Za kompetencje w państwowych firmach trzeba płacić rynkowo

Czego oczekujemy od władzy?
Władza, nawet marnie płatna, wciąż polityków kusi. Ale już dawno przestała kusić ludzi umiejących kierować wielkim biznesem.
Vinicius Pinheiro/Flickr CC by 2.0

Minister Maria Wasiak, rezygnując z należnej jej odprawy z PKP, oraz były minister Igor Ostachowicz, rezygnując z oferowanej mu przez ministra skarbu funkcji członka zarządu Orlenu, ratują wizerunek nowego rządu Ewy Kopacz. Bo te dwie sprawy ewidentnie go nadszarpnęły. 

Mimo że Marii Wasiak 510 tys. należało się jak najbardziej, a doskonale płatna posada dla Igora Ostachowicza była nie tylko nagrodą za siedem lat marnie opłacanej harówy przy premierze Donaldzie Tusku, ale też chęcią wykorzystania przez największą polską firmę świetnego specjalisty od PR. Dlaczego więc tak źle na obie te sprawy zareagowaliśmy?

Być może dlatego, że sami nie do końca wiemy, czego oczekujemy od władzy, albo też nasze oczekiwania są ze sobą sprzeczne. Wykluczają się wzajemnie, w pakiecie są po prostu niemożliwe do zrealizowania. Przez tę władzę i każdą następną. Więc w przyszłości także podobnych spraw uniknąć się nie da. Chcemy, żeby władzę sprawowały osoby kompetentne, ale wynagradzać ich za to stosownie nie zamierzamy. Prezydent, premier i ministrowie zarabiają więc dużo mniej niż ich podwładni na o wiele niższych szczeblach władzy, o prywatnym biznesie nie mówiąc. Bo osób kompetentnych za gorszą pensję się do urzędu nie namówi, ale do rządu jeszcze można. Władza, nawet marnie płatna, wciąż polityków kusi. 

Ale już dawno przestała kusić ludzi umiejących kierować wielkim biznesem. A przecież największe spółki, w praktyce ciągle kontrolowane przez państwo, są już firmami giełdowymi. Teraz trzeba płacić rynkowo. Albo mianować na te funkcje kolegów partyjnych, którzy chcą sprawdzić się w biznesie i narazić się na wściekłość akcjonariuszy.

Od kilku lat szczęśliwie już nie do pomyślenia jest, by wielką, kontrolowaną przez państwo firmą, kierował wójt wiejskiej gminy. A tak było. Teraz nawet kolega musi być kompetentny. Standardy się zmieniły. Żeby jednak w ogóle uniknąć sytuacji, że od marnie zarabiających polityków (jak minister skarbu) zależą nominacje dla świetnie zarabiających prezesów w największych spółkach skarbu państwa, można by te firmy sprywatyzować do końca.

Są takie postulaty. Tylko że wtedy państwo straci na nie wpływ. Narzędzie sprawowania polityki gospodarczej. O tym, czy elektrownia będzie inwestować, zdecyduje wyłącznie opłacalność tejże inwestycji. Rynek. Rządowi nic do tego. Kategoria „bezpieczeństwo energetyczne kraju” zniknie albo rynek wymusi wyższe ceny prądu. Prywatnemu inwestorowi z pewnością nikt nie będzie też dyktował, od kogo ma kupować węgiel. Dopiero by się w kraju zagotowało! Na pełną prywatyzację wyborcy się więc nie godzą.

Mamy więc gospodarczy system mieszany, rynkowo-polityczny. Z wszystkimi jego ułomnościami. Państwo usiłuje zachować wpływ na największe firmy, ale konsekwencją tego jest fakt, że to politycy decydują, kto ma nimi kierować. Ważne, żeby wskazywali kompetentnych. Może się więc zdarzyć, że będą to byli ministrowie.

Igor Ostachowicz z pewnością wkrótce dostanie intratną propozycję od firmy, na którą minister skarbu wpływu nie ma. I z pewnością tabloidy oburzą się, że największe tajemnice naszego państwa, o których były bliski współpracownik premiera wie, wyciekną do prywatnego biznesu. Ale jeśliby został w domu – to jeszcze gorzej. Przecież zwykli Polacy muszą pracować do 67 roku życia.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną