Kraj

Drogówka i „Drogówka”

Rozmowa z Jackiem Zalewskim, b. szefem stołecznej drogówki o "Drogówce"

Jacek Zalewski z wykształcenia jest pilotem. Pracę w policji zaczął w 1991 r. w stołecznej drogówce. Jacek Zalewski z wykształcenia jest pilotem. Pracę w policji zaczął w 1991 r. w stołecznej drogówce. Tadeusz Późniak / Polityka
O realnej fikcji filmu Wojciecha Smarzowskiego - mówi Jacek Zalewski.
Kadr z filmu „Drogówka”.Krzysztof Wiktor/Next Film/materiały prasowe Kadr z filmu „Drogówka”.

Juliusz Ćwieluch: – Czy zna pan Wojciecha Smarzowskiego, ksywa Smarzol?
Jacek Zalewski: – Nie miałem przyjemności.

Trudno powiedzieć, czy to przyjemność. Widział pan jego ostatni film „Drogówka”?
Pół godziny temu skończyłem go oglądać, bo zostałem przez pana na to namówiony.

No dobra. Skoro wyszło, że tworzymy zorganizowaną grupę, to kończę przesłuchanie i porozmawiajmy, jak to mówią policjanci z drogówki, po ludzku. Czy to prawda, że gdyby szukać w filmie analogii do rzeczywistości, to pan byłby postacią nazwaną w filmie Walczak? Służbista, który przychodzi czyścić wydział.
Rzeczywiście, w lutym 2003 r. wróciłem do stołecznej drogówki, w której wcześniej pracowałem, z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Miałem jako zastępca naczelnika wydziału do spraw liniowych świeżym spojrzeniem, po kilkuletniej przerwie, wspomóc ten wydział i jego przełożonych. Wydział liczył ponad 500 osób. Większość z nich pracowała w linii. Gdy wróciłem po przerwie, większość z nich nadal tam pracowała.

Jak w każdym zawodzie, oprócz wielu oddanych sprawie ludzi trafiali się i tacy, którzy nie zrozumieli, po co przyszli. Inni mieli pecha, bo rozpoczynając tę pracę dostali złych nauczycieli, a trudno jest później zmieniać nawyki.

Wóda, imprezy na komisariacie, a rano za ciasny berecik i celebrowanie sikania w obskurnej łazience?
To może zacznę od wyglądu łazienki. Pomieszczenia wydziału ruchu drogowego na Waliców i pomieszczenia na Karolkowej, na Jagiellońskiej były zmodernizowane, wyremontowane i myślę, że nie mamy się czego wstydzić, jeżeli chodzi o wygląd łazienek, pryszniców, szatni. Czy się piło na komendzie? 15, 10 lat temu – tak. Teraz zostały już tylko opowieści, jak to bywało. Czy byli wśród policjantów alkoholicy? Tak. Byli tacy, których się udało z tego wyciągnąć, ale byli tacy, którym się nie udało. To jest naprawdę duża tragedia i samego policjanta, i jego najbliższych. To trzeba też zrozumieć, trzeba dotknąć, zobaczyć, żeby wiedzieć, z czym mamy do czynienia. Ciasny berecik rano? Nie ma szans. Proszę pamiętać, że mówimy o instytucji, w której przełożony ma pod ręką zawsze wiele alkomatów. I jeśli jego policjant zostanie złapany po pijaku na służbie, to i on ma ogromne kłopoty. Dla własnego bezpieczeństwa nie puści takiego funkcjonariusza na ulicę. Jeśli ktoś pije, to poza służbą i komendą.

Coś jeszcze panu nie grało?
Może to drobnostka, ale dla mnie bardzo ważna. Jest w filmie scena, gdy trumna policjanta zjeżdża do grobu, a na niej leży biała czapka. Tak naprawdę czapkę przed złożeniem ciała do grobu oddaje się rodzinie. Jestem dumny, że nosiłem białą czapkę. Myślę, że rodziny tych policjantów również.

Na wielu takich pogrzebach pan był?
Na zbyt wielu. Pierwszy pogrzeb mojego policjanta, który zginął na służbie, miałem dosyć szybko. 1 lutego 2004 r. zostałem naczelnikiem, a 24 kwietnia zginął pierwszy mój policjant. Został rozjechany przez kierowcę pędzącego pasem do skrętu w prawo, który próbował ominąć stojące na dwóch pasach ruchu samochody. Za późno zauważył, że akurat w tym miejscu policjant dokonuje kontroli, nacisnął na pedał hamulca, postawiło go bokiem i uderzył tego policjanta. Policjant zginął na miejscu. Zginął zresztą także kierowca. Byłem przy wielu wypadkach śmiertelnych, niejeden wypadek śmiertelny widziałem, natomiast ten odcisnął na mnie największe piętno psychiczne. Długo nie mogłem się pozbierać.

Przez kolejne pół roku w Warszawie była cicha akcja zero tolerancji. Mandaty sypały się jak z worka. Skończyła się pobłażliwość dla przekraczających prędkość, jeżdżących po pijanemu.
Sam przekonywałem podwładnych do takiego działania. 2004 r. rzeczywiście nie był dla nas szczęśliwy. W tym samym zginął mi jeszcze policjant, który jechał na służbę. Został rozjechany przez pijanych ludzi wracających z zabawy. Innego policjanta wracającego po służbie motocyklem potrącił kierowca samochodu osobowego. Wegetował przez blisko półtora roku i zmarł. W tym samym roku inny policjant postrzelił się śmiertelnie...

A dlaczego policjanci popełniają samobójstwa?
Stres, to jest głównie stres. Wydaje mi się, że mimo wszystko z fabuły filmu Smarzowskiego również to wynika, że pracuje się w dużym stresie. Stąd jest odreagowywanie, niestety również przez alkohol. Policjanci mają co prawda możliwość porozmawiania z psychologiem, ale rzadko po to sięgają. Etos nie pozwala.

No to przechodzimy do meritum. Korupcja w drogówce.
Nie przypominam sobie, żeby ktoś mi proponował łapówkę. Ale też nigdy w czasie zatrzymania nie otwierałem pola negocjacyjnego. Krótko i konkretnie informowałem, jakie zostało popełnione wykroczenie oraz jakie są za to konsekwencje. Nie będę udawał, że nie słyszałem o korupcji, łapówkach. Ale jak ktoś mi mówi, że policjanci biorą łapówki, to zadaję pytanie, o czym właściwie mówimy? O korupcji w drogówce czy w społeczeństwie? Kiedy w 1994 r. pracowałem w dawnym Biurze Ruchu Drogowego, chodziliśmy do Radia Kierowców. Akurat byłem w studiu z Waldkiem Wierzbickim, który później został naczelnikiem wydziału ruchu drogowego w Komendzie Stołecznej, i dostał takie pytanie od słuchacza: Co zrobić, żeby policjanci przestali brać te łapówki? No i on mówi: Bardzo prosty sposób, jednym zdaniem. Kierowcy, apeluję do was, przestańcie dawać łapówki policjantom. Problem będzie rozwiązany.

 

Czyli jednak z czymś się pan zgadza ze Smarzowskim. Korupcja wpisana jest w nasze społeczne DNA.
To pytanie do socjologa albo psychologa. Ale dorosła część naszego społeczeństwa wyrosła w poprzednim ustroju. Ustroju, w którym wykształcił się mechanizm, że aby cokolwiek załatwić, trzeba coś komuś dać. Nawet po jakikolwiek kwitek w urzędzie szło się z czekoladą. Problem korupcji w milicji nie był wtedy największy. Afery wybuchały przy okazji spraw związanych z budownictwem, talonem na samochód. Gdzieś to pewnie jeszcze tkwi w części Polaków.

Podobnie zresztą jest z kwestią przestrzegania przepisów ruchu drogowego. Przecież przez lata tamtego systemu mówiło się, że przepisy są po to, żeby je łamać, bo naruszanie przepisów było takim sprzeciwem wobec tej władzy, która była zła. I potrzebujemy pewnie jeszcze pokolenia albo dwóch, żeby to zmienić. Tak się składa, że jeden i drugi problem skupia się w drogówce – ale to nie jest tak, że policjanci z drogówki to banda łapowników. Nie można nas oceniać przez pryzmat kilku czarnych owiec.

A wie pan, co robi wicelaureat konkursu na Świętokrzyskiego Policjanta Ruchu Drogowego 2009 r.?
Nie wiem.

Jak ostatnim razem o nim czytałem, miał 217 zarzutów.
Patologie zdarzają się wszędzie. Istotne jest to, żeby działały właściwe służby. Po to zostało powołane do funkcjonowania Biuro Spraw Wewnętrznych, żeby walczyć z wszelkimi patologiami, i to się dzieje. Widać działają sprawnie, bo takie sprawy wyłapują.

Podobała się panu „Drogówka” czy nie?
Generalnie lubię filmy sensacyjne, bo „Drogówka” z pewnością nie jest dokumentem. To film oparty na scenariuszu, w którym równie dobrze moglibyśmy obsadzić dziennikarzy czy jakąś inną grupę zawodową. Żarty z szatni raczej realistyczne. Słownictwo momentami również. Ale generalnie mówimy o fikcji.

A afera z zakupem samochodów pseudoterenowych Aro, która pojawia się w tle filmu? W 2004 r. policja kupuje 105 samochodów, z których u stu stwierdzono usterki. Według relacji prasowych w części oficjalnie odebranych maszyn nie zdążono nawet zamontować silników.
Nie znam szczegółów i nie chcę się na ten temat wypowiadać, ponieważ cały czas prowadzone jest śledztwo przez prokuraturę, bodajże w Białymstoku. Szkoda tylko, że śledztwo trwa już tyle lat i nie widać jego końca. Zmartwiłbym się, gdyby się okazało, że tyle pieniędzy podatników poszło na prowadzenie śledztwa, które zakończy się jego umorzeniem.

Ile samochodów Aro jeszcze jeździ po polskich drogach?
Nie wiem.

Najprawdopodobniej żaden, dlatego że fabryka powstała tylko po to, żeby sprzedać te samochody policji i zwinęła się. Nic więcej nie sprzedała.
Jak powiedziałem, niedługo będziemy mieli 10 rocznicę tej sprawy. Sprawy, w której jedna osoba zmarła, bo nie wytrzymała presji. Inna popełniła samobójstwo. Ale skoro były takie niezbite dowody, w czasie kiedy aresztowano ludzi, kiedy ich zatrzymywano, to czemu ta sprawa jeszcze się nie zakończyła?

Dobre pytanie. Ile drogówek rozwiązano w Polsce za czasów pana pracy w policji?
Nie przypominam sobie przypadku rozwiązania całego wydziału.

A Gdańsk?
To było przeformowanie struktur.

Busko-Zdrój. Ośmiu policjantów z zarzutami, czyli cały skład drogówki. Do Buska trzeba było oddelegować w trybie pilnym policjantów z Kielc, bo w ciągu tygodnia zarzuty dostał cały wydział.
Przypominam sobie, to był 2010 r. Nie pracowałem już w drogówce. Ponownie wróciłem do MSWiA. To świadczy tylko o tym, że struktury wewnętrzne działają sprawnie. Policja sama się oczyściła.

 

O ile pamiętam, z dużą pomocą czynnika społecznego. Niektórych niczego nie nauczyła nawet afera guzikowa. Kilka lat temu w całej Polsce działała szajka szantażystów, którzy dawali się łapać policjantom. Namawiali ich na przyjęcie łapówki, a wszystko nagrywali kamerą ukrytą w guziku. Później szantażowali tych policjantów. Wyciągali od nich po 10–15 tys. zł.
Dziwię się tym policjantom, którzy decydują się na łapówki, chociażby dlatego, że w dzisiejszych czasach w bardzo łatwy sposób można udokumentować również korupcję. Każdy ma telefon komórkowy, można kupić przeróżne gadżety z ukrytymi kamerami. Dziwię się, że ludzie potrafią jeszcze w to brnąć.

Szef działającej w szczecińskiej drogówce ponad 30-osobowej grupy korupcyjnej w czasie procesu powiedział: „rybacy mają ryby, górnicy deputat węglowy, my policjanci też musimy sobie pomóc”.
Łapówkarstwo nie do końca jest zależne tylko i wyłącznie od sytuacji materialnej. Aczkolwiek jest bardzo mocno związane z tą sytuacją. Natomiast myślę, że wiele osób, bez względu na to, ile będzie zarabiało – mając to gdzieś w charakterze, będzie próbowało nadal w sposób nieuczciwy te środki zdobywać.

Ile powinien zarabiać policjant?
Powinno to być tyle, żeby mógł wziąć kredyt na mieszkanie. Mieć kredyt na dobrej klasy samochód, który będzie mógł co trzy, cztery lata wymieniać na kolejny. Na to, żeby minimum raz do roku z rodziną wyjechać na wczasy. Chodzi o to, żeby nie był dziadem, żeby mógł przyzwoicie żyć.

Jeden z pana kolegów opowiadał mi, że zorientował się kiedyś, że połowa jego wydziału ustawia się w kolejkę po zapomogę już koło 20 każdego miesiąca.
I to pokazuje patologię, jaką mamy jeszcze w wielu obszarach pracy w służbach mundurowych w naszym kraju. Odkąd pamiętam, budżet policji jest niedoszacowany. Po to, żeby wystarczyło chociażby na paliwo czy na papier do drukarki, potrzebne są środki. Jeżeli nie są one zapewnione w budżecie, który jest przyjmowany przez rząd i uchwalany przez parlament, to trzeba je znaleźć w inny sposób. Znajduje się je właśnie poprzez wakaty, które się sztucznie utrzymuje. Zapisujemy, że w policji będzie pracowało 102 tys. policjantów. Ale zatrudnienie utrzymujemy na poziomie 98 tys. A zaoszczędzone środki idą na utrzymanie komisariatów, bo inaczej pieniądze skończyłyby się w okolicy października.

Może więc nie ma się co dziwić, że zwykły policjant funkcjonujący w takich realiach traci chęć do uczciwości?
Bez komentarza.

Podoba się panu pomysł, żeby to policjanci nagrywali swoich rozmówców?
Miałem taką sytuację, kiedy policjant własnym dyktafonem nagrał rozmowę, z osobą, która próbowała go skorumpować, i później uznano, że nie miał prawa tego zrobić. Znam przypadki z własnego podwórka, gdzie policjanci przez kilka lat musieli walczyć o swoją niewinność, byli zawieszeni w czynnościach, kosztowało ich to bardzo dużo zdrowia, również psychicznego, a po kilku latach sąd ich uniewinniał. Pomówienie, zemsta, takie motywy też kierują ludźmi.

Pomysł, żeby w każdym radiowozie zamontować kamery i rejestratory głosów, tak jak w samochodach do egzaminów na prawo jazdy, pojawił się już 15 lat temu. Ale podobno politycy go nie forsowali, bo mogłoby to uderzyć i w nich.
Nie słyszałem o tym, żeby politycy blokowali ten pomysł. Sprawa rozbijała się o pieniądze. Ale kiedy dostaliśmy środki z dodatkowych funduszy, to sam osobiście walczyłem o to, żeby kupić pierwsze wideorejestratory z systemem rejestracji rozmowy. I takie samochody są już używane przez polską policję. Takie urządzenia służą przede wszystkim dobru policjantów. Pozwalają też trochę ostudzić tych bardziej krewkich zatrzymanych.

Zdarzało się panu usłyszeć przykre słowa pod swoim adresem?
To się ciągle zdarza. Zwłaszcza w Warszawie, bo w stolicy wielu ludziom wydaje się, że są najważniejsi na świecie. W filmie jest taka scena, kiedy na policjantów naskakuje zatrzymany kierowca i atakuje ich za nieżyciowe przepisy, a oni starają się spokojnie mu wytłumaczyć, że to nie oni stanowią prawo czy ustawiają znaki drogowe.

A to prawda, co mówią bohaterowie filmu, że jeśli podczas wypadku ofierze spadnie but, to znaczy, że nie ma ona szans na przeżycie?
Obserwowaliśmy taką prawidłowość, zwłaszcza w przypadku potrąceń pieszych.

No i wychodzi na to, że ta filmowa fikcja jest właściwie mało fikcyjna.
Jest realna.

 

 

Inspektor Jacek Zalewski. Z wykształcenia jest pilotem. Ukończył również studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Pracę w policji zaczął w 1991 r. w stołecznej drogówce. W 1994 r. trafił do kierowanego przez Marka Papałę Biura Ruchu Drogowego. Cztery lata później, po rozwiązaniu biura, przeszedł do departamentu nadzoru i kontroli w MSWiA. Na początku 2003 r. wrócił do stołecznej drogówki. Najpierw jako zastępca naczelnika. A później sam został naczelnikiem. W maju 2008 r. został pierwszym szefem reaktywowanego Biura Ruchu Drogowego. Na początku 2009 r. gen. Adam Rapacki ściągnął go do MSWiA na stanowisko dyrektora departamentu analiz i nadzoru. Od tygodnia policyjny emeryt.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak być empatycznym i jednocześnie pozostać szefem

Dlaczego dobry szef powinien być inteligentny emocjonalnie.

Katarzyna Czarnecka
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną