Kraj

Jak druga linia metra zmieni Warszawę

Metro Warszawskie / Facebook
Czy warszawska Praga przeżyje renesans? Czy w ogóle coś się w stolicy zmieni poza tym, że ileś tysięcy jej mieszkańców będzie miało łatwiejszy dojazd do pracy i powrót do domu?

Na razie linia jest kadłubkowa, w gruncie rzeczy łączy tylko centra miasta po obu stronach Wisły i trudno przypuszczać, by zasadniczo zrewolucjonizowała komunikację. Poza tym przebiega przez tereny silnie zurbanizowane, co sprawia, że o wielkim boomie budowlanym mowy być nie może. Chociaż...

W niedalekiej odległości od jej końcowej stacji przy pl. Daszyńskiego widać już od kilku lat wyraźne ożywienie inwestycyjne; entuzjaści wręcz mówią o kształtowaniu się na tzw. bliskiej Woli nowego stołecznego Manhattanu.

Także po drugiej stronie Wisły coś drgnęło. I wygląda na to, że nawet w Porcie Praskim, który zdawał się dotknięty nieodwracalną klątwą, wreszcie doczekamy się kawałka miasta. Co ciekawe, wiele inwestycji deweloperskich, do których metro dotrze za dobrych parę lat, już dziś kusi potencjalnych kupców owym przyszłym komunikacyjnym udogodnieniem. 

Mamy więc efekt pierwszy: na razie nieznaczne, ale jednak widoczne rozszerzanie się ku wschodowi z zachodu strefy, uznawanej potocznie za centrum miasta. Natomiast w związku ze zwiększonymi możliwościami przemieszczania się i przesiadania pod ziemią być może lekko straci na znaczeniu tzw. ścisłe centrum, czyli okolice Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej.

Nowa linia metra diametralnie ułatwi dojazd do dwóch największych stołecznych atrakcji: Centrum Nauki „Kopernik” oraz Muzeum Powstania Warszawskiego. Może to informacje ważniejsze dla przyjezdnych i organizatorów szkolnych wycieczek, ale leniwym warszawiakom też może ułatwić podjęcie decyzji w kwestii spędzenia wolnego sobotniego popołudnia.

Fakt, że linia jest dość krótka, może mieć paradoksalnie również zalety. Wprawdzie będzie na razie mniej użyteczna w codziennym przemieszczaniu się do i z pracy, ale na pewno będzie czynnikiem jeszcze silniej integrującym mieszkańców stolicy z rzeką. Warszawiacy po dekadach obojętności już od kilku lat namiętnie przepraszają się z Wisłą. I praktycznie jedyną okolicznością, która im to utrudniała, były niezbyt wygodne sposoby dostania się nad nią.

Teraz dostaną dwie stacje, które wręcz zapraszają do zacieśniania owych więzów z okołowodnymi atrakcjami. Kto lubi atmosferę bulwarowo-promenadową i wielkomiejską, ten wysiądzie po lewej stronie rzeki, na „Powiślu”, tuż obok „wypasionego” deptaka, który w końcu chyba kiedyś zostanie otwarty. Z możliwością szybkiego dojścia do kolejnej atrakcji z zadęciem – Parku Fontann. Miłośnicy nieco bardziej naturalnych i przyrodniczych klimatów wybiorą „Stadion”, który daje perspektywę piaszczystych łach, bezpretensjonalnych plaż i fantastycznej ścieżki rowerowej. 

Czy ożyje sama Praga? Nie wydaje się. Bo na razie metro będzie zawracało tam, gdzie na dobrą sprawę dopiero zaczyna się prawobrzeżna Warszawa. Gdy jednak linia się w przyszłości wydłuży, to kto wie, może Targówek z przyległościami odkryją dla siebie nie tylko stołeczni hipsterzy i artyści na dorobku? Ale na ten moment przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną