Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Rzecznik na zewnątrz

Kidawa-Błońska rzeczniczką rządu

Kidawa-Błońska była naturalną kandydatką. Jako wiceszefowa klubu często występowała w mediach, nie boi się kamer, ma dobre kontakty z dziennikarzami. Co cenne, odbiera telefon, więc już na starcie ma olbrzymią przewagę nad poprzednikiem.

Małgorzata Kidawa-Błońska została rzeczniczką rządu za Pawła Grasia, który jako nowy sekretarz generalny PO będzie miał huk roboty przy zbliżających się kampaniach wyborczych. Dla całej Platformy byłoby dobrze, gdyby do tego zadania podszedł bardziej serio niż do dotychczasowego; jego niechęć do kontaktów z dziennikarzami stała się z czasem legendarna. Wiele można o Grasiu powiedzieć, nawet dobrego, ale rola rzecznika – jako kogoś, kto ma ułatwiać pracę dziennikarzom – nie była jego życiową pasją.

Wybór jego następcy był dość oczywisty. Ludzie mediów raczej nie chcą porzucać, nawet niepewnego, zawodu na rzecz zajęcia, które może okazać się jeszcze bardziej niepewne.

Ludzie z branży PR zarabiają więcej niż rzecznik rządu, zresztą od podjęcia takiego wyzwania odstrasza przykład Agnieszki Liszki, pierwszej rzeczniczki poprzedniego rządu Tuska, która w polityce wytrwała niespełna rok.

Premier musiał więc znaleźć kogoś we własnej partii. Najlepiej kobietę, bo gdy gani rywali z SLD za deficyt kobiet w klubie poselskim, to sam naraża się na podobną krytykę – po rekonstrukcji rząd tworzy 16 panów ministrów i tylko trzy panie minister.

Kidawa-Błońska była naturalną kandydatką. Jako wiceszefowa klubu często występowała w mediach, nie boi się kamer, ma dobre kontakty z dziennikarzami. Co cenne, odbiera telefon, więc już na starcie ma olbrzymią przewagę nad poprzednikiem. W dodatku na pierwszej konferencji obiecała, że przeprosi się z Twitterem, podstawowym dziś narzędziem komunikacji na linii polityk-dziennikarz. W życiu partyjnym udowodniła lojalność wobec Tuska w trakcie niedawnych wyborów lokalnych władz Platformy – ustąpiła z walki o fotel szefowej partii w Warszawie, by władzy w stołecznej PO nie przejęli schetynowcy.

Jej nominacja nie przynosi rewolucji, ale znaczącą zmianę. Graś był rzecznikiem do wewnątrz: należał do najbliższego otoczenia Tuska, bardzo dużo wiedział, a jego podstawową misją była ochrona premiera, a nie prowadzenie polityki informacyjnej rządu.

Kidawa-Błońska, tak można czytać jej awans, ma być rzecznikiem na zewnątrz, ocieplać wizerunek gabinetu premiera. Tusk nie powinien raczej wiązać z tym przesadnie wielkich nadziei, ale być może dalszy spadek notowań – jeśli doń dojdzie - będzie się odbywał w przyjemniejszej atmosferze.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną