Kraj

Instytut jednej myśli

Instytut Myśli Państwowej, czyli następcy Jarosława Kaczyńskiego

Od lewej: Michał Kamiński, Roman Giertych, Stefan Niesiołowski, Kazimierz Marcinkiewicz, Jacek Żalek. Od lewej: Michał Kamiński, Roman Giertych, Stefan Niesiołowski, Kazimierz Marcinkiewicz, Jacek Żalek. EAST NEWS
Cierpliwie czekać – to strategia Kamińskiego i Giertycha, twórców Instytutu Myśli Państwowej. Mają tyle lat, ile Kaczyński w 1989 r., i wierzą, że ich czas nadejdzie, gdy w PiS zabraknie prezesa, a PO skręci w lewo.
Instytut Myśli Państwowej to lokata długoterminowa lub, jak kto woli, polityczny czyściec.Adam Chełstowski/Forum Instytut Myśli Państwowej to lokata długoterminowa lub, jak kto woli, polityczny czyściec.

Artykuł w wersji audio

Założyciele Instytutu z zainteresowaniem śledzą rozprawę Donalda Tuska z platformerskimi konserwatystami, którym pogroził wyrzuceniem z partii, jeśli nie będą głosowali zgodnie z partyjną linią w sprawach światopoglądowych.

Tusk, łamiąc ich, zachowuje się jak Kaczyński. Robi przy tym strategiczny błąd. Optując za związkami partnerskimi, przejmuje język „Gazety Wyborczej”, a jest to język mniejszości. Była już partia, która realizowała linię „Gazety”, nazywała się Unia Demokratyczna, i od dawna jej nie ma – przekonuje polityk z Instytutu.

Słabnięcie prawej flanki PO to pierwsze źródło nadziei instytutowców. Drugie to odejście z czynnej polityki Jarosława Kaczyńskiego, które, jak się spodziewają, zaowocuje wstrząsami w PiS. Między Platformą a PiS zrobiłoby się trochę miejsca, którego nie było, gdy powstawał choćby odprysk z tej partii – PJN.

Instytutowcy zapewniają, że są przygotowani na długi marsz. – Nie tworzymy partii, nie będziemy też przybudówką Platformy, ale za parę lat nasze środowisko może włączyć się w nowy projekt – opowiada rozmówca POLITYKI.

Politycy poranieni

Instytut Myśli Państwowej to lokata długoterminowa lub, jak kto woli, polityczny czyściec. Nieustanne występy Romana Giertycha, Michała Kamińskiego i Kazimierza Marcinkiewicza w mediach, a nawet ich przyjazne relacje z Bronisławem Komorowskim i Radosławem Sikorskim, nie mogą przysłonić faktu, że są to politycy poranieni, z piętnem przegranej i wciąż fatalnym wizerunkiem.

Marcinkiewicz – bywalec tabloidów, słynny z porzucenia rodziny, romansu i małżeństwa z młodszą o 21 lat Izabelą.

Giertych – wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, promotor wszechpolaków, przywódca antyunijnej LPR.

Kamiński – spindoktor PiS, współpracownik Kaczyńskiego, potem współtwórca kanapowego PJN, teraz polityczny singiel.

W Instytucie jest też kilku parlamentarzystów Platformy, ale nie mają tam wiele do powiedzenia: posłowie Stefan Niesiołowski i Jacek Żalek oraz senator Jan Filip Libicki. Seniorem Instytutu jest 83-letni twórca KPN Leszek Moczulski.

Są i postaci, które kojarzą tylko najwytrwalsi koneserzy polskiej polityki: wykluczony z PiS poseł niezrzeszony Jarosław Jagiełło; były poseł PO, a dziś nowojorski przedsiębiorca Zbigniew Chrzanowski (jeden z portali z rozpędu pomylił go z Wiesławem) czy krakowski radny PO i wiceminister budownictwa za rządów PiS Wojciech Bosak.

 

W sumie 13 osób, które w połowie lutego powołały Instytut, by, jak mówią, rozmawiać o sprawach najważniejszych. Imponująca jest lista partii, w których szukali dla siebie miejsca: PO, PiS, LPR, ROP, ZChN, Polska Plus, PJN, KPN, SLCh, Przymierze Prawicy, SKL… Sam Żalek (lat 40), zanim przeszedł do PO, zdążył reprezentować AWS, LPR, Koalicję Konserwatywną, SKL, Przymierze Prawicy, UPR i PiS.

A ponieważ partie te ze sobą nieraz wojowały, łatwo znaleźć smakowite cytaty, którymi częstowali się dzisiejsi towarzysze. „Pan Roman Giertych jest politycznym trupem, a ja w prosektorium nie pracuję” – mówił o byłym liderze LPR Stefan Niesiołowski. Chwalił AWS za to, że wyrzuciła na margines polityki Moczulskiego, a Kamińskiego podsumował: „inteligentny, ale cyniczny, nastawiony na robienie kariery”. Kamiński z kolei Niesiołowskiego uznał za „dziobaka polskiej sceny politycznej” itd.

Jak to się stało, że teraz są razem? Na początku był pogrzeb. 7 maja 2012 r. odbyło się uroczyste pożegnanie Wiesława Chrzanowskiego, nestora prawicy, założyciela ZChN.

Można powiedzieć, że to wydarzenie było katalizatorem. Wiele środowisk życzliwie wtedy na siebie spojrzało – mówi POLITYCE Giertych. To on – wraz z Kamińskim, z którym przyjaźni się także prywatnie – jest spiritus movens przedsięwzięcia; mailowy adres kancelarii adwokackiej Giertycha widnieje na profilu Instytutu na Facebooku. Instytut nie ma jeszcze siedziby, istnieje tylko w Internecie.

Potem były miesiące rozmów, z których zniekształcone echa docierały do dziennikarzy. Politycy PiS mówili o jakichś tajemniczych grillach z udziałem weteranów ZChN, rozważających jakoby powołanie nowej partii.

Przedsięwzięcie udało się jednak zachować w tajemnicy, a Instytut objawił się nie na jakiejś spektakularnej konferencji ani nawet nie przez przeciek do którejś z gazet. Nagle w sobotę 16 lutego pojawił się profil think tanku na Facebooku. Przez pierwszy tydzień polubiła go niezbyt imponująca liczba 175 osób. Profil Instytutu na Twitterze śledzi zaledwie 26 osób. Szału więc nie ma. Jest natomiast zainteresowanie mediów. Skupione na jednym – czy to wstęp do nowej partii? Instytutowcy konsekwentnie mówią: „nie”.

Część z nas wejdzie do polityki, część pewnie z niej wyjdzie. To nie jest podstawowy sens przedsięwzięcia – przekonuje Roman Giertych. – Media zajmują się nieistotnymi sprawami, a ignorują kluczowe. Prezydent Bronisław Komorowski powiedział teraz, że Polska wejdzie do strefy euro, tylko jeśli okaże się to korzystne dla polskiej gospodarki i przeciętnego Kowalskiego. Dziennikarze zlekceważyli te słowa, a przecież one kwestionują dotychczasową strategię Polski w sprawie euro. Instytut powstał po to, żeby o takich ważnych sprawach rozmawiać.

Spacer po omacku

Wśród kluczowych spraw wymieniane są cztery: • kryzys w strefie euro, • polityka prorodzinna, • przyznanie polskiego obywatelstwa osobom urodzonym na byłych Kresach • oraz to, jak powinna zachować się Polska, gdy na znaczeniu w świecie traci Europa, a zyskuje Azja. Na wiosnę Instytut Myśli Państwowej szykuje pierwszą konferencję.

Instytutowcy widzieli w swym gronie polityka PJN Pawła Poncyljusza, ale on wybrał rolę życzliwego obserwatora. – Jeśli będą organizowali ciekawe debaty, to chętnie będziemy w nich uczestniczyli. Na partie idą dziesiątki milionów z budżetu, ale w znikomym stopniu przeznaczane są na think tanki. Debatą publiczną zawiadują słupki sondaży, dobrze zatem, że ktoś chce zmagać się intelektualnie z wyzwaniami – mówi Poncyljusz.

Poncyljusz – dziś zajmujący się klejeniem PJN z PSL – nie wyklucza zresztą, że w bliżej nieokreślonej przyszłości drogi instytutowców i jego się zejdą. – Wyobrażam sobie kiedyś coś w rodzaju AWS: wspólny szyld, ale i autonomia – podkreśla.

Inny polityk prawicy: – Twórców Instytutu łączy w zasadzie tylko niechęć do Jarosława Kaczyńskiego i przekonanie, że dopóki on rządzi w PiS, oni nie mają szans na karierę. Nic nie wiem o wspólnocie poglądów Kazimierza Marcinkiewicza i Romana Giertycha.

Zdaniem rozmówcy POLITYKI strategia instytutowców może się obrócić przeciwko nim: – Skoro twórcy Instytutu tak żarliwie przedstawiają się jako think tank, to będą ze swego dorobku analitycznego rozliczani. A nie widzę ich raczej przy mrówczej pracy programowej, zasłynęli głównie z zainteresowania polityką partyjną.

Sceptyczny jest też socjolog z UJ Jarosław Flis. – Liczą na to, że Tusk weźmie ich na pokład, ale byłbym zdziwiony, gdyby tak się stało, bo mogą przynieść więcej kłopotów niż pożytku – mówi. Przypomina, że politycy z Instytutu są po przejściach, a swe dawne sukcesy zawdzięczają niekoniecznie sobie: – Choćby Kazimierz Marcinkiewicz. Na szczyt wyniósł go zbieg okoliczności, a samodzielnie tylko z niego spadł.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet sami instytutowcy nie bardzo jeszcze wiedzą, co zamierzają. W pierwszym tygodniu istnienia Instytutu Myśli Państwowej Niesiołowski wypowiedział się w kwestii Agnieszki Holland, że „nie dba o Polskę, tylko o córunię lesbijkę”. Kamiński, pytany o tę wypowiedź, odmówił komentarza, „bo Stefan Niesiołowski nie wypowiadał się w imieniu Instytutu, lecz jako polityk PO”.

Nie do końca wiadomo, jak Instytut ustawi się wobec ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, walczącego o pozycję lidera konserwatystów w PO. Dla Giertycha podkreślającego, że ministrem sprawiedliwości powinien być prawnik, Gowin to naturalny konkurent. Instytutowców i Gowina dzieli też stosunek do Kaczyńskiego.

Gowin nie pełni funkcji, jaką powinien pełnić prawoskrzydłowy PO. Nie przyciąga ludzi o prawicowych poglądach. A co gorsza, czyniąc przyjazne gesty wobec Kaczyńskiego, oswaja z nim konserwatywnych wyborców – mówił jeszcze przed powstaniem Instytutu jeden z jego założycieli.

Tyle że sytuacja jest płynna. Pacyfikacja Gowina przez Tuska może zmienić układ sympatii i antypatii; Tusk łatwo może stać się przedmiotem krytyki, a Gowin – dostać wsparcie jako obrońca sumień konserwatystów. Zwłaszcza że w Instytucie jest kojarzony z nim Żalek.

Nie jest jasne, co o Instytucie myśli i jakie plany z nim wiąże Radosław Sikorski, prywatnie zaprzyjaźniony zarówno z Giertychem, jak i Kamińskim. Sikorski ma duże ambicje – ich wyrazem był choćby start w prawyborach prezydenckich w PO – ale znacznie mniejsze zaplecze w PO, choć formalnie jest jej wiceprzewodniczącym.

Inna zagadka to relacje z Bronisławem Komorowskim. Prezydent wykonał kilka gestów ocieplających kontakty z Giertychem i Kamińskim, złożył m.in. z nimi kwiaty pod pomnikiem Romana Dmowskiego 11 listopada 2012 r., narażając się na krytykę ze strony lewicy.

Giertych rewanżuje się Komorowskiemu, choćby wspominając „piękne przemówienie” wygłoszone na pogrzebie Chrzanowskiego. Komplement ten może być wyrazem szczerej sympatii, ale równie dobrze przekonania, że Komorowski będzie trwałym elementem politycznego krajobrazu jeszcze przez siedem lat, a Tusk już niekoniecznie.

Być może Kamiński i Giertych znają odpowiedzi na te pytanie. Ale i niewykluczone, że idą po omacku, kierowani niejasnymi przeczuciami wstrząsów, które zmienią politykę i z jej dna wyniosą ich na szczyt. A na razie czekają, starając się mieć wszystkie pola otwarte. To jest chyba myśl założycielska Instytutu Myśli Państwowej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną