Sikorski mocny i słaby

Szlachetny stop, ale rdzewieje
Radosław Sikorski jest w paradoksalnej sytuacji. Uznawany za jednego z najzdolniejszych polskich polityków, znalazł się – jak mu wielu wieszczy – na skraju upadku.
W marcu ówczesny szef dyplomacji był drugi w rankingu zaufania CBOS. Ufało mu 54 proc. Polaków, nie ufało 15 proc.
Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS

W marcu ówczesny szef dyplomacji był drugi w rankingu zaufania CBOS. Ufało mu 54 proc. Polaków, nie ufało 15 proc.

Na koniec roku zaufanie do Sikorskiego stopniało do 36 proc., a nieufność podskoczyła do 31 proc.
Jerzy Dudek/Forum

Na koniec roku zaufanie do Sikorskiego stopniało do 36 proc., a nieufność podskoczyła do 31 proc.

Wybory samorządowe rozleniwiły PO i ożywiły polityków Platformy. Rozleniwiły, bo partia jako całość uznała, że nawet jeśli jesienną batalię o Sejm nieznacznie wygra PiS, to i tak władzę utrzyma obecna koalicja. Ożywiły, bo skoro Jarosław Kaczyński okazał się niegroźny, to można zacząć walkę o jak najlepszą pozycję wyjściową we własnej partii. W PO zaczęły się już przymiarki do nowego rozdania.

Mało kto widzi w nim miejsce dla Radosława Sikorskiego, dla którego 2014 r. okazał się najgorszy w karierze. Początek był niezły, w marcu ówczesny szef dyplomacji był drugi w rankingu zaufania CBOS. Ufało mu 54 proc. Polaków, nie ufało 15 proc. Był wówczas znacznie popularniejszy od premiera Donalda Tuska. Na koniec roku zaufanie do Sikorskiego stopniało do 36 proc., a nieufność podskoczyła do 31 proc.

Lordowski wizerunek podkopała afera taśmowa, karierę międzynarodową zablokowała unijna przeprowadzka Donalda Tuska, Ewa Kopacz zabrała mu MSZ, a do tego doszły wpadki już na stanowisku marszałka. Tego fotela raczej nie straci, bo oznaczałoby to kolejne roszady w partii, ale politycy Platformy bronili Sikorskiego raczej rutynowo niż żarliwie; marszałek latami pracował na to, żeby nie mieć partyjnych przyjaciół.

Trudno się z nim współpracuje. Uważa, że jest z lepszego stopu metali niż inni, nie słucha rad – tłumaczy polityk z władz Platformy. Poseł koalicyjnego PSL: – Na czym polega problem Sikorskiego? Zraża do siebie ludzi. I to się raczej nie zmieni, bo to kwestia charakteru.

Kiksy Sikorskiego widzi nawet jeden z jego obrońców. – Oczywiście, że robi błędy. Siedem lat w MSZ uśpiło jego czujność. To takie ministerstwo, w którym jeśli się nie jest Anną Fotygą, to nie można się wyłożyć. Marszałek Sejmu ma trudniej – tłumaczy znajomy marszałka.

Antypisowski, ale obcy

A miało być inaczej, lepiej. Sikorski robił przecież błyskotliwą karierę, być może jedną z efektowniejszych w III RP. Nie miał trzydziestki, gdy w 1992 r. został wiceministrem obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego. Opromieniony sławą zdobywcy World Press Photo za zdjęcie z wojny w Afganistanie i legendą człowieka, który z karabinem w ręku walczył tam z Rosjanami; antykomunista i absolwent Oxfordu, żonaty z wpływową amerykańską dziennikarką Anne Applebaum, która stała się światowej klasy intelektualistką i laureatką Pulitzera. Jako jeden z pierwszych w Polsce opowiedział się za integracją z NATO. W 1997 r. nie dostał się do Sejmu z listy Ruchu Odbudowy Polski, ale wkrótce wszedł do rządu Jerzego Buzka jako wiceszef dyplomacji w resorcie Bronisława Geremka, a potem Władysława Bartoszewskiego.

Będąc zdeklarowanym antykomunistą (deklarował nawet wolę zburzenia Pałacu Kultury), ciążył ku partiom prawicowym. W 2005 r. jako bezpartyjny kandydat PiS pierwszy raz wszedł do parlamentu, został senatorem z Bydgoszczy. Wkrótce potem był już ministrem obrony w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. W 2006 r. propisowska „Gazeta Polska” uhonorowała go tytułem człowieka roku m.in. za „klasę, z jaką sprawuje urząd ministra obrony narodowej”.

Jednak szef PiS Jarosław Kaczyński do końca mu nie ufał i Sikorski musiał podać się do dymisji po konflikcie ze swym zastępcą Antonim Macierewiczem. Sikorski zarzucał mu, że nie rozliczył się z tajnych dokumentów, WSI zlikwidował nieudolnie, upublicznienie raportu z weryfikacji WSI miało dodatkowe katastrofalne skutki, a na stworzone przez niego nowe wojskowe służby skarżyli się sojusznicy z NATO. Minister żądał odwołania wiceministra, jednak prezes postawił właśnie na Macierewicza.

Wkrótce potem Sikorski dołączył do PO, wygłaszając zdanie, które do dziś PiS mu wypomina: „jeszcze dorżniemy watahę, wygramy tę batalię”. W 2007 r. Sikorski wszedł do Sejmu z listy Platformy. W ten sposób na zawsze zdobył wrogów w PiS, co zresztą wcale nie oznaczało zawarcia wielu przyjaźni w PO. Sikorski dla partii Kaczyńskiego pozostanie zdrajcą, dla Platformy – obcym.

Mimo to szedł w górę jako szef MSZ, twarz i wiceprzewodniczący partii. Partii, w której nigdy nie zbudował zaplecza. Dla Tuska ta sytuacja była komfortowa – miał w rządzie popularnego antypisowskiego polityka, który nijak nie mógł mu zagrozić w wewnętrznych rozgrywkach. To dlatego lider PO wystawił go w 2010 r. w prawyborach prezydenckich jako rywala Bronisława Komorowskiego, innego platformerskiego singla. Sikorski z obecnym prezydentem przegrał bardzo wyraźnie, ale swego poparcia nigdy nie próbował przekuć w coś na kształt frakcji, choć poparli go czołowi wówczas platformerscy konserwatyści – Jarosław Gowin i Sławomir Nitras. Obecny doradca Kopacz widział w nim nawet „lidera pokolenia”, ale dziś Nitras nie chce nawet rozmawiać o swych ówczesnych przekonaniach.

Ceniony, ale nielubiany

Sikorski przetrwał na stanowisku szefa MSZ zmianę rządu po wyborach 2011 r. Jednak już w pierwszej kadencji Tuska widać było, że szuka dla siebie miejsca w strukturach międzynarodowych, np. jako szef NATO.

W resorcie budził mieszane uczucia. – Ludzie raczej go cenili, niż lubili. Znał się na tym, co robił, ale był niesympatyczny wobec podwładnych – wspomina były urzędnik MSZ.

Sikorski jako minister starał się dbać o relacje z najważniejszymi partnerami w Unii. W słynnym przemówieniu berlińskim w listopadzie 2011 r. opowiedział się za ściślejszą integracją europejską i przywództwem Niemiec. „Jestem pierwszym w historii ministrem spraw zagranicznych Polski, który to powie: Mniej zaczynam się obawiać niemieckiej potęgi niż niemieckiej bezczynności” – mówił.

Sikorski potrafił też w marcu 2009 r. niespodziewanie opowiedzieć się za możliwością wejścia Rosji do NATO. Jego relacje z administracją amerykańską były skomplikowane – zdawał sobie sprawę, że Polska będzie partnerem dla USA tylko jako ważny gracz w Unii.

Był stale obecny w mediach, wciąż się o nim mówiło, a jednocześnie udało mu się zachować popularność. W oczach opinii publicznej nie zużył się, w przeciwieństwie do samego Tuska. Dlaczego? – On naprawdę poziomem wyrasta wysoko ponad średnią polskich polityków. To polityk światowego formatu – uważa znajomy marszałka. Sikorski punktował dzięki kombinacji niebanalnego życiorysu, młodzieńczego wyglądu, talentu retorycznego, obycia, znajomości języków i kontaktów w świecie. Nasz rozmówca z PO zwraca uwagę na jeszcze jeden czynnik – Sikorski ma poglądy takie jak większość Polaków.

Marszałek kreuje się na nowoczesnego konserwatystę. Jest za ścisłą integracją europejską i przyjęciem przez Polskę euro, choć nie mówi o tym na każdym kroku. Mruga okiem do zwolenników kary śmierci, choć deklaruje się jako jej przeciwnik, jest umiarkowanym zwolennikiem metody in vitro i legalizacji związków partnerskich. Opowiada się za utrzymaniem status quo w sprawie aborcji. Należy do najbogatszych posłów, ma dom o powierzchni 800 m kw., posiadłość o powierzchni 13 ha, duży apartament w Warszawie i spore oszczędności. Zero kredytów.

Przed posiadłością w Chobielinie postawił tabliczkę „strefa zdekomunizowana”. Stara się pielęgnować wizerunek lekko ekscentrycznego angielskiego dżentelmena. Ten wizerunek sprawiał, że płazem uchodziły mu historie dające kiepskie świadectwo jego dojrzałości politycznej. A to wyszło na jaw, że opowiedział dowcip o Baracku Obamie („że ma polskie korzenie, bo jego dziadek zjadł polskiego misjonarza”; rzecznik MSZ tłumaczył, że Sikorski jedynie „przytoczył” ten żart, by ukazać jego niestosowność), a to wracały opowieści o skąpstwie ministra. Kaczyński wspominał, że kiedyś Sikorski zaprosił grono prawicowych polityków, rozdał im egzemplarze swojej książki, a potem zbierał za nie pieniądze. „Super Express” pisał z kolei, że minister w podróży zagranicznej nie dał napiwku boyowi hotelowemu.

Falę kpin wzbudził wniosek o administracyjne wydzielenie posiadłości ministra; obecnie Sikorski mieszka już nie po prostu w Chobielinie, lecz w Chobielinie Dworze. Dworek marszałka ma zresztą własne konto na Twitterze z wpisami typu „Duży dzień, właśnie przeszliśmy na ogrzewanie dworu na gaz ziemny. Oby taniał, z tego i paru innych powodów”.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną