Komorowski do Senatu? To lepsze niż emerytura
Wielu wyborców chce, by Bronisław Komorowski wystartował w wyborach do Senatu. Gdyby posłuchał, byłby to ciekawy dla polskiej demokracji eksperyment.
GR/Polityka

Pytanie tylko, czy również dla samego prezydenta. Ewentualna porażka byłaby dla niego – co zrozumiałe – podwójnie bolesna. Ale czy rzeczywiście Bronisław Komorowski mógłby przegrać rywalizację o fotel senatorski?

Zostawmy na chwilę to pytanie, wyjaśnijmy, skąd w ogóle pojawił się temat: „Komorowski do Senatu”. O tym, że byłby skłonny kandydować, mówiło się od pewnego czasu. Sprawa ze sfery plotek do kategorii faktów przeszła po wypowiedzi prezydenta, który w wywiadzie dla POLITYKI stwierdził, że „nie wyklucza takiej możliwości” (choć „tego nie planuje”). Tak za pośrednictwem mediów rozpoczął się swoisty dialog głowy państwa z wyborcami, którzy dość przychylnie odnieśli się do ewentualnego startu Bronisława Komorowskiego w wyborach parlamentarnych.

Tak przynajmniej wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” przez IBRiS. O ile tylko 7 proc. ankietowanych widziałoby go na czele PO, o tyle aż 38 proc. chciałoby, aby wystartował w wyborach do Senatu. 40 proc. uważa, że Bronisław Komorowski powinien odejść na emeryturę.

Czy prezydent posłucha i wystartuje w wyścigu wyborczym, okaże się pewnie we wrześniu. Duże znaczenie przy podejmowaniu decyzji będzie miało to, czy prezydentowi w ogóle będzie się chciało wracać na fotel parlamentarzysty, który – mimo wielu zalet – nie jest tak wygodny jak prezydencki. Nie bez znaczenia jest też to, czy uporał się z powyborczą traumą i na ile silny jest u niego – o ile jest – lęk przed kolejną przegraną.

Gdyby decyzja była na „tak”, mandat miałby raczej w kieszeni – wybory do Senatu to nie wybory prezydenckie, w których głosuje cały kraj, więc ryzyko porażki jest mniejsze, choć oczywiście nie można powiedzieć, że jest równe zeru.

Komorowski mógłby wystartować tylko z jednego miejsca – z Warszawy. Idealny wydaje się okręg nr 44, obejmujący Białołękę, Bielany, Żoliborz i Śródmieście, czyli dzielnice bardzo „platformerskie”, w których prezydent w ostatnich wyborach wyraźnie wygrywał (w obu turach) i gdzie mieszka jeszcze od czasów „przedprezydenckich”.

Trudno mieć wątpliwości, czy były prezydent przyda się w Senacie. Rzecz można by zamknąć jednym zdaniem – nasze państwo nie ma w nadmiarze tylu polityków tego formatu, by z nich rezygnować. O ile tylko Komorowski będzie miał ochotę włączyć się w bieżącą politykę w wydaniu parlamentarnym, wniósłby do niej znacznie więcej, zasiadając w Senacie, niż gdyby zasiadł w swoim biurze. Nie tylko dodałby Senatowi prestiżu, ale także wzmocniłby i stabilizował swym autorytetem, kompetencjami (w przeszłości był przecież i ministrem obrony, i marszałkiem Sejmu) oraz politycznym doświadczeniem.

Polska ma kłopot z zagospodarowaniem byłych prezydentów, od dawna mówi się, że najwłaściwszym miejscem dla nich byłby Senat. Komorowski jako pierwszy mógłby przetestować ten pomysł w praktyce. To również ma swoje znaczenie. A więc – prezydencie, chyba musisz.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną