Peerelowski pomnik „Czterech Śpiących” nie wróci do Warszawy

Uśpieni śpiący
Jest granica smaku i absmaku, granica między strachem i odwagą. Czyżby pani prezydent tej ostatniej trochę zabrakło?
Pomnik Czterech Śpiących
Adam Kozak/Agencja Gazeta

Pomnik Czterech Śpiących

O tym, że pomnik tzw. Czterech Śpiących ma już nie wrócić do Warszawy, poinformowała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz na antenie radia RMF FM: „Myślę, że nie można tego rozpatrywać (...) w kategoriach kompletnie ahistorycznych, tzn. to, co robi dzisiaj Rosja, kojarzy się z tym, co działo się w krajach tzw. demokracji ludowej, po przejściu wojsk radzieckich. Na pewno nie była to suwerenna decyzja narodu. W związku z tym nie ma takiej woli politycznej i uważam, że on tam już nie wróci. 

Nie ma w obecnej sytuacji historycznej woli, żeby taki pomnik wrócił. Nie chcą też tego mieszkańcy” – wyjaśniła pani prezydent.

Można dyskutować. Jeśli chodzi o przeszłość – pani prezydent ma rację. Tak było, a pomnik nie był lubiany przez warszawiaków, już chyba najbardziej przez tych z tamtej strony Wisły. Krążyły dowcipy. Obok tych „śpiących” był i taki: Armia Czerwona pozdrawia walczącą Warszawę.

Pani prezydent ma rację jeśli chodzi o teraźniejszość. Rzeczywiście, Putin niepokojąco w swojej polityce podstępności i agresji nawiązuje do starych metod polityki rosyjskiej i sowieckiej. Nie jestem tylko taki pewien, czy znakomita większość warszawiaków na pewno chce usunięcia tego pomnika.

To stary problem, od 1989 r. z nim się zmagamy, wraca przy każdej sposobności i okazji. Przypomnijmy, że były i takie pomysły, by zburzyć Pałac Kultury i Nauki – jako ślad po sowietyzacji i stalinizacji Polski. Na szczęście się ostał i nadal służy mieszkańcom stolicy (i nie tylko).

Zdawałoby się, że na tym przykładzie można było budować nadzieję, że nie będziemy w tym mieście, w Warszawie po 1944 roku, skorzy do gruzowania i niszczenia czegokolwiek.

Nie wiem, czy pani prezydent ma rację jeśli chodzi o przyszłość – może właśnie pozostawienie tego pomnika tam, gdzie stał przez kilka pokoleń, byłoby najlepszą lekcją historii przeniesioną do przodu? Dla tych pokoleń, które się jeszcze nawet nie narodziły? Może byłoby najlepszym dowodem na to, że się już PRL nie boimy, a też Putin nam nie taki straszny.

Oczywiście jest granica smaku i absmaku, granica między strachem i odwagą. Czyżby pani prezydent tej ostatniej trochę zabrakło?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj