Polska epidemia samotności

Liczba pojedynczych
Do mitu miłości romantycznej bardziej są dziś przywiązani mężczyźni niż kobiety - to oni czekają na księżniczkę.
Grant Faint/Getty Images/FPM

Do mitu miłości romantycznej bardziej są dziś przywiązani mężczyźni niż kobiety - to oni czekają na księżniczkę.

Badacze zjawiska młodzieńczego singlowania odrzucają krzykliwe tezy o egoistycznym i hedonistycznym pokoleniu.
Mirosław Gryń/Polityka

Badacze zjawiska młodzieńczego singlowania odrzucają krzykliwe tezy o egoistycznym i hedonistycznym pokoleniu.

Z badań Małgorzaty Halickiej i Emilii Kramkowskiej wynika, że polskim emerytom najbardziej brakuje pieniędzy, zdrowia i opieki. Kolejna pozycja na liście: brak ciepła rodzinnego. 20 proc. seniorów miejskich i 16 proc. wiejskich go nie doświadcza. Na wsi to nawet większy problem niż brak opieki. Maria Łopatkowa, działaczka społeczna i pedagog, mówi, że dwukrotnie w ciągu życia człowiek jest zbyt kruchy, by udźwignąć samotność: w dzieciństwie i na starość.

Lubimy się uspokajać, że Polska jest krajem rodzinnym, seniorzy są więc przy rodzinie albo – jeszcze lepiej – we własnych mieszkaniach, mało osób trafia do instytucji opiekuńczych (67 tys. pensjonariuszy). Stereotyp czyni z nich miejsca wyjątkowo ponurej samotności, nieomal więzienia. Zdarza się, że księża w kazaniach brutalnie piętnują: „mamusia zaczęła brzydko pachnieć, to się mamusię oddaje”. Przypadki bezduszności i przemocy wobec osób starszych bulwersują, przypadki rzeczywistego porzucenia dziadków, gdy raz na rok ktoś tam z rodziny zajrzy – przerażają. Ale jest też mniej popularna, choć lepsza prawda o domach z jesienią w nazwie. Tam wreszcie nie jest samotnie. Człowiek jednak kogoś obchodzi, choćby na początek tylko służbowo. I człowieka zaczyna obchodzić Bożena czy Teresa w białym kitlu. Jej życie, jej dzieci, jej wczorajsza awantura z mężem. Z czasem nawet bardziej niż kłopoty podatkowe syna w Anglii czy kolejny rozwód córki w Australii.

***

Psychologia ewolucyjna dowodzi, że w historii naszego gatunku o przetrwaniu decydowały związki z innymi osobnikami i właśnie to doprowadziło do wykształcenia w mózgu połączeń neuronalnych, sprzyjających poszukiwaniu kontaktów z innymi. Neurobadacze utrzymują, że samotność jest sprzeczna z ludzką naturą na poziomie genetycznym, więc głód drugiego człowieka stał się potrzebą silniejszą od głodu dosłownego.

Powie ktoś, że w historii dżuma osamotnienia czyniła większe spustoszenie niż dziś – w XIX-wiecznym społeczeństwie europejskim nawet 30 proc. osób nigdy prawdopodobnie nie weszło w stałe związki. Rodzina i dzietność zarezerwowane były dla warstw wyższych; niższe pracowały na służbie i dzieci – jeśli nie pomarły – oddawano do przytułków. Współczesny świat zachodni – choć z innych zgoła przyczyn – jest już prawie tak samo przetrzebiony samotnością. We Francji czy Danii żyje po 24 proc. obywateli bez pary. Samotność współczesną produkują mity, którymi nas nakarmiono i którymi karmimy dzieci: że tylko idealna miłość romantyczna jest warta zachodu; że tylko kariera zawodowa da samospełnienie; że uzależnienie od innych na starość to nie życiowa konieczność, lecz życiowa klęska.

Dr Ochinowski należy do tych optymistów, którzy twierdzą, że w społeczeństwie tkwią jednak zdolności autoimmunologiczne. Że ogarniający świat zachodni kryzys ekonomiczny wymusi spore zmiany społeczne – animowane przez państwo (polityka prorodzinna, aktywizacja seniorów), ale też rodzaj samorzutnego otrzeźwienia.

Ogromna liczba ludzi wydaje się znużona ostro rywalizacyjnym, indywidualistycznym modelem życia społecznego. Z najnowszej Diagnozy Społecznej wynika, że jeśli gdzieś Polacy odnajdują poczucie szczęścia, to właśnie w relacjach rodzinnych i przyjacielskich. Ciągle jeszcze dzieci rodzi się bardzo mało i wstawia się je w bloczki startowe; system edukacji nastawiony jest na testy, punkty, rywalizację. Ale ludzie uciekają już powoli przed tym ciśnieniem sprzed kilku lat, że tylko prywatna szkoła, że trzy języki od przedszkola, że z zajęć na zajęcia… Jakość życia przestaje być utożsamiana z ostentacyjną konsumpcją. Nowe narzędzia – cokolwiek myśleć o banałach wklepywanych w smartfony (że jem właśnie pierogi i zrobiłem sobie zdjęcie) – służą poszukiwaniu więzi. Nawet w owym chronicznym „lajkowaniu” i „udostępnianiu” można dostrzec próbę uporania się z lękiem przed pojedynczością. Uniwersalnym, niezależnym od wieku. „Nie mam do kogo powiedzieć, co dziś przeżyłem dobrego i złego, i co będę robił jutro. Budzę się w nocy, spać nie mogę i ta pustka. Ciągle myślę o tej pustce. Że jestem sam” (emerytowany rolnik, 85 lat).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj