Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Metoda Tuska

Sejm debatował o Ukrainie. Posłowie zgodni z premierem

Premier Donald Tusk na mównicy sejmowej Premier Donald Tusk na mównicy sejmowej Kancelaria Prezesa RM
Premier Donald Tusk, wspierany mocno przez ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, od początku kryzysu ukraińskiego realizuje plan wedle żelaznej metody politycznej, o czym czasami nawet dość jasno mówi.

Przyszłość Ukrainy zależy od bardzo wielu czynników, także od polityki polskiej. Przecież nie przede wszystkim, chociaż jej wpływ na bieg wydarzeń wydaje się niemały. Właśnie, owo zmierzenie możliwości Polski i ich umiejętne polityczne wykorzystanie jest w tej chwili chyba najtrudniejszym i najbardziej odpowiedzialnym zadaniem dla naszych polityków. Po to, by realnie, najbardziej efektywnie sprzyjać historycznym interesom Ukrainy, które są wspólne z interesami Polski. Tak przynajmniej dość powszechnie i nie od dzisiaj kształtowała się dominująca, nowoczesna polska myśl polityczna; jej nadrzędny nakaz.

Premier Donald Tusk, wspierany mocno przez ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, od początku kryzysu ukraińskiego konsekwentnie realizuje następujący plan polityczny. Można powiedzieć, wedle żelaznej metody politycznej, o czym czasami nawet dość jasno mówi.

Polska nie ma mocy, nie ma potencji, by samoistnie realizować swoją politykę wschodnią. Nawet jeśli potrafi znaleźć w regionie jakichś sojuszników, nawet jeśli – tak jak śp. Lech Kaczyński, poprzedni prezydent – zdobędzie się na heroiczne i solidarnościowe gesty wobec krzywdzonych bądź zagrożonych przez Moskwę państw byłej sfery posiadania lub wpływów sowieckich. One są na pewno potrzebne i chwalebne, niemniej ich wpływ na politykę faktów jest niewielki.

Skuteczną politykę wschodnią można prowadzić przede wszystkim poprzez wspólnotę międzynarodową: czy to europejską, czy euroatlantycką. To w ich ramach Polska może i powinna odegrać bardzo istotną rolę, a raczej kilka ról. Po pierwsze: wywierać nacisk moralny, aksjologiczny, poddawać presji sumienie świata demokratycznego, pilnować granicy kompromisów.

Po drugie jednak, naciskając i zawstydzając, musi też pozostawać w zgodzie i w łączności z tym całym galimatiasem interesów, wątpliwości, strachów, oportunizmu i hipokryzji, który cechuje każdy układ demokratyczny. A tu akurat jeszcze złożony z kilkudziesięciu podmiotów i niepoddany żadnej omnipotentnej władzy.

Ta rola – jak się zdaje, już można ją ocenić pozytywnie – polega więc też na tym, żeby problemy Ukrainy wprowadzić na salony wielkiej polityki światowej. I żeby przyjęły one do wiadomości – i w konsekwencji do swojej polityki – te problemy jako wspólne, jako uniwersalne, jako ważne dla polityki globalnej. Żeby zagrożenia płynące ze strony Moskwy w kierunku Ukrainy, a po prawdzie w kierunku ładu europejskiego, by nie powiedzieć, że jeszcze szerzej, spotkały się ze stanowczym odporem, zostały napiętnowane, ale też ukarane. A jednocześnie, by ten konflikt nie wszedł w fazę wojenną, by ludzie do siebie nie strzelali.

Polska w tej konstrukcji w sposób naturalny może być traktowana jako ważny i zaufany, odpowiedzialny i realistyczny członek wspólnoty, ale też jako reprezentant interesów demokratycznej Ukrainy, obdarzony jej zaufaniem.

Nie wiemy, jak to wszystko się skończy, jak będą wyglądały nie tylko najbliższe tygodnie, nawet dni. Niemniej metoda Tuska zapewne jest najlepiej dobrana zarówno do wyzwań czasu, jak i do możliwości Polski.

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną