Donald Tusk o UE: przestała być źródłem nadziei
Zderzenie postaw jest wstrząsające: młodzi Hiszpanie, Francuzi, a może nawet niektórzy młodzi Polacy odrzucają Unię, tę samą Unię, za wejście do której młodzi Ukraińcy ginęli na barykadach kijowskiego Majdanu! – mówi premier w wywiadzie dla Instytutu Idei. Publikujemy jego fragmenty.
Donald Tusk podczas marcowej Rady Krajowej PO.
Platforma Obywatelska/Flickr CC by 2.0

Donald Tusk podczas marcowej Rady Krajowej PO.

Polityka

Instytut Idei: Wybory do Parlamentu Europejskiego nigdy nie cieszyły się w Polsce wysoką frekwencją. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Co polskiemu wyborcy po głosowaniu na europosłów?
Donald Tusk:
Jeśli wcześniej ktokolwiek miał wątpliwości, dlaczego Unia jest ważna, potrzebna, a może i niezbędna, to mam nadzieję, że dramatyczne wydarzenia na Ukrainie wszystkim uświadomiły, jak wielką wartością jest zjednoczona Europa.

Polska w Unii Europejskiej przeżywa najlepsze lata w swojej dotychczasowej historii. Wchodząc do Unii, zrealizowaliśmy cel, o którym wcześniejsze pokolenia mogły tylko marzyć. Dlatego w naszym dobrze pojętym interesie jest teraz o tę Unię dbać. Robimy to również, wybierając posłów do Parlamentu Europejskiego. Parlament, zwłaszcza po zmianach wprowadzonych Traktatem Lizbońskim, stał się instytucją, która współdecyduje o przyszłości Unii. W procesie stanowienia prawa ma dziś tyle samo kompetencji, ile Rada Unii Europejskiej (czyli państwa członkowskie Unii). Im mniej obywateli Europy weźmie udział w głosowaniu do Parlamentu Europejskiego, tym większą szansę na sukces mają ugrupowania sceptyczne, a nawet skrajne, wprost nawołujące do likwidacji Unii Europejskiej.

W tym sensie udział w tych wyborach będzie głosem na rzecz Europy, gdyż ci, których w maju wybierzemy, będą współdecydować o jej przyszłości, o przyszłości Unii, która dziś gwarantuje nam bezpieczeństwo, solidarność ze strony najbogatszych państw świata i sprawdzoną drogę do materialnego dobrobytu. Dlatego wybory do Parlamentu Europejskiego mają tak wielkie znaczenie. (...)              

Panie premierze, czym dla pana jest Europa?
Europa to pewien wybór – polityczny i cywilizacyjny. Tak było w przeszłości, ale jest i dzisiaj, o czym ostatnio przypomniał nam kijowski Majdan i zebrani tam Ukraińcy. Ale pytacie mnie państwo o moją Europę, powiem więc krótko: to wolność polityczna i rządy prawa, konstytucjonalizm i idea godności człowieka. Europa to obywatele. Nie brakuje nam zatem sprawdzonych idei, które podpowiadają sposoby rozwiązywania dzisiejszych problemów. Ale moja Europa to także poczucie więzi z wieżami gotyckich katedr i barokowych kościołów, przywiązanie do form życia i historii.

Benedetto Croce mawiał, że historia Europy to historia wolności. Słowem, Europa, którą wybrało moje pokolenie, to Europa, jaką dzisiaj znamy. Nie chcę popadać w jakąś przesadę, ale ta wspólna przestrzeń bez granic wewnętrznych, gdzie konflikt ustąpił miejsca współpracy i kompromisowi, wydaje mi się wprost cudem. Zwłaszcza jeśli pamięta się o dwóch wojnach światowych, zbrodniach nazizmu i komunizmu i innych dramatach XX wieku.

Skąd więc bierze się fala eurosceptycyzmu? We Francji wybory do Parlamentu Europejskiego ma szanse wygrać skrajnie prawicowy Front Narodowy, w Wielkiej Brytanii o dobry wynik walczy partia Nigela Farage [Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa – przyp. POLITYKA.PL]. Czy Unia Europejska jest teraz na zakręcie?
Kryzys gospodarczy uruchomił kilka groźnych dla Europy procesów. Słabnie to, co do tej pory było spoiwem europejskiej wspólnoty, a mianowicie przekonanie, że integracja europejska jest jedyną dobrą odpowiedzią na doświadczenia II wojny światowej i totalitaryzmów.

Dla wielu ludzi w Europie, zwłaszcza młodych, Unia przestała być źródłem nadziei. Wspólny rynek, brak granic, wspólna polityka zagraniczna z jednej strony są czymś oczywistym, ale z drugiej są pusto brzmiącymi hasłami dla kogoś, kto na przykład kolejny miesiąc po ukończeniu studiów bezskutecznie szuka pracy. Zdaję sobie z tego sprawę.

Jest to bolesna prawda dla kogoś takiego jak ja, pięćdziesięciokilkuletniego Polaka, gdańszczanina i Europejczyka, pamiętającego czarną noc komunizmu i żelazną kurtynę. Bolesna tym bardziej, że dziś widzę młodych Ukraińców, którzy oddali życie za to, by ich kraj miał przynajmniej szansę na europejską perspektywę. To zderzenie postaw jest wstrząsające: młodzi Hiszpanie, Francuzi, a może nawet niektórzy młodzi Polacy odrzucają Unię, tę samą Unię, za wejście do której młodzi Ukraińcy ginęli na barykadach kijowskiego Majdanu!

Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, co się dzieje z Europą. Skłaniam się ku myśleniu, że dzisiaj powinniśmy raczej skupić się na tym, żeby zapobiec demontażowi Unii – gwałtownemu bądź powolnemu. Mówiąc wprost: nie jest to czas na snucie wizji wielkiej europejskiej federacji. Myślmy raczej o tym, co zrobić, żeby Unia lepiej odpowiadała na podstawowe obawy Europejczyków. Oni nie chcą superpaństwa, tylko poczucia życiowego bezpieczeństwa. Kryzys tym poczuciem zachwiał, w niektórych krajach być może nawet całkowicie je zburzył. Czas odbudować wspólnotę we wspólnej Europie. I trzeba pamiętać, że integracja europejska zawsze opierała się na swoistym „ryzyku historycznym”. Każdy krok naprzód zawierał w sobie zalążki przyszłego problemu, który rozwiązać można było jedynie dzięki kolejnemu krokowi.

Jakie strategiczne wyzwania stoją przed Polską w kontekście Unii Europejskiej? Jak odpowiedzieć na wydarzenia za naszą wschodnią granicą? Czy teraz w Unii następuje jakaś głęboka zmiana – na przykład w strefie euro – która wypchnie Polskę do drugiej kategorii państw członkowskich?
Demokratyczna i wolna Ukraina to jeden z filarów polskiego bezpieczeństwa w przyszłości. Pomoc dla Ukrainy, organizowana wspólnie przez całą Unię Europejską, to inwestycja w polskie bezpieczeństwo. To jest w tej chwili dla nas najważniejsze zadanie.

Kolejne wyzwanie, jakie stoi przed Polską, to utrzymanie silnej Unii 28 państw. I utrzymanie pozycji, jaką Polska ma dziś w Europie.

Dziś nie tylko jesteśmy w głównym nurcie integracji europejskiej, ale też – nieskromnie mówiąc – potrafimy na ten nurt wpływać. Ale nie miejmy złudzeń. Kryzys wymusił głęboką integrację strefy euro. Polska przez kilka kolejnych lat do niej nie wejdzie, z przyczyn zarówno politycznych (brak większości parlamentarnej, zdolnej zmienić Konstytucję RP), jak i ekonomicznych: musimy mieć pewność, że członkostwo w strefie euro jest bezpieczne dla naszej gospodarki i korzystne dla polskich rodzin. Nie powinniśmy zarzucać dążenia do celu, jakim jest członkostwo w strefie euro – bowiem nie jest to projekt wyłącznie ekonomiczny, ale także geopolityczny. Wejście do strefy euro byłoby w tym ujęciu strategicznym kolejną kotwicą, która trzyma Polskę w grupie najważniejszych państw zachodnich i podnosi nasze bezpieczeństwo. Prędzej czy później będziemy musieli do tej dyskusji powrócić.

Dopóki jednak nie jesteśmy członkiem strefy euro, musimy szukać innych sposobów wpływania na kształt europejskiej polityki. I tu znów muszę przypomnieć o naszej europejskiej skuteczności: ta sztuka nam się dotychczas udawała. Utrzymaliśmy miejsce przy stole decyzyjnym, choć nie mamy wspólnej waluty.

Także dlatego ważna jest obecność dużej grupy polskich posłów w największych rodzinach politycznych w Parlamencie Europejskim – bo tylko one mają realny wpływ na decyzje podejmowane przez tę instytucję. I nie mówię tylko o Europejskiej Partii Ludowej, do której należy Platforma Obywatelska. Głos oddany na frakcje polityczne, które mieszczą się na kilku kanapach, będzie dla Polski głosem straconym. (...)

Pełna wersja wywiadu z premierem Donaldem Tuskiem ukaże się w najnowszym numerze Instytutu Idei, kwartalnika wydawanego przez związany z PO Instytut Obywatelski.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną