Sienkiewicz odchodzi z polityki w bardzo złym momencie

Drugie wyjście
Gorszej chwili ogłoszenia (kolejnego) rozbratu z polityką Bartłomiej Sienkiewicz nie mógł sobie wybrać.
Krystian Maj/Reporter

Według serwisu 300polityka.pl Bartłomiej Sienkiewicz, były minister spraw wewnętrznych, zrezygnował z funkcji dyrektora Instytutu Obywatelskiego (czyli think-tanku PO) oraz zasugerował, że wycofuje się z życia publicznego.

W zasadzie nie powinno być tematu: odejścia z polityki się zdarzały (czasem na szczęście) i zdarzać się będą. Na dodatek zdarza się także, że odchodzący, mimo wcześniejszych deklaracji, rychło do niej wracają (Sienkiewicz też już raz – i to nie tak dawno – ogłaszał, że w polityce nie ma dlań przyszłości, a jednak szybko znów się w niej pojawił).

Tyle że Bartłomiej Sienkiewicz nie jest na rodzimej scenie publicznej byle kim. Chodzi nawet nie tyle o jego opozycyjną przeszłość w PRL. Był wszak współtwórcą służb specjalnych RP, a w ostatnich latach – prócz pełnienia funkcji ministerialnej – wpływową postacią w rządzącej partii. Dość powiedzieć, że jego politycznych (a czasem pewnie wręcz historiozoficznych) analiz lubili ponoć niezmiennie słuchać – także na półtowarzyskim już gruncie – i Donald Tusk, i obecna premier.

Inna rzecz, że Instytut Obywatelski pod kierownictwem Sienkiewicza jakoś nie rozwinął skrzydeł. A przecież sprzyjać temu powinny nie tylko ambicje intelektualne szefa, lecz także zapotrzebowanie – zarówno partii, jak i publiczności – związane z gorącym okresem wyborczym. Tymczasem wystarczy przejrzeć stronę internetową think-tanku PO: panujący na niej marazm (choćby w kwestiach dotyczących wyborów właśnie: tych przegranych i tych nadchodzących) oraz oderwanie od rzeczywistości są niebywałe.

Moment ogłoszenia przez Sienkiewicza rozbratu z polityką okazuje się jednak symboliczny. Gorszej chwili – bo ośmieszającej i jego samego, i ugrupowanie – nie mógł sobie wybrać.

Według 300polityka.pl Sienkiewicz uznał, że „koszty osobiste dalszego pozostawania w życiu publicznym są zbyt duże”. Taką decyzję można zrozumieć. Sienkiewicz miał jednak precyzować współpracownikom, że podjął ją, bo stał się „celem przestępców i ich pomocników przy biernej postawie prowadzącej postępowanie prokuratury”. Czarę przelać więc miało niedawne opublikowanie akt śledztwa z tzw. afery podsłuchowej.

Ostentacyjne obrażanie się na niekompetencję i zaniechania prokuratorów czy też na bezwzględność politycznych przeciwników poważnemu politykowi nie przystoi. Zresztą obywatel z pozycją Sienkiewicza ma multum sposobów, by punktować kiksy organów państwa. Jego publiczny spór z chociażby Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem mógłby stać się nawet argumentem w dyskusji o sposobach usprawnienia tej instytucji.

Może powstać i inne wrażenie: że Sienkiewicz przestraszył się konsekwencji – choćby dla swojej rodziny – ujawnienia jego domowego adresu. Tyle że dla chcących pozyskać taką informację nie było to i wcześniej zbyt trudne. A i Sienkiewicz dawał w przeszłości dowody odwagi w cięższych sytuacjach.

Najgorsze skutki dla wizerunku samego Sienkiewicza – uchodzącego niegdyś za polityka z wielką przyszłością – mogą mieć inne interpretacje. A to, że jego decyzja jest zwykłą ucieczką z tonącego okrętu, za jaki uważana jest ostatnio Platforma Obywatelska. A to, że obraził się, bo usłyszał gdzieś, że partia nie przewiduje dlań rokującego sukces miejsca na listach wyborczych do parlamentu.

W każdym zaś przypadku reakcja Sienkiewicza uderza w jego dotychczasowych protektorów. Jego kaprysy ich też przecież pośrednio ośmieszają.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną