu reprezentowała prawo wyznaniowe – to przypominałoby świętą inkwizycję. Z drugiej strony, obie jesteśmy członkiniami społeczności chrześcijańskich. Chrześcijanin nie powinien mówić o bliźnim tak jak pani Pawłowicz o pani Grodzkiej – tak nie mówi się nawet, gdy bliźni się myli.

Zareagowali prawicowi publicyści: według nich trwa nagonka na Krystynę Pawłowicz, napadają na nią genderowo-feministyczni lewacy, bojący się wolności słowa.

Z Solidarności

Politycznie Krystyna Pawłowicz ma rodowód solidarnościowy – na swojej stronie internetowej podaje, że brała udział w obradach Okrągłego Stołu po stronie opozycji. Pracowała w biurze prasowym premiera Jana Olszewskiego, współtworzyła ustawę o zgromadzeniach na początku lat 90.

Była przy Okrągłym Stole, w grupie roboczej do spraw stowarzyszeń. W wydanej w 1989 r. przez Komitet Obywatelski przy przewodniczącym NSZZ Solidarność książce „Okrągły Stół. Kto jest kim” pod zdjęciem pięknej kobiety krótki biogram: m.in. od 1980 do 1981 r. była członkiem komisji zakładowej Solidarności na Wydziale Prawa i Administracji UW. I kilka wrażeń z obrad OS od samej Krystyny Pawłowicz: „(…) Nie widać było woli porozumienia. Przykre też było poczucie manipulacyjnego nawet charakteru wielu obrad. Uczucie, że i tak decyzje zapadają gdzie indziej, a nie w dyskutujących zespołach”.

Pawłowicz znalazła się w 2011 r. na wyborczej liście PiS w ramach mocno nagłaśnianej akcji pozyskiwania ekspertów i profesury, otwierania się Kaczyńskiego na nowe środowiska. Ich obecność w Sejmie miała podnieść poziom debat, uczynić je bardziej merytorycznymi i kulturalnymi. Eksperyment udał się, jak widać, częściowo. Problem z Pawłowicz polega na tym, że bardzo szybko poczuła się bardzo pewnym siebie politykiem. I może nie zdaje sobie sprawy, że nadal „decyzje zapadają gdzie indziej”.

PS Krystyna Pawłowicz odmówiła rozmowy z dziennikarzem POLITYKI.

Polityka 06.2013 (2894) z dnia 05.02.2013; Polityka; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Kryśka rządzi"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

To nie są czasy dla wrażliwców

Badania osób wysoce wrażliwych wykazały, że nie tylko silnie reagują one na stosunkowo słabe bodźce zmysłowe, emocjonalne czy społeczne, lecz także szczegółowo, głęboko przetwarzają związane z nimi informacje.

Anna Tylikowska
22.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną