Miejskie ruchy obywatelskie

Ludzie z miasta
Partyjne i polityczne porachunki przesłoniły może i najciekawsze zjawisko tych wyborów: sukces nowych ruchów miejskich.
Jacek Wójcicki, kandydat ruchu Ludzie dla Miasta – nowy prezydent Gorzowa Wielkopolskiego
Sławomir Sajkowski

Jacek Wójcicki, kandydat ruchu Ludzie dla Miasta – nowy prezydent Gorzowa Wielkopolskiego

Joanna Erbel, kandydatka Partii Zieloni na prezydenta Warszawy. Mówi się, że odebrała głosy Hannie Gronkiewicz‑Waltz.
Leszek Zych/Polityka

Joanna Erbel, kandydatka Partii Zieloni na prezydenta Warszawy. Mówi się, że odebrała głosy Hannie Gronkiewicz‑Waltz.

Joanna Scheuring-Wielgus – kandydatka na prezydenta Torunia z ruchu Czas Mieszkańców – zdobyła 17 proc. głosów.
Wojciech Szabelski/freepress.pl

Joanna Scheuring-Wielgus – kandydatka na prezydenta Torunia z ruchu Czas Mieszkańców – zdobyła 17 proc. głosów.

Ewa Lieder, przedstawicielka Ruchu Gdańsk Obywatelski – trzecie miejsce w walce o fotel prezydenta miasta.
Krzysztof Mystkowski/KFP

Ewa Lieder, przedstawicielka Ruchu Gdańsk Obywatelski – trzecie miejsce w walce o fotel prezydenta miasta.

Zajrzyjmy na chwilę do Gorzowa, bo to dziś miasto symbol. Otóż obywatel Jacek Wójcicki dostał wiosną propozycję i ją bez wahania odrzucił. Zgłosiła się do niego grupa mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego, proponując, by był ich kandydatem na stanowisko prezydenta miasta. Oferta bez sensu: Wójcicki kończył właśnie drugą kadencję wójta w podgorzowskim Deszcznie i mógł ubiegać się o reelekcję, licząc na 90-procentowe poparcie. W Gorzowie od 16 lat rządził zaś Tadeusz Jędrzejczak i z dużą pewnością siebie szykował się do piątej kadencji. Każdy ekspert by się zgodził: gra niewarta świeczki, w kalkulacji ryzyka zniechęcała zarówno mała szansa wygranej w pojedynku ze starym wygą, kontrolującym wszystkie miejskie struktury, jak i zbyt duży koszt porażki. Może następnym razem.

Wójcicki mógł czekać: jest młody, ma dopiero 33 lata. Ale miejscy aktywiści, którzy zjednoczyli się pod szyldem ruchu Ludzie dla Miasta, uznali, że Gorzów czekać nie może, bo kolejna kadencja rządów Jędrzejczaka doprowadzi miasto do upadku. Impuls do rewolucji nadszedł przypadkowo.

Grzegorz Witkowski, pracownik socjalny i aktywista, założyciel Fundacji Kota Dziwaka, spostrzegł, że ktoś z profesjonalnym zacięciem fotografuje drzewa w Alejkach Lipowych na osiedlu Staszica. Zaczął dopytywać i dowiedział się, że kilkadziesiąt starych drzew pójdzie pod piłę w ramach planowanej modernizacji drogi. Witkowski się oburzył i zrobił to, co robi dziś każdy oburzony – ogłosił na Facebooku „Petycję w sprawie gorzowskich alejek”. W ciągu dwóch tygodni podpisało się 2,5 tys. osób, obrona zagrożonych lip zmobilizowała innych gorzowian, którzy stwierdzili: dość! Czara goryczy zaczęła się napełniać: młodzi emigrują w poszukiwaniu perspektyw życiowych; centrum miasta opanowały banki, parabanki, apteki i lumpeksy; droga królewska, czyli ul. Bolesława Chrobrego, straszy połamanymi chodnikami i pustostanami; domy kultury chylą się ku upadkowi, bo liczące 125 tys. mieszkańców miasto zafundowało sobie filharmonię za 138 mln zł, nie wiadomo po co konkurując z czterokrotnie większym Szczecinem, który zbudował podobny obiekt. Raz wybudowaną filharmonię trzeba jednak utrzymywać, dokładając rocznie do interesu 10 mln zł, a budżet nie jest z gumy. Itd., itp.

Liderzy gorzowskich oburzonych to w większości trzydziestolatkowie, gdy się policzyli, zrozumieli, że tworzą coś w rodzaju miejskiego gabinetu cieni – dysponują wiedzą upoważniającą ich do wypowiadania się w sprawach miasta i proponowania alternatywnych, lepszych rozwiązań, które przepadają w magistracie, bo „się nie da”.

Miastopogląd i niedasizm

Mają różne poglądy polityczne. Alina Czyżewska, aktorka, wróciła do Gorzowa po 16 latach, by zająć się niedomagającą mamą. Nie ukrywa swych lewicowych sympatii, już jednak jej koleżanka z liceum, architektka Marta Bejnar-Bejnarowicz, startowała w wyborach do europarlamentu z listy Kongresu Nowej Prawicy. Co je łączy oprócz szkolnych wspomnień? Miastopogląd – podpowiada Kacper Pobłocki z Uniwersytetu Adama Mickiewicza i koordynator Porozumienia Ruchów Miejskich – czyli wspólne rozumienie miasta jako przestrzeni codziennego życia i aktywności towarzyskiej, społecznej, kulturalnej, obywatelskiej. Witkowski, Czyżewska, Bejnar-Bejnarowicz i inni spostrzegli, że wyrażona w ich miastopoglądzie wizja dobrego życia jest śmiertelnie zagrożona przez woluntaryzm niekompetentnej władzy i że w takim razie nadszedł czas na politykę.

Potrzebny był jeszcze lider łączący sprzeczne, wydawałoby się w tej optyce, cechy: młody, kierujący się podobnym miastopoglądem, lecz o dużym politycznym doświadczeniu. Cuda się zdarzają – taki właśnie typ rządził od ośmiu lat Deszcznem.

Jacek Wójcicki, syn dentysty i nauczycielki, wychował się w Deszcznie i – jak wspomina – zawsze go było pełno, zarówno ze względu na gabaryty, jak i aktywność. W wieku 21 lat wystartował do rady gminy, przez kolejne cztery lata uprzykrzał życie wójtowi, by następnie przejąć władzę w wieku lat 25. Jego polityczno-życiową filozofię wyraża kilka idei. Po pierwsze, wójt/burmistrz/prezydent jest menedżerem wynajętym przez mieszkańców do realizowania ich, a nie swoich celów. Po drugie, misję z punktu pierwszego można realizować tylko w warunkach zgody, współpracując z radą gminy i mieszkańcami. Przy tym wszystkim należy się pilnować przed ryzykiem zgubnej stabilizacji, trzeba być człowiekiem zmiany, bo – jak aforystycznie puentuje Jacek Wójcicki – dla motylka stabilizacja to szpilka. I dlatego postuluje, wbrew swojemu interesowi, ograniczenie kadencyjności władz samorządowych.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną