Trybuny zamknięte, Legia się burzy

Droga donikąd
Zamykając stadion Legii na najbliższy mecz z Ruchem Chorzów wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski kolejny raz wciela się w rolę surowego szeryfa. Odpowiedzią ze strony klubu może być pierwszy w najnowszej historii ligi bojkot meczu.

Władze Legii zostały ukarane prawdopodobnie za to, że odkąd prezesem został Bogusław Leśnodorski, wyraźnie wychodzą przed szereg i układają sobie relacje z kibicami według własnego widzimisię, niejednokrotnie balansując na granicy tego, co dozwolone. Na stadionie przy Łazienkowskiej kibice regularnie rozwijają ogromne flagi, tzw. sektorówki oraz (bardziej sporadycznie) odpalają race, co jest łamaniem obowiązującego prawa. Ale poza tym jest spokojnie, poprawiła się drożność sektorów, co zresztą wojewoda zauważa.

Mimo to sięga po taką karę, jakby kibice roznieśli w pył pół stadionu. Poza tym, że jest niekonsekwentny, niepotrzebnie eskaluje napięcie. Podnoszony publicznie argument, że „według policji istnieje realne zagrożenie użycia przez kibiców środków pirotechnicznych” brzmi trochę strasznie, a trochę śmiesznie. Gdyby brać go na poważnie, wszystkie mecze na polskich stadionach dla świętego spokoju powinny odbywać się przy hulającym na trybunach wietrze. Bo „realne zagrożenie” to stan permanentny.

Prawo stadionowe zostało zaostrzone w z związku z organizacją na polskich stadionach mistrzostw Europy. Podjęto radykalne środki prewencyjne, aby ograniczyć prawdopodobieństwo chuligańskich wybryków. Euro minęło spokojnie, a prawo obowiązuje, mimo że jest nadmiernie restrykcyjne, nieżyciowe i trudno je egzekwować.

Na stadionach Bundesligi jest rekordowa w Europie frekwencja również dlatego, że większość z nich posiada wydzielone trybuny wyłącznie z miejscami stojącymi (zabronionymi w Polsce). Nie widać wzbierającej tam w związku z tym fali przemocy, więc tezy, że człowiek stojący na trybunie jest bardziej skłonny do napadów szaleństwa oraz zachowań socjopatycznych nie da się udowodnić. W niektórych europejskich ligach udało się również wypracować reguły dotyczące używania podczas meczów elementów pirotechnicznych (również u nas zabronionych), więc i ta kwestia jest do załatwienia. Trzeba tylko chcieć.

W Polsce na liberalizację prawa się nie zanosi, bo nie ma do tego klimatu. Kibice nieraz w przeszłości okazywali się wiarołomni i nadużywali zaufania, jakim zostali wcześniej obdarzeni przez władze klubów. Poza tym są szczepieni na ustępstwa, co negocjacji nie ułatwia. Wśród władz również nie widać chęci do pójścia na kompromis, gdyż kibic piłkarski został zakwalifikowany jako element antyrządowy, a wręcz - wierny żołnierz wywrotowej opozycji. W takiej atmosferze nietrudno być szeryfem.  

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną