Polska epidemia samotności

Liczba pojedynczych
Do mitu miłości romantycznej bardziej są dziś przywiązani mężczyźni niż kobiety - to oni czekają na księżniczkę.
Grant Faint/Getty Images/FPM

Do mitu miłości romantycznej bardziej są dziś przywiązani mężczyźni niż kobiety - to oni czekają na księżniczkę.

Badacze zjawiska młodzieńczego singlowania odrzucają krzykliwe tezy o egoistycznym i hedonistycznym pokoleniu.
Mirosław Gryń/Polityka

Badacze zjawiska młodzieńczego singlowania odrzucają krzykliwe tezy o egoistycznym i hedonistycznym pokoleniu.

Dr Julita Czernecka zaobserwowała, że do mitu miłości romantycznej bardziej są dziś przywiązani mężczyźni niż kobiety: to oni czekają na księżniczkę, to oni częściej idealny związek traktują jako warunek satysfakcjonującego życia. One raczej męczą się oczekiwaniem swoich rodziców, że ich zdolne, mądre i piękne córki w pakiecie z dyplomem wyższych studiów, angażem w świetnej firmie otrzymają też księcia na białym koniu.

Nie wszystkie otrzymują. Co wynika choćby tylko z demograficznej arytmetyki. W wielkich miastach w młodszych rocznikach stosunek liczbowy kobiet z wykształceniem wyższym do mężczyzn z dyplomem to już 20 do 15. Co czwarta kobieta w pełni sił zawodowych żyje samotnie. I pracuje. Dziko pracuje.

Jak odpowiedziała jedna z respondentek w badaniach dr Czerneckiej: „Nie wiem, czy tyle pracuję, bo jestem samotna, czy jestem samotna, bo tyle pracuję”. Dr Ochinowski mówi, że w Wielkiej Brytanii już 15 lat temu przetoczyła się dyskusja nad współczesnym korporacyjnym kapitalizmem, który wygenerował popyt na singla, lokującego wszystkie emocje i energię w firmie, religijnie wręcz jej oddanego. Uzbroił go w pewność siebie, ba, nobilitował jako cudowny rynkowy target, dając zarobić i skłaniając do konsumpcji. Z badań wynikło, że takie osoby są dla firmy świetne. Na czas prosperity – tak, ale w kryzysie – gubią się.

Nie mając psychicznego treningu w trudnych i zaskakujących sytuacjach (a kryzysem jest choćby gorączka własnego dziecka) – więdną. Są bardziej narażone na wypalenie i pracoholizm, gaśnie ich kreatywność. Zdecydowanie słabiej od osób zaobrączkowanych radzą sobie ze znalezieniem nowej pracy, zmianą zawodu. Brak sukcesu staje się porażką, bo sukces dostarczał im wcześniej nieomal narkotycznego znieczulenia. Zatrzaskują się. W poczuciu pozostania na marginesie (bo wszyscy żyją dla kogoś, a ja dla nikogo), wyobrażeniu swojej starości (bo umrę w przytułku), a w końcu i rozczarowaniu pracą (bo, do cholery, ile można udowadniać, że świetnie się zapowiadam). Osamotnienia nie amortyzuje ani Internet, ani nadzieja na połówkę pomarańczy, ani kariera.

Rozwodnicy (samotność wśród stereotypów)

„Samotność jest wtedy, kiedy po siedmiu latach ciągle nie umiesz ugotować tylko pół litra zupy. Nie da się. Nie opłaca. Więc wiesz, że już nigdy nie zjesz swojej ulubionej zupy” (pielęgniarka, 53 lata).

Co roku 200 tys. Polaków wchodzi w małżeństwo, ponad 60 tys. z niego wychodzi. Coraz łatwiej przychodzi wcisnąć klawisz z napisem „delate”, coraz częściej dzieje się tak po zaledwie dwóch, trzech latach związku. Około 16 proc. rozwiedzionych znajdzie kogoś. Takich, którzy nie znaleźli i nie znajdą, szacuje się na 1,5 mln. Nie znajdą nikogo zwłaszcza samotne matki (wychowują one 14 proc. polskich dzieci, w wielkich miastach stanowią prawie 20 proc. wszystkich matek, samotni ojcowie to tylko 2,2 proc. wszystkich ojców).

Same na zawsze zostaną niemal na pewno samotne matki z niepełnosprawnymi dziećmi. To jest osamotnienie pełne najboleśniejszych napięć. Bezbrzeżna miłość i poczucie krzywdy doznanej od losu, świadomość dożywotniego wyroku. Niekończąca się nigdy praca i wieczny finansowy niedostatek. Duma z własnej dzielności i konieczność żebrania o jakąkolwiek pomoc. Stereotypy społeczne nie dają matce Polce prawa do znużenia. Do przytłoczenia samotnością.

Rozwodników i rozwódki (rozwiedzeni mężczyźni wchodzą zwykle w nowe związki, kobiety częściej pozostają same i w wielkich miastach to już co ósma spośród wszystkich) – jako się rzekło – pozornie wrzuca się do niestygmatyzującego worka z napisem „singiel”. Ale mechanika osamotnienia i na tym polega, że działa ono jak błędne koło zaburzonego myślenia – samotni nietrafnie interpretują działania innych, którzy starają się ich uspołecznić, stają się coraz mniej ufni, narasta ich wycofanie i pesymizm. Nie chcę się narzucać – powiadają, nie chcę prowokować zazdrości mojej najbliższej przyjaciółki, jakbym polowała na jej męża.

John T. Cacioppo i William Patrick, pionierzy neuronauk społecznych, utrzymują, że potrzeba relacji społecznych jest u człowieka tak silna, iż osoby odizolowane tworzą relacje paraspołeczne z domowymi zwierzętami. Oraz telewizją. Telenowele, życie prywatne grających tam gwiazd i gwiazdek, wzloty i upadki celebrytów – cały ten medialny, niekiedy tak drażniący, przemysł dla tysięcy samotnych jest atrapą życia w ludzkim stadzie. Jak facebookowi znajomi dla młodszych, tak bohaterowie z plebanii, klanu, rancza – dla starszych stanowią terapeutyzującą imitację prawdziwej bliskości i wspólnoty. Bo osamotnienie polega nie tylko na tym, że ty nikogo nie obchodzisz, ale też nie ma nikogo, kto powinien obchodzić ciebie.

Seniorzy (samotność bezradna)

„Samotność jest wtedy, kiedy od dwóch tygodni wiążesz w paczuszki zdjęcia z całego życia, aż w końcu dociera… Nikogo to nie obchodzi. Wszystko na śmietnik przecież” (emerytka, kiedyś urzędniczka bankowa, 86 lat).

Mówił autor „Stu lat samotności”, że warunkiem dobrej starości jest zaprzyjaźnienie się z własną samotnością. Starości w społecznym pejzażu będzie wkrótce dwa razy więcej niż teraz – dziś 6,5 mln osób ma ponad 65 lat, w 2035 r. – 11 mln. Samotność jest w Polsce jej wierną kompanką.

3,5 mln wdów i 600 tys. wdowców. Kobiety żyją średnio o prawie dekadę dłużej niż mężczyźni. Oni we wdowieństwie więdną szybciej, dopadają ich poważne choroby, marnie radzą sobie z prozą życia i pustym portfelem.

One szybciej umieją znaleźć sobie zajęcie. Nie tylko przy wnukach (zresztą w Polsce – wbrew powszechnemu przekonaniu, że to norma – tylko 26 proc. stale wspomaga rodzinę, podczas gdy np. we Włoszech odsetek takich babć przekracza 56 proc.). Polskie babcie coraz częściej szukają siebie wzajemnie; jedne przez Kościół, drugie przez Internet. Jedne – jadą do Częstochowskiej bądź Kodeńskiej (badania nad religijnością polskich kobiet dowodzą, że te starsze mają osobliwy, czuły kontakt z Matką Boską), inne – po lasach uprawiają nordic walking. Zawiązują portale, fundacje, całe koalicje portali i fundacji, próbujące odkłamać obraz starości jako czasu pustki i samotności.

W działalność charytatywną czy wolontariat angażuje się około 5 proc. emerytów. Mniej – tylko w Rumunii, Bułgarii czy Grecji; najwięcej – około 30 proc. – w Holandii, Austrii, Szwecji. Dr Jolanta Białas-Perek z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zaangażowana w badania i projekty dotyczące seniorów, powiada, że starsi Polacy mają problem z tym, by samemu wymyślić sobie zajęcie, oczekują zadań, ról. Starość więc rozwarstwia się: na tę aktywną, np. w uniwersytetach trzeciego wieku, i tę egzystującą tygodniami na swoim czwartym piętrze w bloku, bo nie ma windy i dokąd wyjść. W wielkich miastach zanikła infrastruktura społecznego przetrwania: ulubione sklepiki, zakłady usługowe, poczty. Została kolejka do lekarza. Ale tam jest tylko wspólnota bólu, goryczy, frustracji.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj